Bogata w ropę Arabia Saudyjska staje przed coraz większymi problemami

Malejące dochody z wydobycia ropy naftowej, szybko rosnące oczekiwania młodych obywateli i efekt cieplarniany mogą doprowadzić do gwałtownych zmian w Arabii Saudyjskiej. Tak twierdzi Noah Smith, felietonista Bloomberga i wykładowca na Stony Brook University.

Na pierwszy rzut wszystko jest pod kontrolą, twierdzi Noah Smith. PKB na głowę w Arabii Saudyjskiej znacząco się nie zmienia, mimo skaczących cen ropy naftowej. Pod względem siły nabywczej sięga niemal 56 tys. dol., co daje Saudyjczykom 12. miejsce na świecie.

Władza czuje się pewnie. Sugeruje to zarówno niedawne zabójstwo krytycznego wobec nich dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, które w żaden sposób nie zachwiało państwem, jak i prowadzenie wojny w Jemenie oraz rozprawienie się niemal rok temu z głośną aferą korupcyjną, w którą zamieszanych było wielu wysoko postawionych urzędników i biznesmenów.

Jednak, jeżeli przyjrzymy się z bliska temu, co dzieje się w Arabii Saudyjskiej, dostrzeżemy z wolna piętrzące się problemy.

Nowe rodziny mają mało dzieci 

Noah Smith zwraca uwagę na rewolucyjną wręcz zmianę, jaka zaszła w królestwie Saudów. Jeszcze całkiem niedawno, do pierwszych lat nowego wieku, przeciętna saudyjska rodzina miała średnio ponad sześcioro dzieci. To zaczęło się zmieniać w okolicach 2005 roku. Wskaźnik urodzeń spadł do czworga dzieci przypadających na statystyczną kobietę.

Ale to nie koniec. W czasie ostatniego dużego kryzysu, który rozpoczął się w 2008 roku ten wskaźnik obniżył się jeszcze bardziej i obecnie na saudyjską kobietę przypada tylko nieco ponad dwójka potomstwa.

Z tego wynika, że na rynek pracy wchodzą teraz liczne roczniki młodych Saudyjczyków, którzy nie są i raczej nie będą w najbliższej przyszłości obciążeni koniecznością opieki nad niemałą gromadką dzieci. W kraju silnie uprzemysłowionym to byłoby samym dobrodziejstwem – młodzi pracownicy przyspieszyliby rozwój przemysłu i całej gospodarki. Ale w Arabii Saudyjskiej, której gospodarka opiera się eksporcie surowców (głównie ropy), to problem.

Ropa to nie wszystko 

Saudowie stworzyli bowiem bardzo nietypowe państwo, mieszaninę feudalizmu z odrobiną nowoczesnego kapitalizmu, założeniami zachodniego państwa dobrobytu i bardzo daleko idącym za tym interwencjonizmem państwowym. Głównym pracodawcą jest państwo, płaci swoim obywatelom dobrze, dzięki dużym wpływom z eksportu ropy naftowej. Szczodrze też dotuje edukację, służbę zdrowia oraz rozwój infrastruktury. Więcej młodych ludzi, oznacza więc większe wydatki z budżetu państwa. A zwiększyć jego dochody nie jest łatwo - ropy nie przybywa, pompuje się jej z grubsza tyle samo od lat, jej ceny nie chcą bić kolejnych rekordów.

Bezrobocie wśród młodych Saudyjczyków oscyluje więc gdzieś pomiędzy 25 a 30 proc., ich frustracja rośnie, zwłaszcza, że aspiracje mają duże. Noah Smith przypomina tutaj badania wiele politologów mówiące, że zmiany demograficzne połączone z frustracją licznej rzeszy młodych ludzi, często prowadzą do poważnych niepokojów społecznych.

Dodatkowa oliwa do ognia 

Gniewni młodzi Saudyjczycy, dla których w ojczyźnie nie ma pracy, to nie jedyny problem Arabii Saudyjskiej. Przed Królestwem stoją kolejne wyzwania.

Po pierwsze, jak myśli Noah Smith, zagrożeniem dla niego jest rosnąca popularność samochodów elektrycznych. To już nie fanaberia. Już w ubiegłym roku globalna kwartalna sprzedaż pojazdów z napędem elektrycznym przekroczyła 400 tys. sztuk i dalej rośnie. To w końcu może uderzyć w ceny ropy naftowej, a więc wysokość dochodów Arabii Saudyjskiej.

Władze są tego świadome i próbują zmniejszyć zależność królestwa od sprzedaży ropy naftowej, ale to w mocno państwowej gospodarce generuje dodatkowe duże koszty i przynosi mizerne efekty. Nadal połowa saudyjskiej gospodarki opiera się na ropie i aż 70 proc. saudyjskiego eksportu przypada na jej sprzedaż.

Kolejnym zagrożeniem dla królestwa są niszczące region skutki efektu cieplarnianego. Na Bliskim Wchodzie i w Północnej Afryce znikają ostatnie pola uprawne, co rodzi dodatkowe napięcia polityczne i grozi destabilizacją sporej części tamtego świata. Wojna w Jemenie jest już często przedstawiana jako konflikt mocno powiązany ze skutkami efektu cieplarnianego.

No i trzecim zagrożeniem dla Saudów są zmiany społeczne. Bardzo konserwatywne królestwo się nieco liberalizuje. To może nasilić krytykę władz i społeczne niezadowolenie.