Premier Wielkiej Brytanii ma przyjechać na rozmowy z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncerem w czwartek. Dzień wcześniej w Brukseli pojawił się premier Irlandii - kluczowej w tym sporze, bo brytyjskim posłom nie podoba się zapis w porozumieniu dotyczący przyszłości irlandzkiej granicy, tzw. backstop. Na wspólnej konferencji z Leo Vardakarem szef Rady Europejskiej Donald Tusk powtórzył że UE nie złoży żadnej nowej oferty w sprawie umowy brexitowej, a backstop jest tutaj kluczowy.
- UE jest przede wszystkim projektem pokojowym. Nie będziemy igrać z pokojem [org. "we will not gamble with peace" - gamble oznacza uprawianie hazardu]. Dlatego nalegamy na backstop - mówił Donald Tusk. Dodawał, że jeśli UE dostanie wiarygodne gwarancje pokoju w Irlandii Północnej, to Wielka Brytania wyjdzie z Unii jako "zaufany przyjaciel". Takie gwarancje musiałyby też mieć oczywiste poparcie ze strony Izby Gmin.
Mam nadzieję, że jutro usłyszymy od premier May realistyczne sugestie jak zakończyć impas w sprawie uporządkowanego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE po ostatnich głosowaniach w Izbie Gmin
- powiedział szef Rady Europejskiej.
Donald Tusk mówił też, że wierzy, że wspólne rozwiązanie jest możliwe i zapewnił, że zrobi wszystko, by je znaleźć. Ale też powtórzył, że Bruksela szykuje się do możliwego niepowodzenia i scenariusza najgorszego - brexitu bez umowy, czyli tzw. twardego brexitu.
Jego zdaniem nie ma już możliwości zmiany decyzji Brytyjczyków z referendum z 2016 roku - bo nie ma siły politycznej ani skutecznego przywództwa, które opowiadałoby się za pozostaniem w UE.
Swoje wystąpienie zakończył komentarzem dotyczącym braku strategii Wielkiej Brytanii na brexit.
Zastanawiałem się jak wygląda to specjalne miejsce w piekle dla tych, którzy promowali brexit bez choćby szkicu planu jak przeprowadzić to w bezpieczny sposób
- podsumował Tusk. Nie krytykował on ogółem wszystkich popierających wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Z jego słów wynika, że chodzi raczej o tych, którzy nawołując do rozwodu Londynu z Brukselą nie zastanawiali się, jak trudne może być wprowadzenie tego w życie bez ryzyka turbulencji gospodarczych i politycznych.
Do formalnego brexitu ma dojść 29 marca. Im bliżej tej daty, tym napięcie bardziej rośnie. Szczególnie po tym, jak w styczniu brytyjska Izba Gmin odrzuciła wynegocjowaną wcześniej przez Theresę May z UE umowę w sprawie wyjścia ze Wspólnoty. W przyszłym tygodniu premier ma przedstawić to, co udało się jej "ugrać" w UE w brytyjskim parlamencie. Kolejne głosowanie ws. brexitu zaplanowane jest na 14 lutego.
Irlandzki backstop to swego rodzaju zabezpieczenie na wypadek, gdyby Wielkiej Brytanii i UE nie udało się ustalić nowych wzajemnych relacji po okresie przejściowym, czyli do końca 2020 roku. Chodzi o to, by zagwarantować utrzymanie otwartej granicy między Irlandią Północną, która jest częścią Wielkiej Brytanii a Republiką Irlandii.
Do czasu wynegocjowania nowej umowy handlowej z UE Wielka Brytania ma pozostawać w unii celnej. Zwolennikom brexitu to się nie podoba, bo zapis ten nie ma ograniczenia w czasie. Obawiają się, że taka sytuacja będzie przeciągać się w nieskończoność i uniemożliwi w przyszłości Wielkiej Brytanii zawieranie umów handlowych z resztą świata.
Irlandzka granica ma też na Wyspach ważne znacznie historyczne. Od kilkunastu lat w zasadzie jej nie ma, a proces "znikania" rozpoczęło porozumienie z Belfastu zwane Porozumieniem Wielkopiątkowym z 1998 roku. Była to umowa pokojowa, która miała na celu zakończyć konflikt w Irlandii Północnej.