May leci do Brukseli, by ratować umowę ws. brexitu. Juncker pesymistyczny. "Tracę czas"

Theresa May w środę będzie próbować przekonać Brukselę do zmian w umowie brexitowej. Tylko tak może liczyć na poparcie ze strony własnego parlamentu. Tyle że Bruksela niespecjalnie chce iść jej na rękę, a jej przedstawiciele coraz częściej wyrażają frustrację z powodu przeciągania całego procesu.
Zobacz wideo

Premier Wielkiej Brytanii w środę leci znów do Brukseli, by rozmawiać o brexicie. Jeśli Theresa May liczy na to, że Jean-Claude Juncker będzie bardziej ustępliwy niż podczas ostatniego, wyraźnie chłodnego spotkania, może się rozczarować. Szef Komisji Europejskiej we wtorek studził nadzieje na to, że dzisiejsze rozmowy mogą przynieść przełom.

Juncker sfrustrowany. "Tracę czas z tym brexitem"

- Nie mam wystarczająco wielu przesłanek, by móc oczekiwać, że będzie to dyskusja zakończona konkretnym wynikiem - powiedział Juncker podczas konferencji prasowej w Stuttgarcie. - Nie wiem, co Pani May przekaże mi jutro - przyznał i dodał że, nie jest pewien, czego Brytyjczycy naprawdę oczekują. Jak donosi Bloomberg, podczas późniejszej debaty Juncker miał też powiedzieć: "Tracę czas z tym brexitem".

To zresztą nie byłby pierwszy raz, kiedy przedstawiciele Brukseli wyrażają frustrację z powodu przeciągających się rozmów w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wystarczy przypomnieć słowa Donalda Tuska, który niedawno mówił o "specjalnym miejscu w piekle" dla tych, którzy promowali brexit, nie mając "nawet zarysu planu" co do jego bezpiecznego wdrożenia w życie.

Theresa May chce rozmawiać o irlandzkim bezpieczniku

Brytyjski rząd jest przekonany, że spotkanie May z Junckerem, które ma się odbyć o 18:30 polskiego czasu, jest "oczywiście ważnym spotkaniem". Ze strony Brukseli płyną jednak sygnały, że nie ma co liczyć na to, że uda się rozwiązać kluczowy problem. Ten problem to kwestia tak zwanego irlandzkiego bezpiecznika, z ang. backstopu.

To właśnie zapisy dotyczące backstopu nie podobają się najbardziej brytyjskim posłom i z ich powodu odrzucili oni w połowie stycznia umowę w sprawie wyjścia ze Wspólnoty, którą pod koniec ubiegłego roku wypracowała w negocjacjach z Unią Theresa May. Premier, by ratować porozumienie, zaproponowała więc, że wróci do Brukseli na dalsze rozmowy i przedstawi bliżej nieokreśloną alternatywę dla backstopu, pojawił się też pomysł, by do tego elementu umowy dopisać ograniczenie czasowe. Takie rozwiązania UE stanowczo odrzuca.

O co chodzi z tym backstopem?

Backstop to mechanizm, który ma zapobiec powrotowi kontroli granicznych między brytyjską Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Takie kontrole mogłyby wrócić, gdyby po okresie przejściowym nie udało się wypracować umowy handlowej. To ważne po pierwsze z powodów historycznych - otwarta granica była jednym z warunków porozumienia kończącego konflikt w Irlandii Północnej. Poza tym, zapis o backstopie nie ma ograniczenia w czasie. Dlatego niektórzy brytyjscy politycy obawiają się, że sytuacja, w której Wielka Brytania pozostanie w unii celnej, będzie przeciągać się w nieskończoność i uniemożliwi krajowi w przyszłości zawieranie umów handlowych z resztą świata.

Przed Theresą May kolejne trudne rozmowy. W dodatku nawet gdyby udało się jej wypracować jakieś wspólne stanowisko z Brukselą, to wcale nie wiadomo, czy zaakceptowaliby je brytyjscy posłowie. Szczególnie, że w ubiegłym tygodniu w niewiążącym, ale upokarzającym dla premier głosowaniu pokazali brak poparcia dla jej działań.

May ma nadzieję - po udanych rozmowach w tym tygodniu - przedstawić zmienioną umowę ws. brexitu w Izbie Gmin na początku przyszłego tygodnia. Jest ryzyko, że jeśli po raz kolejny nie uda się jej przekonać posłów, to parlament przejmie kontrolę nad procesem ustalania zasad rozwodu z UE. Wielka Brytania ma formalnie wyjść z Unii Europejskiej w nocy z 29 na 30 marca, czyli za nieco ponad miesiąc. Jeśli Izba Gmin nie zatwierdzi umowy w sprawie warunków wyjścia, to będzie to tak zwany twardy brexit - scenariusz postrzegany jako najgorszy z możliwych i najbardziej uderzający w gospodarkę.