W ubiegłą środę Narodowy Bank Polski opublikował pierwszą transzę danych dotyczących wynagrodzeń w NBP. Jak wynika z publikacji banku centralnego, w 2018 r. spośród dyrektorów departamentów najwięcej średniomiesięcznie zarabiała szefowa Departamentu Komunikacji i Promocji Martyna Wojciechowska - 49 563 zł. Dla porównania, dyrektorzy departamentów Ryzyka Operacyjnego i Zgodności czy Zarządzania Ryzykiem Finansowym byli wynagradzani o ponad 40 proc. słabiej.
Czasami wszyscy tu pokładamy się ze śmiechu, gdy dziennikarze piszą, że wynagrodzenia w departamencie, który zatrudnia 10 osób, są niższe niż w departamencie, który zatrudnia 240 osób. Lepiej się tym nie zajmować
- mówił dziś podczas konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej prezes NBP Adam Glapiński.
To wszystko jest osadzone na jednym nieporozumieniu. Opinia publiczna została wprowadzona w błąd i Narodowy Bank Polski zaczął być porównywany z innymi urzędami i instytucjami. NBP jest bankiem banków, największym z banków, obsługuje inne banki. Gwarantuje stabilność systemu finansowego. Wysokie wynagrodzenia w bankach centralnych są regułą
- tłumaczył prezes NBP.
We wszystkich normalnych krajach zarobki prezesów NBP są wyższe niż np. prezydenta. W Polsce ludzie są nieprzyzwyczajeni, epatowano tymi wysokimi zarobkami na tle np. średniej zarobków w Polsce. Nie byliby zapewne tak zbulwersowani wynagrodzeniami dyrektorów w największych bankach komercyjnych w Polsce, a tylko takie porównanie ma sens. W ustawie o Narodowym Banku Polskim referencją do zarobków dyrektorów NBP są zarobki dyrektorów banków komercyjnych
- dodawał Glapiński.
Jest ustawa, spłaszczamy wynagrodzenia, obcinamy te górne. Nadal dyrektorzy będą zarabiać kilkakrotnie więcej niż posłowie, nic na to nie poradzę
- mówił prezes NBP. Pytany, czy boi się spotkania z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, Glapiński stwierdził, że nie, bo "spotyka się z nim z przyjemnością i czuje niedosyt tych spotkań".
Wszyscy dyrektorzy są na najwyższym poziomie standardów europejskich i polskich. Merytorycznie stanowią elitę. Między innymi dlatego, że wynagrodzenia dyrektorów są przyzwoite, na poziomie banków komercyjnych
- tłumaczył Glapiński. I dodawał, że może się zdarzyć, że dyrektor departamentu będzie zarabiał więcej niż członek zarządu NBP.
Zarząd NBP jest wynagradzany według innych zasad i dostaje mikroskopijną część tego, co dostają zarządy banków komercyjnych. Różnica między wynagrodzeniami członków zarządów a dyrektorów jest niewielka, a może się zdarzyć, że dyrektorzy zarabiają więcej
- mówił prezes NBP.
Nadal czekamy na opublikowanie pozostałych danych dotyczących zarobków w NBP, zgodnie z ustawą o jawności wynagrodzeń w banku centralnym.
Całość ustawy zostanie zrealizowana w czasie. Departament Kadr siedzi dniami i nocami, soboty, niedziele, i pracuje nad tym, żeby te dokumenty od 1995 r. w terminie przygotować. To wcale nie jest łatwe zadanie
- zapewnił Glapiński.
W zeszłym tygodniu senator PiS Jan Maria Jackowski mówił, że "dopiero po pełnym zrealizowaniu zapisów ustawy będziemy mieli precyzyjne dane pokazujące dynamikę zmian płac w NBP w latach 1995-2018". Dodawał, że czeka na informacje, czy pensje w Narodowym Banku Polskim nie wzrosły nagle, gdy na czele banku centralnego stanął Glapiński. Uznał też podnoszone przez prezesa NBP argumenty, iż jawność zarobków w banku centralnym może mieć negatywne konsekwencje, za "próbę obrony pewnego status quo".
Zdecydowana większość krajów strefy euro stosuje takie standardy [w kwestii przejrzystości wynagrodzeń - red.], a nawet Ukraina
- podkreślał Jackowski.
Innego zdania jest Glapiński.
Jesteśmy chyba w tej chwili jedynym bankiem na świecie, a na pewno w Europie, w którym znane będą zarobki dyrektorów. Więcej, znane będą oświadczenia majątkowe np. zastępcy dyrektora oddziału NBP w Olsztynie czy każdym innym mieście. Pozostał niesmak i pytania korytarzowe – dlaczego my
- mówił w środę prezes NBP.