Theresa May rozpoczęła "mission impossible". W Brukseli nikt nie zamierza umierać za Londyn

Daniel Maikowski
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przybyła na rozpoczynający się szczyt UE. W Brukseli chce prosić unijnych liderów, aby wyrazili zgodę na opóźnienie brexitu. Jeśli to się nie uda, Londyn opuści Unię Europejską bez umowy.
Zobacz wideo

Do brexitu, czyli opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, pozostało 8 dni. To niecałe 200 godzin. Tymczasem brytyjski parlament wciąż nie podpisał umowy, którą przez kilkanaście miesięcy negocjował rząd Theresy May. Porozumienie zostało już dwukrotnie odrzucone w Izbie Gmin, a pewności, że za trzecim razem będzie inaczej, wcale nie ma.

Nie ma też wątpliwości, że jeśli Londyn chce opuścić UE na "cywilizowanych zasadach", to brexit musi zostać opóźniony. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę premier Theresa May, która przybyła dziś do Brukseli na szczyt Unii Europejskiej w jednym celu: aby uniknąć brexitu bez umowy, co spowodowałoby chaos w brytyjskiej gospodarce.

Theresa May: Brexit to decyzja brytyjskiego narodu

Tuż przed rozpoczęciem szczytu May powiedziała zebranym w Brukseli dziennikarzom, że poprosi Unię Europejską o krótkie przedłużenie artykułu 50 do końca czerwca. Sęk w tym, że UE może się na to nie zgodzić - według Komisji Europejskiej brexit powinien nastąpić przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, czyli do 23 maja. Unia stawia również warunek: przyjęcie umowy. W innym wypadku jedyną opcją pozostaje twardy brexit. Wyraźnie zasugerował to dziś m.in. francuski prezydent Emmanuel Macron.

To opóźnienie jest dla mnie powodem do osobistego żalu. Wiem jednak, że krótkie przesunięcie [brexitu - red.] da parlamentowi czas, aby podjąć ostateczną decyzję, która pozwoli nam wykonać wolę wyrażoną referendum

- mówiła Theresa May przed rozpoczęciem szczytu.

Zapytana o to, co w sytuacji, gdyby jej rząd w przyszłym tygodniu przegrał trzecie głosowanie nad brexitową umową, brytyjska premier odpowiedziała dość wymijająco:

Najważniejsze jest to, abyśmy zrozumieli, że brexit to decyzja brytyjskiego narodu. Musimy ją zrealizować. Jesteśmy prawie trzy lata po referendum. Nadszedł czas, aby parlament podjął decyzję

- tłumaczyła.

W Wielkiej Brytanii głośnym echem odbiło się wczorajsze wystąpienie Theresy May, która nie pozostawiła suchej nitki na parlamencie, obarczając posłów pełną odpowiedzialnością za brexitowe fiasko. Komentatorzy zwracają uwagę, że takie wypowiedzi nie przysporzą jej zwolenników.. Po obu stronach sceny politycznej daje się słyszeć nawoływania do dymisji.

Nie wierzę, że wczorajsze wystąpienie premier przekonało chociaż jednego posła, aby wsparł tę lekkomyślną strategię, która zaprzecza naszemu narodowemu interesowi i demokratycznej tradycji. Zmuszanie posłów do poddania się nie służy niczemu. Przynosi pogardę dla rządu, parlamentu i demokracji

- zaznacza Dominic Grieve,brytyjski konserwatysta i były prokurator generalny.

UE chce pomóc, ale nie "umrze" za Wielką Brytanię

Z wypowiedzi większości unijnych polityków, w tym szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera wynika, że Unia wciąż chce dać Wielkiej Brytanii szansę, "eleganckie" pożegnanie ze wspólnotą.

Nikt jednak nie zamierza "umierać" za Londyn, a tym bardziej za Theresę May. Najlepiej oddają to słowa irlandzkiego premiera Leo Varadkara. Jest on tu o tyle ważną postacią, że to właśnie kwestia granicy między Irlandią oraz Irlandią Północną (część Zjednoczonego Królestwa) jest najbardziej problematycznym elementem porozumienia Londyn - Bruksela.

Wszyscy chcemy uniknąć brexitu bez umowy, ale nie możemy mieć sytuacji, gdy zbliża się lawina, a my odkładamy decyzję i przesuwamy terminy co kilka miesięcy. Brexit nigdy nie miał być czysty. Brexit zawsze wymagał od Wielkiej Brytanii trudnych wyborów

- podkreślił Leo Varadkar.

Brexit bez umowy zawsze będzie decyzją Brytyjczyków. Nie zapominajmy, że 29 marca do data, którą wyznaczyła Wielka Brytania. Zawsze mogą zmienić tę decyzję i jednostronnie wypowiedzieć artykuł 50. Nie potrzebują do tego zgody. Dlatego, jeśli dojdzie do twardego brexitu, to będzie to wybór Brytyjczyków i decyzja Brytyjczyków

- dodał.

W tym miejscu Vardkar odnosi się do decyzji unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który w grudniu 2018 r. orzekł, że nie ma przeszkód prawnych, aby Wielka Brytania  wycofała wniosek o wyjściu z UE, nie czekając na jednomyślną decyzję wszystkich państw,

Więcej o: