620 tys. zł z kasy państwa na promocję programu PiS? Posłanka PO żąda wyjaśnień

PiS finansuje swoją kampanię wyborczą z pieniędzy podatnika - oskarża posłanka Platformy Obywatelskiej Izabela Leszczyna. Chodzi o 620 tys. zł, które kancelaria premiera Mateusza Morawieckiego planuje wydać na promocję "piątki Kaczyńskiego".
Zobacz wideo

Jak wynika z opublikowanego kilka dni temu ogłoszenia, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów poszukuje dwóch ogólnopolskich dzienników (o miesięcznej sprzedaży łącznej powyżej 100 tys. egzemplarzy), które sprzedadzą jej powierzchnię reklamową. Założono, że w każdym tytule miałoby pojawić się po pięć całostronicowych reklam. Warunkiem jest też, aby na sąsiednich stronach nie było m.in. treści deprecjonującym Kancelarię Premiera.

Po co KPRM miejsce na reklamy? Chce ona tam "promować program i działania rządu oraz poinformować potencjalnych beneficjentów o korzyściach przysługujących im z tych uprawnień". Kancelaria premiera Morawieckiego nie uściśla, o jakim programie i działaniach konkretnie jest mowa, ale można domniemywać, że chodzi m.in. o "piątkę Kaczyńskiego".

Czytaj więcej: KPRM chce reklamować "piątkę Kaczyńskiego". Warunek: gazeta nie może "deprecjonować zamawiającego"

Posłanka PO drąży

Całkowita wartość zamówienia netto (bez VAT) ma wynosić 620 tys. zł. W opinii posłanki PO Izabeli Leszczyny, te środki publiczne będą wydatkowane na promocję programu wyborczego PiS. To jest zabronione.

PiS finansuje swoją kampanię wyborczą z pieniędzy podatnika

- grzmi na Twitterze Leszczyna, pokazując wystosowaną właśnie w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego interpelację. Pyta w niej m.in. o uzasadnienie wydawania pieniędzy podatników na promocję programu politycznego. Oczekuje od premiera także odpowiedzi, dlaczego na promocję nie pójdą pieniądze z funduszu wyborczego PiS, czy finansowanie reklam z budżetu kancelarii jest zgodne z prawem oraz czy ten wydatek zostanie ujęty w sprawozdaniu finansowym dla Państwowej Komisji Wyborczej.

Na odpowiedź z KPRM na interpelację przyjdzie nam poczekać około miesiąca. 

"To polityka informacyjna rządu"

Marek Gieorgica, partner zarządzający w agencji PR-owej Clear Communication Group, w rozmowie z next.gazeta.pl mówi, że w jego opinii takie reklamy to element polityki informacyjnej rządu. Zaznacza jednak, że decydujący głos ma tu Państwowa Komisja Wyborcza.

Oczywiście można powiedzieć, że zbieżność czasowa nie jest przypadkowa. Natomiast jeżeli te reklamy nie nawiązywałyby w żaden sposób do kampanii wyborczej do europarlamentu i przez PKW nie zostałoby to ocenione jako element kampanii, to jest to po prostu korzystanie z możliwości, jakie Kancelaria Premiera ma

- uważa Gieorgica. Dodaje, że trudno wiązać reklamy programów rządu z jesiennymi wyborami do Sejmu i Senatu. - Formalnie termin wyborów do polskiego parlamentu nie został jeszcze ogłoszony, więc jeszcze nie rozpoczęła się kampania - komentuje nasz rozmówca.

Zobacz wideo