Propozycja rządu dla nauczycieli. Związki: "Pracę straci 30 proc. osób". Rząd odpowiada

Podwyżki, ale w zamian za zwiększenie pensum nauczycieli z 18 do 22 lub 24 godzin w tygodniu zaproponowała w piątek wicepremier Beata Szydło. Związkowcy grzmią, iż pracę może stracić nawet co trzeci pedagog. Rząd odpowiada - redukcji kadry nie będzie.
Zobacz wideo

Propozycja Szydło polega na tym, iż pensum nauczycieli, czyli "godziny przy tablicy", miałoby stopniowo wzrastać z obecnych 18 godzin do 22 lub 24 godzin w 2023 r. Rząd nazywa to "nową umową społeczną". Jak wylicza Kancelaria Prezydenta, w wariancie pensum 22-godzinnego w 2020 r. średnio nauczyciel dyplomowany miałby zarabiać 6128 zł, w 2021 r. 6653 zł, w 2022 r. 7179 zł, a w 2023 r. 7704 zł. W przypadku ustalenia pensum na poziomie 24 godzin te kwoty byłyby jeszcze o kilkaset złotych wyższe. Jak chwali się Ministerstwo Edukacji Narodowej, ok. 6,1 tys. zł nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał średnio już od września br. Mowa tu o całkowitym wynagrodzeniu, nie tylko zasadniczym.

"Nowa umowa społeczna" zdecydowanie nie usatysfakcjonowała nauczycieli. Po pierwsze dlatego, że w ich opinii żądanie podwyżek nie jest spełnione. Po drugie - bo rząd epatuje kwotami średnimi na poziomie nawet ponad 8 tys. zł, a nic nie mówi o wynagrodzeniach zasadniczych. W przypadku np. nauczycieli dyplomowanych, według danych MEN, stanowią one ok. 63 proc. średniego całkowitego wynagrodzenia (ok. 3,5 tys. zł zasadniczego wynagrodzenia vs. ok. 5,6 tys. średniego według MEN). A że nie wszyscy nauczyciele dostają wszystkie świadczenia i dodatki, te docelowe 7-8 tys. zł średniego wynagrodzenia ZNP nazywa "wirtualnym". Poza tym - nie wiadomo, jak miałyby się kształtować średnie wynagrodzenia (już nie mówiąc o zasadniczych) nauczycieli o niższych stopniach awansu (stażyści, kontraktowani, mianowani). 

Czytaj więcej: Strajk nauczycieli. Negocjacje przejęła Beata Szydło. Minister Anna Zalewska niemal się nie odzywa

I w końcu po trzecie - związkowcy przekonują, że podniesienie pensum dla nauczycieli będzie oznaczało, że pracę straci wielu z nich. O zwolnieniach na poziomie "ponad 30 proc." mówi cytowany przez portal Bankier.pl zastępca przewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania Zbigniew Świerczek. Cytowany przez PAP Sławomir Wittkowicz z Forum Związków Zawodowych szacuje poziom redukcji zatrudnienia w szkołach na 20-33 proc.

Łatwo policzyć, że 24 godziny w tygodniu przy tablicy zamiast 18 oznaczają, że to, co teraz robi czterech nauczycieli (cztery osoby po 18 godzin pensum = 72 godziny przy tablicy), po zmianach wykonywałoby trzech (trzy osoby po 24 godziny pensum = też 72 godziny przy tablicy).

Kancelaria Premiera: "nie będzie dodatkowej redukcji kadry"

Z kolei zdaniem rządu, podwyżka "pensum" żadnych zwolnień nie wymusi, bo nauczyciele będą odchodzić na emerytury, a na ich miejsce nie będą przyjmowane nowe osoby.

Założenia obejmują prognozę naturalnych odejść nauczycieli z zawodu (m.in. w związku z emeryturą). Średnia odejść z lat 2010-2018 wynosi w granicach 25-30 tysięcy rocznie, a 80 proc. odchodzących nauczycieli nie jest zastępowana. Szacunki sugerują, że pozwala to na wprowadzenie zmian bez jakiejkolwiek dodatkowej redukcji kadry

- czytamy w komunikacie Kancelarii Premiera. KPRM donosi też, że według analiz OECD Polska jest na ostatnim miejscu pod względem tzw. godzin przy tablicy spędzanych przez nauczyciela, że liczba uczniów na jednego nauczyciela w Polsce (11) jest niższa niż średnia europejska (15), i że w latach 2006-2018 populacja dzieci i młodzieży do 19 lat spadła o ok. 16 proc., a przybyło za to 9 proc. nauczycieli.

To chyba nie takie proste

Nauczyciele zwracają jednak uwagę na minusy pomysłu. Po pierwsze - większe pensum to w przypadku nauczycieli z małych szkół (m.in. na wsiach) konieczność pracy w większej liczbie szkół. "Fizyk, który dziś ma w podstawówce 4/18 etatu, miałby 4/24, musiałby obskoczyć 6 szkół" - tłumaczy Justyna Suchecka z "Gazety Wyborczej", specjalizująca się w tematach edukacji.

Ponadto nauczyciele zwracają uwagę, że godziny przy tablicy to tylko część ich pracy. Reszta to m.in. przygotowanie się do zajęć, sprawdzanie klasówek itd. Formalnie nauczyciele pracują 40 godzin tygodniowo, a według danych Instytutu Badań Edukacyjnych - średnio nawet 47 godzin w tygodniu. Pedagodzy przekonują więc, że wyższe pensum może przełożyć się np. na ich niższą wydajność i gorsze przygotowanie.

Zobacz wideo