Guenter Verheugen podkreślił, że zasady egzystencji w Unii Europejskiej powinny być demokratyczne. Jego zdaniem Bruksela od początku robiła błąd, próbując Brytyjczyków karać i stawiać ich pod ścianą.
Dobrowolne wejście do Unii i dobrowolne wyjście. Ale jeżeli ktoś chce odejść, to musimy to w sposób demokratyczny respektować, obojętnie, czy nam się to podoba, czy też nie"
- mówił Guenter Verheugen.
W świetle dotychczasowych ustaleń Londyn ma opuścić Unię Europejską 12 kwietnia. Premier Theresa May chciałaby przełożenia tego terminu do 30 czerwca. Zgodę na zmianę terminu wyrazić muszą kraje Wspólnoty. W tej sprawie na 10 kwietnia został zwołany w trybie nadzwyczajnym szczyt UE w Brukseli.
Tyle że Bruksela wcale nie pali się do tego, aby zaakceptować nową propozycję premier Theresy May. Donald Tusk ma inny pomysł - tzw. "flextension", czyli elastyczne przedłużenie brexitu o rok. Według niego w ciągu 12 miesięcy Wielka Brytania mogłaby opuścić Wspólnotę, ale po zatwierdzeniu umowy o wyjściu.
W sobotę Theresa May zaapelowała do brytyjskiej Izby Gmin o poparcie dla umowy ws. brexitu, którą to posłowie odrzucili już trzykrotnie. Premier argumentowała, że brexit "przecieknie im przez palce".
Parlament wyraził się jasno, że zablokuje bezumowne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Mamy wybór - opuścimy Unię z umową albo nie opuścimy jej wcale
- podkreśliła.
Słowa brytyjskiej premier są trochę na wyrost. Owszem, Izba Gmin wykluczyła wcześniej brexit bez umowy, ale przegłosowana w tej sprawie poprawka miała jedynie charakter deklaratywny, a nie prawnie wiążący. Jeśli do 12 kwietnia Wielka Brytania nie przekona UE do dalszego opóźnienia brexitu, to właśnie tego dnia opuści wspólnotę - bez ustaleń, bez umowy, a to stworzy ryzyko poważnych geopolitycznych konsekwencji.