Niemiecka gospodarka idzie na barykady w reakcji na plany niemieckiego rządu, by - jeżeli będzie to konieczne - zobowiązać firmy do dbania o prawa człowieka w procesie wytwarzania ich produktów.
- Rząd musi zaniechać tych idiotyzmów - postulował prezes federalnego zrzeszenia niemieckich pracodawców Ingo Kramer w rozmowie z dziennikiem "Rheinische Post".
- Od firm wymaga się czegoś absolutnie niemożliwego. Mają one osobiście odpowiadać za coś, na co w naszym zglobalizowanym świecie nie mają w ogóle wpływu - podkreślał, zaznaczając, że tam, gdzie on jako przedsiębiorca osobiście miałby wpływ na produkcję za granicą, czułby się oczywiście zobowiązany, aby pracowano dla niego według socjalnych i ekologicznych standardów.
- Ale przecież nie tam, gdzie ja w ogóle nie mogę na to wpłynąć albo gdzie ja jako firma średniego biznesu nie mam w ogóle wglądu. To absurdalne! - podkreślał Kramer, którego firmy działają w przemyśle ciężkim.
Dobrowolne zobowiązanie
Przedsiębiorca tak stanowczo reaguje na tzw. "Narodowy plany działań na rzecz gospodarki i praw człowieka". Wedle planu uchwalonego w roku 2016, niemiecki rząd domaga się od firm szczególnego dbania o prawa człowieka w międzynarodowych łańcuchach produkcji, najpierw tylko na bazie dobrowolnego zobowiązania. Jednak chadecy i socjaldemokraci w umowie koalicyjnej z 2018 r. ustalili, że podejmą działania ustawodawcze, jeżeli do roku 2020 przynajmniej połowa dużych firm dobrowolnie nie będzie przestrzegała poszanowania praw człowieka w produkujących dla nich fabrykach.
Minister pracy Hubertus Heil broni tych planów. - Niemieckie przedsiębiorstwa muszą gwarantować, że wyroby które sprzedają, produkowane są w warunkach poszanowania godności człowieka - powiedział polityk SPD w rozmowie z "Rheinische Post". Muszą na przykład wykluczać pracę dzieci czy pracę przymusową.
- Jeżeli w następnych latach po zbadaniu stwierdzimy, że mniej niż 50 proc. większych niemieckich firm przestrzega socjalnych standardów w zrównoważonych łańcuchach dostaw, będziemy chcieli zmusić je do tego ustawowo - powiedział, zaznaczając, że w tym zamyśle pewien jest poparcia ze strony ministra spraw zagranicznych, ministra rozwoju i minister sprawiedliwości.
(KNA/ma)
Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle'' .