Ropa z Rosji wciąż nie płynie do Polski. Orlen liczy na maj. Co z cenami paliw? Pytamy eksperta

Od odkrycia zanieczyszczenia ropy naftowej przysłanej z Rosji upłynęły niemal trzy tygodnie, a problem wciąż nie jest rozwiązany. Wprawdzie południową nitką rurociągu płynie już "czysty" surowiec, ale północna, prowadząca m.in. do Polski, wciąż jest zamknięta. A po Europie krążą tankowce z milionem ton "brudnej" ropy, której nikt nie chce kupić.
Zobacz wideo

Polska (ale też inne kraje europejskie, jak Niemcy, Słowacja i Czechy) od 24 kwietnia nie odbiera rosyjskiej ropy naftowej z rurociągu "Przyjaźń". Surowiec został zanieczyszczony chlorkami organicznymi, które mogłyby uszkodzić instalacje w rafineriach. Prezes PKN Orlen liczy, że dostawy tą drogą zostaną wkrótce wznowione. - Mamy nadzieję, że nastąpi to znacznie szybciej niż do końca obecnego miesiąca - powiedział Daniel Obajtek.

"Czysta" ropa naftowa płynie już południową nitką ropociągu, na Ukrainę - tak informują lokalni operatorzy. Dostawy północną odnogą, czyli do Polski i dalej do Niemiec wciąż są wstrzymane. By ruszyły, trzeba między innymi zrobić coś z zanieczyszczoną ropą, która zalega w rurociągu na jego polskim odcinku.

Według ekspertów, których cytowała niedawno agencja Reutera, rozwiązaniem jest rozcieńczenie jej z "czystym" surowcem. Tyle że trzeba to gdzieś zrobić, a kraje takie jak Polska czy Niemcy nie mają miejsca w zbiornikach, by taką operację przeprowadzić. Prezes Obajtek przyznaje, że jest to problem, ale też jednocześnie liczy, że niebawem zostanie od rozwiązany.

PERN, czyli operator polskiej części "Przyjaźni", podaje, że "jest w stałym kontakcie z rafineriami, w zakresie parametrów przekazywanej ropy". Na razie polskie zakłady pracują zupełnie normalnie - korzystają z uwolnionych rezerw strategicznych (mamy obowiązek utrzymywać zapasy wystarczające na 90 dni). Do Polski dociera też ropa z innych niż rosyjski kierunków, odbierana przez Naftoport w Gdańsku. To też zresztą dobra okazja, by uświadomić sobie, jak ważna jest dywersyfikacja dostaw. Orlen podkreśla, że stale zmniejsza udział ropy z Rosji, w jego rafinerii w Płocku już połowa przerabianego surowca pochodzi spoza tego kraju.

Co z cenami paliw na stacjach?

Orlen się nie martwi, czy powinni robić to kierowcy? - Na razie nie ma żadnej reakcji w cenach hurtowych, mechanizm ustalania cen nie zmienia się na niekorzyść. Pozostaje pytanie, jak długo będzie to trwało - mówi Urszula Cieślak, ekspertka zajmująca się rynkiem paliw z firmy BM Reflex. Jej zdaniem problem z zanieczyszczoną ropą z Rosji nie wpływa na bieżący poziom cen, później też nie powinien. - Do tego jesteśmy w okresie, kiedy nikomu nie będzie służyło podnoszenie cen paliw. Koncerny krajowe nie będą zainteresowane tym, by nagle znacząco wzrósł import paliw gotowych. Polityka cenowa nie będzie się drastycznie zmieniała, na pewno nie z tego powodu - uważa ekspertka.

Na to, ile płacimy za tankowanie samochodu, znacznie większy wpływ mają notowania surowca na giełdach, a one od pewnego czasu spadają. - Rynkowo sytuacja układa się też pozytywnie, szczególnie w przypadku benzyn, które wyraźnie tanieją. My, kierowcy, nie odczujemy więc problemów z rosyjską ropą w cenach paliw. Powiem więcej, jest szansa, że paliwa mogą lekko tanieć w perspektywie najbliższych tygodni - mówi Urszula Cieślak. Tu z kolei istotna jest sytuacja geopolityczna, a szczególnie negocjacje handlowe Chin i USA. Po zapowiedziach Donalda Trumpa, który zagroził Chinom podwyżkami ceł na około 40 proc. eksportowanych do Stanów towarów, ropa wyraźnie taniała. Te spadki byłyby jeszcze większe, gdyby nie napięcie na Bliskim Wschodzie, które znów podsycają Amerykanie i Iran.

Rosja ma problem z "brudną" ropą

Zanieczyszczona ropa naftowa to jak na razie przede wszystkim ogromny problem Rosji. I ekonomiczny, i wizerunkowy. Przychody z eksportu ropy to istotny zastrzyk dolarów do rosyjskiego budżetu. Teraz część tego źródła przychodów nie płynie, co gorsza, klienci mogą stracić zaufanie do dostawcy. Reuters podaje, że w Europie obecnie przynajmniej 10 tankowców z milionem ton wartej ponad 500 milionów dolarów ropy szuka nabywcy. Surowiec kupiły firmy pośredniczące w handlu, które teraz nie mają go komu sprzedać.

Moskwa podejrzewa, że do zanieczyszczenia ropy mogło dojść celowo. Gęsto tłumaczył się z tego Władimirowi Putinowi szef Transniefu, czyli właściciela ropociągu "Przyjaźń". Przestępstwa miała się dopuścić prywatna firma, działająca w obwodzie samarskim. We wtorek aresztowano w związku z tą sprawą cztery osoby.

Zobacz wideo