Studiowała w Polsce, gdy wchodziliśmy do UE. "Nawet niektórzy starzy członkowie Wam zazdroszczą"

Łukasz Kijek
Johanna Herzing studiowała w Polsce na przełomie 2003 i 2004 roku, gdy cały kraj odliczał tygodnie do wejścia do Unii Europejskiej. Teraz pracuje w niemieckich mediach i cały czas utrzymuje kontakt z polską polityka, kulturą i przyjaciółmi. - Dziś nie wolno ignorować interesów Polski i innych krajów Europy Środkowej - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl i wspomina Polskę sprzed piętnastu lat.
Zobacz wideo

Polska. Pierwsze skojarzenia?

Ojczyzna moich bliskich i drogich przyjaciół. Wstęp do świata Europy Środkowo-Wschodniej, wstęp do bardzo uroczego i skomplikowanego języka. Polska? To też źródło miłości, bo poznałam tu męża, tylko trochę szkoda że Niemca (śmiech).

Jak to się stało, że w ogóle trafiłaś na studia do Polski?

Studiowałam na Viadrinie we Frankfurcie nad Odrą, czyli na uniwersytecie zdecydowanie o profilu europejskim. Tam zaczęłam uczyć się języka polskiego. Po krótkim czasie zrozumiałam, że w Słubicach zawsze, gdy tylko usłyszą mój akcent, będą ze mną rozmawiać po niemiecku. Żeby nauczyć się mówić po polsku więcej niż tylko "dzień dobry" musiałam podróżować dalej, czyli do Warszawy.

I co wspominasz najlepiej?

Poznałam wtedy bardzo otwartych ludzi, bardzo ciekawych, pomocnych, wesołych, dowcipnych. Wspominam wynalazczość moich polskich współlokatorów. W naszym mieszkaniu nie było np. dużo mebli, wiec mieliśmy stare, używane, które dostaliśmy od ich rodzin. Pamiętam, że był tam stary zepsuty wieszak, którego nie dało się naprawić, ale moi znajomi i tak znaleźli jakieś wyjście z tej sytuacji. Zrobiło to wtedy na mnie bardzo duże wrażenie.

Oprócz tego nigdy nie zapomnę mojego pobytu na Wielkanoc w domu rodzinnym mojej współlokatorki. Był to dla mnie wstęp do świata kościoła katolickiego w Polsce, z dosyć długimi mszami, ale w bardzo rodzinnej atmosferze. Była to stuprocentowa polska gościnność.

A co wspominasz najgorzej?

Niespodziankę w barze mlecznym, tak zwanym “Karaluchu” przy Uniwersytecie Warszawskim. Zamówiłam wtedy coś na chybił trafił z menu, bo nie znałam nazw polskich potraw. Dostałam język wieprzowy w białym sosie. Był to niezły szok.

Dziś zdarza Ci się wracać do Warszawy. Jak zmieniła się Polska od czasu, gdy tutaj mieszkałaś?

Najlepiej mogę ocenić zmiany patrząc właśnie na Warszawę, bo tutaj mieszkałam. Wtedy, czyli w 2003 i 2004 roku, powstawało błyszczące centrum, wieżowce i galerie handlowe z sklepami z Zachodu, które przyciągały mnóstwo klientów. Ale tuż za rogiem było nadal szaro, a chodniki się sypały. Dzisiaj centrum Warszawy lśni, stało się one jeszcze większym magnesem dla turystów.

Trochę tęsknię za tą dawna aurą, która robiła wówczas na mnie wrażenie. Oprócz tej lekkiej nostalgii uwielbiam nowe bogactwo kulturalne z muzeami takimi jak np. POLIN, ale też z tradycyjnymi instytucjami jak Zachęta, Zamek Ujazdowski i inne.

Co oprócz tego wyraźnie się zmieniło? Na pewno drogi. Infrastruktura jest zupełnie inna, nowoczesna, środki komunikacji są szybsze i bardziej bezpieczne.

A Polacy?

Są bardziej pewni siebie, czują się naturalnymi członkami Unii Europejskiej. I wszędzie widać długie brody, czarne okulary i obcisłe dżinsy. Hipsterska kultura zupełnie jak wszędzie w Europie.

Czy dogoniliśmy choć trochę Niemcy? Gospodarczo? 

Nie jestem ekspertem gospodarczym, ale wydaje mi się, że sytuacja ekonomiczna w Polsce jest nadal dosyć dobra. To jest w mojej opinii wysoki pozom. Nawet niektórzy tzw. starzy członkowie Unii Europejskiej zazdroszczą Polsce.

Program 500 plus na pewno pomaga wielu rodzinom. To była widoczna luka społeczna, której poprzednie rządy nie wypełniły. Wydaje mi się, że miedzy innym to jest jeden z powodów, dla których PO i inne partie nie mogą dzisiaj zdobyć zadowalającego je poparcia.

Co dała Polsce obecność w UE z Twojej perspektywy?

UE dała Polsce miejsce i wpływ w związku krajów, do którego Polska miała historyczne prawo. Przed wejściem Polski do Unii było łatwo ignorować uwagi i pewne lęki np. związane z zachowaniem Rosji. Dziś nie wolno ignorować interesów Polski i innych krajów Europy Środkowej.

A opinie o Polakach? Jak dzisiaj jesteśmy postrzegani w Niemczech?

Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, nie badałam tego, nie znam analiz lub ankiet na ten temat. Ale wydaje mi się, że już nie jesteśmy sobie tacy obcy. Znamy się lepiej, zdobyliśmy konkretne wspólne doświadczenie, lepsze i gorsze. Ale jest kontakt - i to jest najważniejsze.

Subiektywnie powiedziałabym, że Polacy są dziś w Niemczech postrzegani jako bardzo pracowici ludzie, dobrzy rzemieślnicy, partnerzy.

A jak byliśmy postrzegani kilkanaście lat temu?

Przypominam sobie niestety dużo niemiłych stereotypów. Ale mi się wydaje, że dużo się zmieniło i poprawiło. Wielu Niemców ma dziś bezpośrednie kontakty z Polakami. Polska stała się ciekawym celem dla turystów. Dziś jest dużo łatwiej Niemcom pojechać do Polski i poznać ludzi i kraj niż to było wcześniej.

Co powinno się w Polsce według ciebie jeszcze zmienić?

Marzę o tym, żeby obecna polaryzacja społeczna złagodniała. Żeby więcej młodych Polaków widziało przyszłość dla siebie w Polsce, a nie poza krajem. Chciałabym, żeby w Polsce była atmosfera wolności i pełnej demokracji, aby młodsi Polacy czuli, że mogą się w swoim kraju osobiście i zawodowo tak rozwinąć, jak chcą. 

A jak jest postrzegany Polski rząd?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Mogę tylko mówić za siebie, za moich znajomych i przyjaciół w Polsce i w Niemczech. Chcielibyśmy, żeby polski rząd wrócił do sposobu dialogu, na drogę bardziej życzliwą i partnerską, a mniej konfrontacyjną. Spór o praworządność i konstytucję powoduje u mnie i u znajomych wiele zmartwień.

Pracujesz w mediach niemieckich. Jak oceniasz to, co dzieje się w polskich mediach?

Moim zdaniem polskie media są zwierciadłem społeczeństwa, wiec tu można obserwować jak najbardziej polaryzację, o której wcześniej mówiłam. Z drugiej strony media wspierają jeszcze tę polaryzację. Jest dużo walki i mało neutralności.

Jak odbierasz powracające hasła o reparacjach wojennych wobec Niemiec?

Nie jestem prawniczką. Dla mnie ta dyskusja jest dowodem tego, że mamy dzisiaj za mało kontaktu i życzliwego dialogu między rządami naszych krajów.

Czy relacje polsko-niemieckie się pogorszyły?

Są bardziej skomplikowane niż kiedyś. Niestety jest dużo nieporozumień, mniej partnerstwa. Szkoda, bo Polska i Niemcy razem miałyby duży potencjał, a także odpowiedzialność za przyszłość i pokój w Europie.

Więcej o: