Obniżka stawki PIT z 18 do 17 proc. to element zapowiedzianej w lutym "piątki Kaczyńskiego". Na jej szczegóły trzeba było czekać najdłużej. O ile ustawa, która ma wspierać odtwarzanie lokalnych połączeń autobusowych, już jest podpisana, "trzynaste" emerytury zostały wypłacone, wnioski o nowe 500 plus już można składać, a zerowy PIT dla części osób do 26 lat wejdzie w życie za dwa tygodnie, o tyle w kwestii obniżki PIT do 17 proc. detali na papierze dotąd nie było.
A konkretnie - szczegóły były już w kwietniu, ale pomysł minister finansów Teresy Czerwińskiej na realizację tej obietnicy (nowy próg podatkowy 17 proc., a nie obniżka aktualnego 18 proc.) był niezgodny z wizją Kaczyńskiego i Morawieckiego. Po dwóch miesiącach Czerwińskiej już w resorcie nie było, a od jej wersji bardzo szybko zdystansował się nowy minister - Marian Banaś.
Projekt ustawy obniżającej PIT z 18 do 17 proc. w końcu jednak został opublikowany. Co z niego wynika?
Po pierwsze - nie będzie żadnego kombinowania, nowych progów podatkowych itd., tylko po prostu stawka podatkowa dla pierwszego progu podatkowego (czyli dla podstawy opodatkowania 85 528 zł) spadnie z 18 do 17 proc. Dla drugiego progu podatkowego pozostanie bez zmian (32 proc.), choć oczywiście osoby "wpadające" w ten próg też zapłacą nieco niższy podatek, bo część ich dochodów również będzie opodatkowana stawką 17 proc.
Zmiana podatkowa dotknie więc wszystkich podatników PIT na zasadach ogólnych (czyli np. osoby z umowami o pracę zlecenia, o dzieło, emerytów, rencistów, przedsiębiorców którzy wybrali tę opcję opodatkowania itd.), łącznie ok. 25 mln osób.
Po drugie - w końcu czarno na białym pokazano, o ile wzrosną koszty uzyskania przychodów dla pracowników. One również mają wpływ na wysokość podatku - są odliczane od przychodu, pomniejszają więc podstawę do opodatkowania. O ile dotychczas np. dla osoby pracującej na jednym etacie koszty uzyskania przychodów wynosiły 111,25 zł miesięcznie (1335 zł w skali roku), o tyle po zmianach wyniosą 250 zł, tj. 3000 zł rocznie. Jest to zgodne z zapowiedziami, iż koszty pracownicze pójdą w górę "co najmniej dwukrotnie".
W końcu po trzecie - w projekcie ustawy jasno zapisano, że zmiany wejdą w życie od 1 stycznia 2020 r. Tutaj mieliśmy miszmasz, bo pojawiały się informacje, że niższy PIT miałby obowiązywać jeszcze w tym roku. Ba, jeszcze tydzień temu rzecznik rządu Piotr Mueller deklarował w Polsat News, że obniżka PIT do 17 proc. "będzie obowiązywała jeszcze w tym roku". Tak się nie stanie, chyba że w obecnym projekcie ustawy zostaną jeszcze wprowadzone zmiany. Wiele rozstrzygnąć może się jeszcze we wtorek, kiedy projektem ustawy zajmie się cały rząd.
Obniżka PIT z 18 do 17 proc. połączona z podniesieniem kosztów uzyskania przychodów sprawi, że w skali roku Polacy zapłacą zwykle o kilkaset złotych niższy podatek.
Przykładowo - łączna oszczędność dla osoby zarabiającej 2450 zł brutto (tyle ma wynieść w 2020 r. płaca minimalna) wyniesie ok. 490 zł rocznie. Przy zarobkach na poziomie 3000 zł mówimy już o podatku niższym o ok. 550 zł, przy wynagrodzeniu 4000 zł w kieszeni zostanie ok. 650 zł, przy 5000 zł ok. 750 zł, przy 6000 zł ok. 850 zł w skali roku.
Powyższe wyliczenia poczyniono przy założeniu pracy na jednym etacie - tj. podwyżki kosztów uzyskania przychodu z 1335 zł do 3000 zł w skali roku.