W niedzielę we francuskim kurorcie Biarritz trwa drugi dzień szczytu G7. Dwóch liderów szczególnie przykuwa uwagę, z racji na spory i trudne relacje, jakie w ostatnim czasie mają z innymi państwami. Donald Trump podsyca wojnę handlową z Chinami, która niepokoi gospodarki całego świata - tuż przed wylotem na szczyt polecił amerykańskim firmom, by wycofały się z działalności w Chinach oraz zapowiedział wprowadzenie nowych ceł na chińskie towary.
Boris Johnson z kolei, który bywa nazywany "brytyjskim Trumpem" ma przed sobą trudne rozmowy w sprawie brexitu. Nie podoba mu się wynegocjowana przez poprzedniczkę umowa z UE i może doprowadzić do wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty bez tego porozumienia - czyli do tak zwanego twardego brexitu.
Teraz dwóch panów spotkało się na roboczym śniadaniu w kuluarach szczytu G7. To były ich pierwsze rozmowy twarzą w twarz od kiedy Boris Johnson został brytyjskim premierem.
Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów, przywódcy spotkali się z dziennikarzami. Donald Trump, zapytany, czy udzieliłby jakiejś rady Borisowi Johnsonowi w kwestii brexitu, powiedział, że premier Wielkiej Brytanii "nie potrzebuje żadnych porad" i "jest odpowiednim człowiekiem do tej pracy". Zapowiedział też rozmowy dotyczące współpracy handlowej między krajami. "Zawrzemy bardzo dużą umowę handlową z Wielką Brytanią, większą, niż kiedykolwiek mieliśmy [z tym krajem]" - mówił amerykański prezydent. Nie odmówił też sobie złośliwości w kierunku Brukseli. "Teraz nie będą mieli przeszkody, kotwicy u nogi" - co zabrzmiało jak sugestia, że tą kotwicą jest członkostwo w UE.
Jak podaje IAR, brytyjski premier powiedział, że rozmowy handlowe z USA będą trudne, ale brytyjski biznes ma wielkie możliwości na amerykańskim rynku. Dodał, że Wielka Brytania jest przeciwko wojnom handlowym. "Przez 200 ostatnich lat Wielka Brytania dużo zyskała na wolnym handlu" - mówił. To z kolei wyglądało jak bardzo delikatne zwrócenie uwagi na spór Trumpa z Pekinem.
Boris Johnson ma spotkać się w niedzielę na dwustronnych rozmowach także z szefem Rady Europejskiej. Donald Tusk powiedział w sobotę, że ma nadzieję, że Johnson nie zapisze się jako "Mr. No Deal". To określenie brytyjskiemu premierowi się nie spodobało i odpowiedział, że to Tusk będzie znany jako "Mr. No Deal", jeśli umowa ws. brexitu nie będzie zmieniona. Nowy brytyjski rząd chce renegocjacji porozumienia i zastąpienia zapisanego w niej tzw. irlandzkiego backstopu innymi rozwiązaniami. Na ponowne negocjacje ws. umowy nie zgadza się Unia Europejska.
Według doniesień telewizji Sky News, Boris Johnson ma powiedzieć Donaldowi Tuskowi, że w przypadku twardego brexitu, czyli wyjścia z UE bez umowy, Wielka Brytania nie zapłaci Unii uzgodnionej wcześniej kwoty 39 mld funtów, a zaledwie 9 mld funtów.
>>>Zobacz też, co robił Boris Johnson, zanim został brytyjskim premierem: