ZUS dla przedsiębiorców znów w górę, ale o ucieczce za granicę nie ma co myśleć. Fiskus nie odpuści

W przyszłym roku składki przedsiębiorców na ZUS mają wynieść blisko 1500 zł. Część prowadzących działalność z obawą przyjęła też słowa premiera Morawieckiego o tym, że będą one liczone od dochodu. Niektórzy rozważają więc przeniesienie firmy za granicę. Nie warto.

Przyszłoroczna ustawa budżetowa prognozuje spory wzrost przeciętnego wynagrodzenia. Oznacza to, że przedsiębiorcy będą musieli płacić wyższe składki na ZUS. Te wyliczane są bowiem właśnie w oparciu o ten wskaźnik. 

Wzrost średniej pensji z 4765 do 5227 zł, oznacza, że comiesięczna danina, wyniesie 1069 zł. To o blisko 95 zł więcej niż obecnie. Uwzględniając wszystkie składki, w tym zdrowotną, przedsiębiorcy będą musieli wysupłać co miesiąc blisko 1500 zł - 10 proc. więcej. 

Już ten fakt wzbudził obawy przedsiębiorców, które dodatkowo podsyciły słowa premiera Mateusza Morawieckiego. Podczas konwencji wyborczej PiS zapowiedział on, że składki na ZUS liczone będą od dochodu. Wielu mediom umknął istotny szczegół - szef rządu miał na myśli tylko firmy rozpoczynające działalność, a nie wszystkie. Stanowisko te potwierdziła Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości.

ZUS i fiskus nie odpuszczą "ucieczki" za granicę

Mleko się jednak rozlało i część przedsiębiorców pomyślała zapewne o przeniesieniu działalności za granicę, gdzie ZUS nie jest takim obciążeniem. W internecie znaleźć można liczne ogłoszenia ułatwiające otworzenie spółki w Wielkiej Brytanii, Czechach, Estonii. 

Warto jednak pamiętać, że zarówno ZUS jak i fiskus prowadzenie działalności w ten sposób może uznać za fikcyjne. Na przeszkodzie stoi przede wszystkim obowiązek podatkowy, który nakazuje zapłatę podatku w Polsce, jeśli tu znajduje się centrum interesów życiowych. Dom, mieszkanie, rodzina w kraju mogą być dla urzędników dostateczną przesłanką, by nie uwierzyć w nasze przenosiny, o ile nie dostarczymy twardych dowodów takich jak rachunki za zagraniczny telefon, mieszkanie etc. 

Czytaj też: Pensja minimalna 4 tys. zł brutto? 'Na rękę' mniej niż 3 tys. Pracodawca zapłaci prawie 5 tys. zł

Przed "ściganiem" przez fiskusa nie uchroni nas również posługiwanie się spółkami. Ma on wiele narzędzi śledzących przepływ pieniędzy osób prowadzących działalność gospodarczą  oraz osób prawnych. Od STIR (system teleinformatyczny izby rozliczeniowej śledzący 5 mln kont), przez białą listę podatników (trzeba do niej wpisać oficjalne numery firmowych kont i posługiwać się tylko nimi) po Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych badający zależności i przepływy finansowe spółek.

Zarówno urzędy skarbowe jak i Zakład Ubezpieczeń Społecznych na przeprowadzenie kontroli w przypadku firm, również tych przenoszących się za granicę, mają od trzech do pięciu lat. Dla przedsiębiorców, którzy poza Polskę przeniosą się tylko "na papierze" może to oznaczać konieczność zapłaty sporych kosztów - składek, podatków, często kar - liczonych z odsetkami. Uciekać przez ZUS i fiskusem więc nie warto. 

>>> Czy Polsce grozi jakikolwiek kryzys? Co ze spowolnieniem? Ekspert nie jest sceptyczny

Zobacz wideo