Umowa na przekop Mierzei Wiślanej podpisana. Od soboty może wjechać ciężki sprzęt

W Elblągu, w obecności ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marka Gróbarczyka, podpisana została umowa z wykonawcą przekopu Mierzei Wiślanej. Budowa kanału żeglugowego łączącego Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym ma zakończyć się w 2022 r.

Podpisanie umowy z wykonawcą inwestycji otwiera właściwy etap budowy nowej drogi wodnej. Na Mierzei Wiślanej dokonano już wycinki drzew oraz przeprowadzono konsultacje społeczne. Od soboty na placu budowy będzie mógł pojawić się ciężki sprzęt, a wkrótce rozpoczną się właściwe prace.

Wykonawca ma 36 miesięcy na realizację zadania, jednak zobowiązał się do wcześniejszego zakończenia prac. Można spodziewać się, że w 2022 roku pierwsze jednostki przepłyną nową drogą wodną

- powiedział IAR Michał Kania, dyrektor biura prasowego Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Dziękuję tym, którzy mimo trudnych momentów nie zwątpili, byli tacy, którzy szafowali argumentami, żeby tylko nie rozpocząć tej inwestycji. Skutkiem politycznym tej inwestycji będzie uniezależnienie się od naszego wschodniego sąsiada

- mówił podczas podpisania umowy na przekop minister Gróbarczyk.

Koszt pierwszego etapu inwestycji to ok. 992 mln zł. Na tyle opiewała najkorzystniejsza oferta w przetargu, złożona przez polsko-belgijskie konsorcjum NDI i Besix. Według pierwotnych założeń rządu, pierwszy etap prac miał kosztować 718 mln zł, a więc ponad ćwierć miliarda złotych mniej.

.

>>>Wszyscy mówią o przekopie Mierzei Wiślanej, ale czy wiecie, dlaczego pojawił się taki pomysł i czemu ma służyć ta inwestycja? Zobaczcie nasze wideo:

Zobacz wideo

Co z portem w Elblągu?

Kanał łączący Zalew Wiślany z Morzem Bałtyckim otwiera szlak transportowy do portu w Elblągu oraz umożliwia żeglugę z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Piławskiej.

Kanał ma mieć długość 1,3 km długości, 5 metrów głębokości. Dzięki niemu do portu w Elblągu będą mogły przybić jednostki o zanurzeniu do czterech metrów, o maksymalnej długości stu metrów.

- Z punktu widzenia ekonomicznego ta inwestycja nie ma żadnego sensu, zwróci się za 500 lat - mówił w rozmowie z next.gazeta.pl prof. Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego. Ekspert zwracał uwagę m.in. na to, że żegluga przybrzeżna i śródlądowa jest predestynowana do przewozu ładunków masowych, a takich w okolicach Elbląga nie ma. Ponadto 60 km od Elbląga jest najbardziej nowoczesny terminal kontenerowy na Bałtyku.

Prof. Rydzkowski pyta także, czym towary miałyby być wożone przez kanał.

Przy założeniu, że tor wodny ma 5 metrów głębokości, zmieściłyby się tam statki o wyporności 3000 ton. Takich statków w ogóle na Bałtyku nie ma, to niewielkie jednostki, które w Europie operują na przykład na Renie

- mówi ekspert. Potencjalni armatorzy musieliby zainwestować we flotę.

Czytaj więcej:

Jarosław Kaczyński wbija słupek i zaczyna przekop Mierzei Wiślanej. Ekspert: To zwróci się za 500 lat