Większość Polaków popiera obietnice PiS. Ale chcemy zmiany priorytetów na służbę zdrowia i edukację

Większość Polaków popiera obniżkę PIT z 18 do 17 proc. oraz obietnice PiS dotyczące m.in. wzrostu płacy minimalnej do 4 tys. zł brutto w 2024 r. czy wypłat trzynastych i czternastych emerytur. Jednocześnie tylko nieliczni uważają, że trzynastki czy płaca minimalna powinny stanowić priorytet działań rządu. W najbliższych latach politycy u władzy powinni skoncentrować się m.in. na poprawie sytuacji w ochronie zdrowia. Takie wnioski płyną z sondażu Kantar dla Gazeta.pl, "Gazety Wyborczej" i radia TOK FM.
Zobacz wideo

Niższy PIT lubią nawet krytycy rządu

Już wprowadzoną (od 1 października br.) obniżkę stawki PIT z 18 do 17 proc. popiera - według naszego sondażu - 81 proc. Polaków. Przeciwko obniżce jest 15 proc. badanych. Wsparcie dla tej zmiany jest w każdym regionie, w każdej grupie wiekowej i wykształcenia itd., a nawet wśród największych krytyków rządu PiS oraz osób deklarujących głosowanie 13 października na inne ugrupowania.

Przykładowo, obniżkę PIT popiera aż 59 proc. osób, które oceniło obecne rządy PiS na "jedynkę" (ocenę niedostateczną). Przeciw zmianie podatkowej w tej grupie było 33 proc. osób. Wśród wyborców deklarujących głos na Koalicję Obywatelską za obniżką PIT było 69 proc. osób, przeciwko 26 proc.

Niższy ZUS dla firm z bardzo wysokim poparciem

Podobnie wysokie poparcie ma plan zmian w tzw. "małym ZUS-ie". Według obietnic premiera Morawieckiego, średnio małe firmy (z przychodami do 10 tys. zł i dochodami do 6 tys. zł miesięcznie) mają  co miesiąc płacić składki ZUS o około 500 zł niższe niż teraz (ryczałt wynosi dziś 1317 zł). Ustawa w tej sprawie ma zostać przegłosowana w ciągu pierwszych 100 dni nowego rządu. Niższe składki na ZUS to ulga dla najmniejszych firm, dla których obecny ryczałt jest barierą w rozwoju. Z drugiej strony, niższe składki to niższa emerytura w przyszłości.

Spośród ogółu badanych w sondażu Kantar, poparcie dla "małego ZUS-u" wyraziło 77 proc. osób, a sprzeciw 16 proc. Oczywiście, częściej tę obietnicę chwalą sympatycy PiS czy osoby mieszkające w "bastionach" tej partii, ale jednak ma ona wsparcie ponad połowy badanych wyborców innych partii czy największych krytyków obecnego rządu (52 proc. głosów na "tak" vs. 35 proc. na "nie").

embed

Trzynastki i czternastki budzą większe kontrowersje

W sondażu zapytano Polaków także o opinię na temat obietnicy wypłat trzynastych i czternastych emerytur. Te pierwsze mają być wypłacane każdego emerytowi i renciście co roku już od 2020 r. Czternastki miałyby trafiać od 2021 r. do tych emerytów i rencistów, których świadczenie nie przekracza 120 proc. przeciętnej emerytury (ok. 2900 zł brutto w 2021 r.). W przypadku czternastek program PiS zakłada jednocześnie mechanizm "złotówka za złotówkę".

Jeśli chodzi o ogół badanych, trzynastki i czternastki popiera 66 proc. osób, przeciw opowiada się co trzeci respondent. W tej kwestii rozdźwięk jest jednak większy. Z badania wynika, że dodatkowe wypłaty dla emerytów i rencistów mają największe poparcie m.in. wśród osób o najniższym wykształceniu, mieszkających na wsi, głównie na wschodzie Polski. Siłą rzeczy także głównie wśród wyborców PiS, ale 13. i 14. emerytury mają też poparcie wśród elektoratu PSL i Kukiz'15 (60 proc. badanych na "tak", 26 proc. na "nie").

Z drugiej strony, przewaga przeciwników trzynastek i czternastek zaznacza się wśród osób z wyższym wykształceniem (54 proc. osób nie popiera tego programu, 43 proc. popiera) i mieszkających w największych miastach. Plan nie ma też poparcia wśród elektoratu KO, Lewicy i Konfederacji (57 proc. wyborców opozycji jest na "nie", 40 proc. na "tak"). Przewaga zwolenników programu pojawia się dopiero wśród osób, które obecne rządy PiS oceniły na 3 i więcej.

Płaca minimalna jeszcze silniejszym zapalnikiem

Sondaż dotyczył też opinii Polaków na temat planu bardzo dynamicznego podnoszenia płacy minimalnej w kraju, do poziomu 4 tys. zł brutto w 2024 r. (czyli ok. 2850 zł "na rękę"; dziś płaca minimalna wynosi 2250 zł brutto, w 2020 r. ma wynieść 2600 zł). Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy, że ten ruch ma zmusić polskie firmy, aby przestały konkurować tanią siłą roboczą, a zaczęły walczyć innowacyjnością i automatyzacją. Część ekonomistów i pracodawców uważa jednak, że sama podwyżka płacy minimalnej tego nie zmieni, a tempo zmian będzie zabójcze dla części firm.

Czytaj też: Płaca minimalna 4 tys. zł za cztery lata. "Jeśli PiS się uda, będzie to przewrót kopernikański w ekonomii"

Plan PiS ma wsparcie 55 proc. badanych. Jednocześnie jednak nie popiera go 41 proc. osób. Tu również poparcie dla płacy minimalnej 4 tys. zł w 2024 r. jest najwyższe wśród mieszkańców wsi, głównie wschodu Polski, osób z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, wyborców deklarujących głos na PiS. Przeciwko zmianom jest większość elektoratu wszystkich innych partii (choć wśród wyborców Koalicji Polskiej PSL i Kukiz'15 jest blisko równowagi - 47 proc. na "tak", 53 proc. na "nie"), mieszkańcy większych miast (już nie tylko z ponad 500 tys. mieszkańców, ale także ponad 100 tys.), osoby z wykształceniem wyższym.

Delikatna przewaga przeciwników tak dynamicznego wzrostu płacy minimalnej (47 proc. vs. 45 proc.) zarysowuje się także w tzw. makroregionie północnym, obejmującym województwa kujawsko-pomorskie, pomorskie i warmińsko-mazurskie (w tym ostatnim zmiany nie popiera 61 proc.). Dopiero wśród osób dającym rządowi PiS notę 4 lub wyższą pokazuje się przewaga zwolenników wprowadzenia płacy minimalnej 4 tys. zł w 2024 r.

Priorytety rządu

Co ciekawe, choć większość badanych popiera m.in. trzynastki i czternastki oraz bardzo dynamiczny wzrost płacy minimalnej, to zdecydowanie nie uważają tych tematów za priorytety przyszłego rządu. To, na czym w pierwszej kolejności władza powinna się w ich opinii skupić, to przede wszystkim podniesienie jakości ochrony zdrowia, edukacji i innych usług publicznych (57 proc. badanych), a także wspieranie przedsiębiorczości i tworzenie nowych miejsc pracy (27 proc.).

Te dwa priorytety są najważniejsze właściwie niezależnie od płci, wieku, miejsca zamieszkania czy sympatii politycznych, chociaż - co ciekawe - wśród mieszkańców województwa lubelskiego oraz wśród wyborców Konfederacji mniej osób oczekuje poprawy usług publicznych, a więcej wsparcia przedsiębiorczości i tworzenia miejsc pracy.

embed

Otwarte pozostaje jednak pytanie, jak skoncentrowanie się rządu np. na poważnej reformie systemu ochrony zdrowia wpłynęłoby na poparcie dla niego. Zmiany wymagałyby poświęcenia dziesiątków miliardów złotych, a ich efekty byłyby widoczne za kilka lat - nie natychmiast jak np. przy wypłatach 500 plus czy trzynastek albo czternastek. Z tego punktu widzenia ryzyko spadku poparcia jest większe.

Zawsze na górze partii politycznej siedzi ktoś, kto liczy głosy, które przyniesie mu jego polityk czy minister. Jeżeli ten ktoś pyta ministrów "ile chcecie pieniędzy, ile mi za to dacie głosów?", to zawsze minister zdrowia powie "chce daną kwotę pieniędzy, ale dam głosy za pięć lub dziesięć lat". Tyle tak naprawdę musiałaby trwać reforma systemu, żeby on zaczął dobrze działać. Ta ochrona zdrowia jest skreślana, bo łatwiej dać komuś 500 zł do ręki i powiedzieć "zagłosuj na mnie", niż powiedzieć "zagłosuj na mnie, a za 5 lub 10 lat ochrona zdrowia będzie taką, którą będziemy mogli się pochwalić"

- mówił niedawno w rozmowie z next.gazeta.pl dr n. med. Jarosław Biliński, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Sondaż telefoniczny zrealizowany przez Kantar na zlecenie "Gazety Wyborczej", Gazeta.pl i TOK FM w dniach 1-5 października 2019 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie osób w wieku 18+.