Ministerstwa Zdrowia chce złagodzić wymagania stawiane lekarzom pochodzącym spoza Unii Europejskiej. Resort przygotowuje projekt, który pozwoliłby zatrudniać medyków np. z Ukrainy bez konieczności nostryfikacji dyplomu. Jest to czasochłonna procedura uznawania ważności stopni naukowych - w przypadku mieszkańców Unii Europejskiej nie jest wymagana.
Resort zdrowia w uzasadnieniu nie ukrywa, że ma to być sposób na załatanie dziur kadrowych tam, gdzie jest zagrożenie zaprzestania działalności z powodu braku lekarzy specjalistów
- wyjaśnia "Dziennik Gazeta Prawna", który donosi o rządowym projekcie.
>>> Służba zdrowia. Na co najczęściej narzekają Polacy? Kolejki to nie jedyna bolączka. Zobacz nasz materiał wideo:
Możliwe, że rządowy projekt to reakcja na falę znacząco ograniczających działalność szpitali, jaka przetoczyła się w ostatnich miesiącach przez Polskę. Dla przykładu warszawski szpital przy ul. Banacha, największa placówka w Polsce, zamknął kilka dni temu dziewięć sal operacyjnych. Powodem jest zarówno brak personalu jak i problemy finansowe.
W rozmowie z radiem TOK FM dyrektor szpitala Robert Krawczyk potwierdził, że niektóre sale operacyjne stoją puste, gdyż brakuje pielęgniarek anestezjologicznych, jak i samych anestezjologów.
Lista jednostek, które podjęły decyzję podobną do szpitala na Banacha jest dłuższa. Pracę ograniczyły szpitale w Zakopanem, Kamieniu Pomorskim, Włocławku, Mrągowie, Bielsku-Białej, Cieszynie i kilku innych miastach.
O tym, że sytuacja w służbie zdrowia jest zła, świadczą nie tylko subiektywne doświadczenia pacjentów i ich rodzin, ale i twarde dane. Jak wskazują dane OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), w Polsce w 2017 r. na 1000 mieszkańców przypadało 5,1 pielęgniarki. Spośród 21 krajów unijnych, z których statystyki zebrała OECD, mniejszy odsetek miała tylko Grecja i Łotwa.
Brak lekarzy specjalistów w wielu dziedzinach sprawia z kolei, że systematycznie wydłużają się kolejki po świadczenia zdrowotne w systemie publicznym.