Miało być więcej dróg, może przybyć korków. 300-400 km tras zamiast obiecanych 500

Ministerstwo Infrastruktury zapowiadało, że w tym roku odda do użytku ok. 500 km nowych dróg szybkiego ruchu. "Ostrożne szacunki" ekspertów wskazują jednak, że tras może być znacząco mniej - od 300 do 400 km. M.in. z powodu zrywania kontraktów na budowę dróg, które przyczyniają się także do większych korków.
Korki po wypadku przy ul. Idzikowskiego
Darek Borowicz

Jak wygląda budowa dróg w Polsce? "Realizacja tegorocznych planów jest kompletną niewiadomą: ostrożne szacunki wskazują, że gdzieś pomiędzy 300 a 400 km". To dużo mniej od przewidywanych na początku roku przez Ministerstwo Infrastruktury 500 km - donosi "Rzeczpospolita".

>>> W Norwegii powstaje podwodna autostrada. Koszt inwestycji to 16-krotność budżetu na polskie drogi. Zobacz materiał wideo:

Zobacz wideo

Zerwane kontrakty, opóźnienia, korki

Gdzie się podziały te brakujące kilometry? Są w dużej mierze efektem zrywania kontraktów z wykonawcami. Na przykład dwa tygodnie temu, szczeciński oddział Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad (GDDKiA) zdecydował o odstąpieniu od umów z firmą Energopol Szczecin. Obwodnicę Wałcza dokończyć ma wykonawca wyłoniony w nowym przetargu.

Zdarza się też, że roboty toczą się w wolniejszym niż założono tempie. Przykładem jest trasa z Poznania do Wronczyna - niemal gotowy odcinek w okolicach Wronczyna w jednym kierunku pozwala na jazdę tylko jednym pasem. A że budowa na dalszym odcinku S5 trwa, tworzą się gigantyczne korki. Problematycznych odcinków, gdzie są utrudnienia, jest więcej - w okolicach Szczecina, gdzie trwa budowa S3, w Katowicach, przez rozbudowę A4, w Krakowie, Częstochowie i Warszawie, a także kilku innych miastach.

Czytaj też: GDDKiA zerwała z nimi kontrakt na budowę S61. Teraz przekonują: "polski podatnik zaoszczędziłby 175,5 mln zł"

Gdzie indziej trwa wyścig z czasem, by dotrzymać terminu. W przypadku autostradowej obwodnicy Częstochowy zostały na to dwa miesiące. Mateusz Morawiecki obietnicę złożył w czasie kampanii przedwyborczej. Tymczasem inny fragment A1 - z Pyrzowic do Częstochowy - wciąż jest niedostępny dla TIR-ów i ciężarówek. Powodem jest brak odpowiednich dróg dojazdowych.

Nowe kontrakty czasami są droższe

Zrywanie kontraktów z wykonawcami może oznaczać wyższe wydatki. W czerwcu br. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad poinformowała o odstąpieniu od umowy z firmą, która miała zbudować odcinek drogi S61 z Suwałk do Budziska o długości ok. 24 km. Według GDDKiA Impresa Pizzarotti, mimo wezwań, nie realizowała zapisów kontraktowych. Umowę z Impresa Pizzarotti, opiewającą na ok. 605 mln zł, GDDKiA podpisała w czerwcu 2017 roku.

Po zerwaniu kontraktu z Włochami GDDKiA ogłosiła nowy przetarg. Kilka dni temu poinformowała, że zapoznaje się już z ofertami na dokończenie odcinka Budzisko-Suwałki. Problem w tym, że wszystkie oferty przekraczają kwotę 1 mld zł (najtańsza 1 mld 37 mln zł), tymczasem drogowcy założyli budżet na poziomie ok. 896 mln zł. W reakcji na przetarg Impresa Pizzarotti, oświadczyła, że była w stanie wywiązać się z kontraktu przy znacznie niższej cenie

Dla przedstawicieli branży to, co dzieje się na polskich drogach, zaskoczeniem nie jest. Po pierwsze wskazują oni, że w ciągu ostatnich lat znacząco podrożały materiały budowlane  - asfalt czy beton kosztują dziś o kilkadziesiąt procent więcej, niż w momencie zawierania kontraktów. Jak twierdzi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, branża nie była w stanie przewidzieć wzrostu cen. Zrywanych kontraktów może być więc więcej, a opóźnienia w budowie niektórych odcinków mogą sięgnąć nawet 1,5 roku. Kierowcy zatem dłużej będą tkwić w korkach - tych spowodowanych brakiem dróg i ich budową.

Więcej o: