Były inżynier Boeinga: Dreamlinery mogą mieć wadę techniczną, która zagraża życiu pasażerów. Firma zaprzecza

Były inżynier Boeinga twierdzi, że w wypadku dekompresji na pokładzie część pasażerów samolotów 787 Dreamliner może być pozbawiona dostępu do tlenu. Wszystko za sprawą wadliwych części, które - jak sugeruje informator - były montowane w samolotach.
Zobacz wideo

John Barnett pracował w Boeingu przez 32 lata, aż do roku 2017, gdy przeszedł na emeryturę. Przez ostatnie siedem lat pracy był zatrudniony jako kierownik kontroli jakości w fabryce Boeinga w North Charleston. Teraz w rozmowie z BBC  oskarża byłego pracodawcę o szereg zaniedbań, które mogły zagrażać życiu i zdrowiu pasażerów samolotów.

Boeing 787 Dreamliner z poważną wadą techniczną?

John Barnett twierdzi, że w 2016 roku odkrył problemy z awaryjnymi systemami tlenowymi w samolotach Boeing 787, czyli słynnych Dreamlinerach. Systemy te mają utrzymać przy życiu pasażerów oraz załogę w sytuacji, gdy na pokładzie samolotu dojdzie do nagłej dekompresji. Wówczas z sufitu wysuwają się maski tlenowe, które dostarczają tlen z butli tlenowych.

Barnett twierdzi, że gdy zlecił kontrolę tych systemów, to okazało się 75 spośród 300 jednostek nie działało prawidłowo. Kiedy mężczyzna zgłosił wątpliwości przełożonym, temat miał zostać zamieciony pod dywan. Barnett zwrócił się do Federalnej Administracji Lotnictwa. Ta stwierdziła, że nie może zająć się problemem, bo otrzymała już informacje, że koncern zajął się tym tematem.

Boeing stanowczo zaprzecza tym oskarżeniom. W opublikowanym oświadczeniu firma przyznaje, że w 2017 roku natrafiła butle tlenowe, które nie działały prawidłowo. Koncern jednak usunął je ze procesu produkcyjnego, aby żadne wadliwe butle nie trafiły na pokłady samolotów. Boeing poinformował też o problemie dostawcę tych części.

Każdy pasażerski układ tlenowy zainstalowany w naszych samolotach jest wielokrotnie testowany przed dostawą, aby upewnić się, że działa prawidłowo. Musi przejść te testy, aby pozostać w samolocie (...) System jest również testowany w regularnych odstępach czasu już po wejściu samolotu do eksploatacji

- czytamy w oświadczeniu Boeinga.

To nie jedyne oskarżenia wysunięte przez Johna Barnetta wobec byłego pracodawcy. Mężczyzna twierdzi również, że fabryce Boeinga dochodziło do notorycznego łamania procedur. Pracownicy mieli montować w samolotach części niespełniające norm - co najmniej raz za wiedzą kierownika wyższego szczebla. Wszystko to za sprawą presji czasu, pod którą znajdowała się fabryka. 

Z przeprowadzonej przez Boeinga w 2016 roku wewnętrznej ankiety, do której dotarł "Wall Street Journal" wynika, że 29 procent inżynierów Boeinga odczuwało presję ze strony przełożonych, aby przyznać certyfikację zaprojektowanym przez siebie systemom samolotowym.