Mandat zależny od dochodu. Za granicą bogaci płacą tysiące euro. W Polsce? "To by tylko przyniosło kłopoty"

Finlandia, Wielka Brytania, Szwajcaria, Argentyna - to przykłady państw, w których kierowcy płacą mandaty zależne od ich dochodów. Najbogatsi dostają kary idące w dziesiątki czy setki tysięcy euro. Czy podobny system miałby rację bytu w Polsce? - Kryterium dochodowe byłoby niezwykle trudne do zastosowania. Byłyby takie problemy jak z dłużnikami alimentacyjnymi, to by tylko przyniosło kłopoty - uważa konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj.
Zobacz wideo

Najwyższa kara pieniężna za przekroczenie prędkości w Polsce to 500 zł. I tak od 1997 r. Oczywiście, są inne sankcje, m.in. punkty karne czy możliwość utraty prawa jazdy. Ale patrząc wyłącznie na maksymalną wysokość mandatu - jest to coraz mniej dotkliwa kara.

W 1997 r. te 500 zł stanowiły ponad 47 proc. ówczesnego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej (według GUS było to blisko 1062 zł). W 2007 r. już tylko 18,58 proc., w 2018 r. zaledwie 10,91 proc. Gdyby - hipotetycznie - w 1997 r. przyjęto, że kwoty w taryfikatorze mandatów będą rosły proporcjonalnie do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, dziś maksymalna kara przekraczałaby 2150 zł. To więcej, niż wynosi w 2019 r. wynagrodzenie minimalne "na rękę" (2250 zł brutto to ok. 1634 zł netto).

Notabene, w 2015 r. były przymiarki do uzależnienia wysokości mandatów od wysokości przeciętnego wynagrodzenia w kraju. Według pomysłu, który ostatecznie nie wszedł w życie, za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h mandat wynosiłby 20 proc. kwoty podawanej przez GUS (czyli np. w 2019 r. 917 zł). 

.. .

Im więcej zarabiasz, tym więcej płacisz

Panuje powszechne przekonanie, że obecny taryfikator mandatów z karami od 50 do 500 zł w przypadku przekroczenia prędkości jest zbyt łagodny. W niedawnym sondażu SW Research dla rp.pl tylko 21,5 proc. respondentów orzekła, że wysokość mandatów karnych dla kierowców nie powinna się zmienić. Blisko 40 proc. osób opowiedziało się za podniesieniem kar do maksymalnie 1-2 tys. zł.

Co ciekawe jednak, kolejnych ponad 25 proc. badanych orzekło, że mandaty powinny być wyższe, ale ich kwota nie powinna być taka sama dla wszystkich, ale uzależniona od dochodów kierowcy.

Taki system byłby w Polsce rewolucją, ale na świecie to rozwiązanie jest już stosowane. Obowiązuje np. w Finlandii, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii. To dlatego raz na jakiś czas możemy przeczytać o gigantycznych mandatach w tych krajach. Przykładowo, w 2015 r. fiński milioner za jazdę z prędkością 103 km/h przy ograniczeniu do 80 km/h zapłacił 54 tys. euro, w 2002 r. jeden z dyrektorów Nokii został ukarany mandatem w wysokości 116 tys. euro za przekroczenie prędkości o 25 km/h, a w Szwajcarii w 2010 r. na szwedzkiego kierowcę jadącego z prędkością 290 km/h nałożono mandat w wysokości ponad 1 mln franków szwajcarskich.

Technicznie rozwiązania wyglądają różnie, np. w Finlandii na podstawie dochodu kierowcy wylicza się "stawkę dniową" i im większe jest przekroczenie prędkości, tym więcej takich "dniówek" musi zapłacić kierowca. Nie ma górnego limitu kary. Mandaty proporcjonalne do dochodu otrzymuje się przy przekroczeniu prędkości o więcej niż 20 km/h. Karę można zamienić na kilkudniowy areszt.

Z kolei w Wielkiej Brytanii w zależności od tego, jakie ograniczenie i o ile przekracza kierowca, może zapłacić od 25 do 175 proc. swoich tygodniowych dochodów.

Mandaty zależne od dochodu. Czy w Polsce by przeszły?

W Polsce nawet dyskusja o podwyżce mandatów za prędkość została ostatnio w zarodku przerwana stanowczych dementi Ministerstwa Infrastruktury. To - w odpowiedzi na spekulacje RMF FM, jednoznacznie stwierdziło, że nie prowadzi prac nad zmianą wysokości mandatów (choć jednocześnie dodało, że to nie jego działka). Całkowita zmiana sposobu wyliczania wysokości kar dla kierowców tym bardziej pozostaje na razie wyłącznie w sferze teorii.

Tym bardziej, że zdania co do zasadności uzależniania wysokości mandatu od sytuacji majątkowej są mocno podzielone. Krytycy takiej konstrukcji zwracają uwagę, że zgodnie z Konstytucją RP wszyscy są równi wobec prawa i nie można by za takie samo przewinienie prezesa korporacji i jej szeregowego pracownika karać w różny sposób.

Zwolennicy przekonują, że nie o nominalne wysokości kar chodzi, ale o taką samą dotkliwość. Jeśli prezes zarabia 20 razy więcej od pracownika, to dwudziestokrotnie wyższy mandat zaboli go tak samo. Zwracają też uwagę, że już dziś w kodeksie wykroczeń (art. 24, par. 3) można przeczytać, że "wymierzając grzywnę, bierze się pod uwagę dochody sprawcy, jego warunki osobiste i rodzinne, stosunki majątkowe i możliwości zarobkowe". Słowem - dochody i możliwości zarobkowe mogą mieć wpływ na wysokość kary pieniężnej. 

Mandaty zależne od dochodu zrodziłyby problemy praktyczne

Ale konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj, w rozmowie z next.gazeta.pl zwraca uwagę, że akurat wątpliwości konstytucyjne mają tutaj drugorzędne znaczenie. W jego opinii, w Polsce stałe stawki mandatów dla wszystkich są po prostu znacznie mniej uciążliwe do wyliczania i egzekwowania dla państwa, a uzależnienie wysokości mandatów od dochodów kierowcy rodziłoby problemy praktyczne. 

Chodzi o problemy z określeniem poziomu czyichś dochodów. Oczywiście, teoretycznie państwo dysponuje choćby zeznaniami podatkowymi za poprzednie lata, ale pytanie, czy bazowanie na nich zawsze byłoby sprawiedliwe. 

Kryterium dochodowe byłoby niezwykle trudne do zastosowania biorąc pod uwagę pomysłowość Polaków i fakt, że czasami osoby bardzo zamożne zarabiają mało, a osoby kompletnie niezamożne mogą mieć akurat w danym roku spory dochód

- komentuje prof. Chmaj. 

Może się zdarzyć, że ktoś, kto ma duży majątek osobisty składający się z kilkunastu nieruchomości, celowo pozostaje bez pracy. Są osoby, które są właścicielami spółki, spółka ma majątek, a dana osoba ma tylko udziały w niej. Są osoby, które mają kontrakty menedżerskie. Są osoby, które zarabiają przez kilka miesięcy, a później pozostają bez pracy, bo np. utraciły atrakcyjną posadę

 - podaje przykłady konstytucjonalista. I konkluduje:

Określenie mandatów metodą dochodową czy majątkową będzie bardzo niesprawiedliwe, będzie stwarzać okazję do licznych nadużyć. Byłyby takie problemy jak z dłużnikami alimentacyjnymi, to by tylko przyniosło kłopoty