Marian Banaś przekazał dymisję nieformalnie. Oficjalnie nigdy jej nie było. Wypłynęły zdjęcia

Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli, w piątek przekazał marszałek Sejmu Elżbiecie Witek swoją rezygnację. Nie zrobił tego jednak oficjalnie, dokument nie przeszedł przez kancelarię. Dlatego oficjalnie nie istnieje, chociaż właśnie wypłynęły jego zdjęcia - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna".

Marian Banaś dalej kieruje Najwyższą Izbą Kontroli, chociaż w piątek złożył rezygnację. Jak wyjaśnia "Dziennik Gazeta Prawna" oficjalnie do dymisji nigdy nie doszło, bo szef NIK swoje pismo przekazał nieformalnym kanałem. Dziennik opublikował jednak zdjęcia dokumentów potwierdzając tym samym wszystkie wcześniejsze doniesienia mediów.

>>> Zobacz także: Opozycja twierdzi, że Jarosław Kaczyński wiedział o sprawie Mariana Banasia "bardzo dużo"

Zobacz wideo

Tymczasem pismo przekazane przez Banasia miało zostać zwrócone przez Elżbietę Witek, marszałek Sejmu. Do oryginału dopisała ona odpowiednie paragrafy przepisów, nakazała też Banasiowi wyznaczyć swojego następcę. Ten poprawionej wersji dymisji już nie odesłał. Mało tego - NIK opublikowała komunikat, w którym stwierdza, że szef Izby nie ma zamiaru rezygnować ze stanowiska.

Elżbieta Witek miała dymisję Mariana Banasia w garści? Nieoficjalnie

Sprawę nieoficjalnie komentują politycy PiS.

Gdyby dymisja przeszła przez kancelarię, odbiór został pokwitowany, a dokument zarejestrowany, wówczas rezygnacja stałaby się faktem. [...] Szkoda, że marszałek nie pokazała pisma dziennikarzom od razu. Mogła powiedzieć, że dymisja została przyjęta, ale prezes NIK musi jednak ją uzupełnić o wskazanie osoby pełniącej jego obowiązki

- twierdzi w rozmowie z "DGP" jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj też: Byli urzędnicy Ministerstwa Finansów staną przed sądem. "Kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą"

Marian Banaś, CBA i hotel na godziny

Marian Banaś był prześwietlany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne od kwietnia 2019 roku, gdy był jeszcze wiceministrem finansów i szefem Krajowej Administracji Skarbowej. Kontrola nie zakończyła się nawet, gdy został ministrem finansów, a później szefem Najwyższej Izby Kontroli. W "Superwizjerze" TVN pokazano materiał, w którym po raz pierwszy pojawiły się poważne zastrzeżenia co do majątku Banasia, później podobnych, medialnych doniesień było kilka, m.in. na temat jego otoczenia.

Marian Banaś zapewnia, że działał zgodnie z prawem. Złożył pozew cywilny przeciwko telewizji TVN i autorowi materiału, w którym domaga się przeprosin, sprostowania i zapłaty stosownej kwoty na cel społeczny.