Ministerstwo Finansów omal nie uziemiło LOT-u. Kolejne koła ratunkowe też mogły zatopić przewoźnika

Pod koniec 2018 roku Ministerstwo Finansów wprowadziło w życie nowe, restrykcyjne przepisy dla spółek. Ich celem było uszczelnienie podatków i zablokowanie ucieczki przed polskim fiskusem. "Puls Biznesu" twierdzi, że w efekcie LOT o mało nie stracił płynności, a kiedy urzędnicy zaczęli "naprawiać" przepisy okazało się, że te są jeszcze gorsze.
Zobacz wideo

Ministerstwo Finansów pod koniec 2018 roku wprowadziło kolejne przepisy, które miały uszczelnić podatki. Tym razem regulacje dotyczyły dużych korporacji - znowelizowano ustawę o CIT.

Resort zaczął wymagać, by niektóre transakcje z podmiotami zagranicznymi były obciążone obowiązkiem pobrania tzw. "podatku u źródła". Celem takiego rozwiązania było uniemożliwienie unikania opodatkowania. Zablokowano mechanizm, który umożliwiłby międzynarodowym korporacjom ukrywanie przed polskim fiskusem zysku w oparciu o wewnętrzne rozliczenia między zależnymi podmiotami albo wyłudzanie VAT.

LOT ofiarą przepisów. Fiskus niemal go uziemił

W praktyce przepisy okazały się uderzać w narodowego przewoźnika. Jak twierdzi "Puls Biznesu" LOT od każdej leasingowej raty zapłaconej za wynajmowane samoloty musiałby bowiem odprowadzić podatek. Dlaczego? Bo stroną umowy był wspomniany w przepisach podmiot zagraniczny - Boeing.

Ministerstwo zorientowało się, że lotniczy gigant miałby problemy, rzucił więc LOT-owi koło ratunkowe w postaci zmiany przepisów. Z ustawy na drodze nowelizacji wyjęto opłaty za "środki transportu" - po to, by przewoźnik mógł bez problemu regulować faktury leasingodawcy, od którego wynajmuje niezbędne do prowadzenia działalności samoloty.

Fiskus zmienia przepisy, LOT nie korzysta

Polskie linie z tego rozwiązania jednak nie skorzystały. Z informacji "Pulsu Biznesu" wynika, że przewoźnik odprowadził podatek od rat leasingowych za okres kilku miesięcy - tak jakby nowelizacja ustawy, która znosiła wobec niego ten obowiązek, nie weszła w życie.

Skąd ta ostrożność? W styczniu 2019 roku w życie weszły inne przepisy. Na ich mocy polskie firmy zostały zobowiązane do sprawdzania, czy zagraniczny kontrahent nie jest czasem słupem. Ministerstwo zapewniało, że taką formą weryfikacji może być np. potwierdzenie ze strony partnera zza granicy. Miałby poświadczyć, że nie jest elementem "omijania" polskiego systemu podatkowego. Celem i tym razem było uszczelnienie podatków, uniemożliwienie wyprowadzenie pieniędzy do firm-krzaków.

LOT miał jednak, zdaniem "Pulsu Biznesu" uznać, że najlepszą formą potwierdzenia, że zagraniczny kontrahent nie jest żadnym słupem, będzie zapłacenie podatku od rat leasingowych. Dawało to, zdaniem dziennika, gwarancję, że fiskus nie zarzuci spółce, że kontrahenta jednak nie sprawdziła. A za to grożą sankcje.

Kolejne koło ratunkowe dla LOT-u znów mogło zatopić przewoźnika?

Po kilku miesiącach LOT podatek jednak przestał płacić. Otrzymał bowiem pozytywną interpretację od Krajowej Administracji Skarbowej. Dziennikarze "Pulsu Biznesu" twierdzą, że korzystne przepisy mogły jednak LOT ostatecznie zatopić.

Okazało się bowiem, że inne podmioty występujące do fiskusa z pytaniem o to, jak interpretować te same przepisy, uzyskiwały stanowiska odmienne od tego, jakie przekazano państwowej spółce. A to mogłoby ostatecznie zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Państwowy podmiot płaciłby bowiem mniejsze podatki niż zagraniczny.

Czytaj też: PIT. Fiskus będzie ścigać podatników, którzy stosowali legalne przepisy? Przez ustawę z 2016 roku

Źródło "Pulsu Biznesu" twierdzi, że ostatecznie przepisy udało się doprowadzić do sytuacji, w której LOT-owi nie grożą już dodatkowe obciążeni finansowe, które mogłyby mieć istotny wpływ na jego płynność. Cała sprawa jest jednak dowodem na to, że z interpretacją ustaw problemy mają nawet największe spółki, a fiskusa boją się i państwowi giganci.