Koronawirus uderzy w gospodarkę. "Dzisiejsze dane wywracają stolik". Niemcy i Włochy boją się recesji

Eksperci, agencje analityczne i ekonomiści banków szacują możliwy wpływ koronawirusa już nie tylko na gospodarkę chińską, ale i na inne państwa. W niektórych krajach może to być czynnik, który przeważy o wystąpieniu recesji. Niepokój wzbudziły szczególnie nowe informacje z Chin, które pokazują gwałtowny wzrost zachorowań - prawdopodobnie przez zmianę metodologii ich liczenia.

Przy szacowaniu wpływu epidemii takiej, jaką wywołał nowy koronawirus z Chin - 2019-nCoV (oficjalna nazwa powodowanej przez niego choroby to COVID-2019) - ekonomiści są bardzo ostrożni. Przede wszystkim dlatego, że zbyt wiele jest niewiadomych, i nie chodzi tutaj nawet o podejrzenia dotyczące fałszowania danych.

>>>Chiny, koronawirus i tajemnice. Co ukrywa Xi Jinping? Epidemia może uderzyć w mocarstwowe ambicje Pekinu:

Zobacz wideo

Koronawirus, gospodarka i recesja

Pojawiają się już jednak pierwsze szacunki, nie tylko w odniesieniu do samych Chin, ale i innych krajów, w tym europejskich. Globalna gospodarka to system naczyń połączonych, a Chiny - druga największa gospodarka po USA - wciąż są fabryką świata. Istotna część tej fabryki na wiele dni w zasadzie stanęła. Tylko w Wuhan - centrum epidemii - znajduje się kilkaset zakładów produkujących dla zagranicznych przedsiębiorstw. A stoi nie tylko Wuhan. Globalne firmy zamknęły swoje oddziały i punkty w Chinach, do tego dochodzi turystyka. 

Deutsche Bank podejrzewa, że z powodu koronawirusa Niemcy mogą stanąć na granicy recesji.

"Spodziewamy się, że koronawirus obniży produkt krajowy brutto o 0,2 punktu procentowego w pierwszym kwartale, przez co techniczna recesja jest wysoce prawdopodobna" - pisze Deutsche Bank Research w badaniu, które przytacza Bloomberg. 

Portal ten rozmawiał też z wiceministrem finansów Włoch, który sugeruje, że epidemia może przyczynić się do wystąpienia recesji w jego kraju. "Ryzyka związane z wpływem koronawirusa mogą być znacząco negatywne dla gospodarki światowej, a także włoskiej" - przyznał Antonio Misiani. 

Tutaj warto zauważyć, że oczywiście nie jest tak, że sama epidemia spowoduje recesję w tych krajach. Zarówno Niemcy, jak i Włochy przeżywają istotne spowolnienie gospodarcze. Niemcom zaledwie w ubiegłym roku udało się uniknąć wspomnianej wcześniej technicznej recesji, czyli dwóch kwartałów z rzędu ze spadkiem PKB. Włosi kwartał na minusie właśnie zaliczyli - były to ostatnie trzy miesiące 2019 roku. Spodziewali się poprawy na początku tego roku, podkreślając, że ostatni spadek spowodowany był efektami kalendarzowymi (inna liczba dni pracujących). Teraz nadzieje na odbicie może pogrzebać epidemia. Jak mówi Misiani, Chiny są trzecim największym dostawcą do Włoch, także wielu chińskich turystów przyjeżdża tam i kupuje towary, często luksusowe. 

Podobnie wygląda sytuacja w Niemczech. Dane z niemieckiego przemysłu za ostatnie miesiące ubiegłego roku nie wyglądały najlepiej. To może wskazywać na lekki spadek PKB w czwartym kwartale 2019. A do tego ich gospodarka jest mocno uzależniona od Chin - najważniejszego partnera handlowego. Głównie chodzi tutaj o motoryzację. Chiński rynek samochodowy jest największy na świecie i jeśli spada zapotrzebowanie na auta z Niemiec, nasi sąsiedzi zza Odry to odczuwają. Gdyby PKB Niemiec rzeczywiście się skurczył w ostatnim kwartale ubiegłego roku, a w pierwszym tego roku znów spadł - tym razem m.in. z powodu koronawirusa - kraj ten zaliczyłby techniczną recesję. Nie jest to przesądzone, ale obawy istnieją.

Agencja S&P Global przewiduje, że przez epidemię wzrost gospodarczy w strefie euro i Wielkiej Brytanii będzie wolniejszy, niż wcześniej prognozowano, być może o około 0,2 punktu procentowego. Najmocniej dotknie to przemysł, z powodu wspomnianego przestoju w chińskich fabrykach, co zakłóci światowy łańcuch dostaw. Komisja Europejska w swoim najnowszym raporcie podtrzymała wprawdzie prognozy wzrostu PKB w strefie euro, ale zaznaczyła, że epidemia jest najważniejszym czynnikiem ryzyka dla rozwoju gospodarczego. 

Zaskakująco niepokojące dane z Chin o zachorowaniach

Ogółem, nadzieje na ożywienie gospodarcze w Europie przygasły. Mocnym zaskoczeniem były podane w czwartek rano nowe informacje o zakażonych. Jeszcze w środę żyliśmy nadzieją, że epidemia wygasa - dane z Chin sugerowały, że liczba nowych zakażeń wzrasta coraz wolniej. Teraz okazało się, że to może wcale nie być prawda (choć na pewno tego nie wiadomo).

Liczba nowych stwierdzonych przypadków 2019-nCoV gwałtownie wzrosła - tylko w prowincji Hubei o blisko 15 tysięcy - od wczoraj. Dzień wcześniej ten przyrost wyniósł nieco ponad 2000. Chińskie władze tłumaczą ten skok zmianą metodologii wykrywania i zliczania przypadków. Teraz stosują tomografię komputerową, zamiast wcześniejszych testów. Także liczba ofiar śmiertelnych w Chinach wzrosła bardzo silnie - o 254, tylko jednego dnia.

Ekonomiści mBanku w dyskusji na swoim twitterowym profilu mBank Research opisują niepewność związaną z koronawirusem tak: "Istnieje jakaś 'prawdziwa' krzywa zachorowań (której nie znamy, tak jak nie znamy np. wszystkich realnie przeziębionych w Polsce). Przybliżała ją (bądź nie), dotychczas publikowana oficjalna krzywa zachorowań (tam widać było spowolnienie). Dzisiejsze dane wywracają stolik. Pytanie, czy tamto przybliżenie, co do kształtu krzywej, było prawdziwe i 'tylko' przesunęliśmy się na osi Y w górę/dół, czy kształt jest zupełnie inny"

Nowe informacje z Chin spowodowały natychmiastową reakcję na światowych rynkach. Giełdy w Europie spadały w czwartek rano po wcześniejszych silnych wzrostach, tracąc po 0,5-1,0 proc. Potem te spadki się pogłębiły, po 11:00 były na poziomie 1-1,5 proc. Tracą głównie firmy z sektora energetycznego, naftowe i wydobywcze - czyli te, na które globalne spowolnienie mocno by wpłynęło, bo kiedy gospodarka hamuje, potrzebuje mniej żelaza czy ropy naftowej. Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że globalne zapotrzebowanie na ropę ma spaść w pierwszym kwartale po raz pierwszy od kryzysowego 2009 roku - przez koronawirusa i wstrzymanie trybów chińskiej gospodarki. Sama ropa naftowa też tanieje, przed południem o około 0,8 proc. 

Na rynku walutowym słabe jest euro w notowaniach do dolara, co widać już było wczoraj, po rozczarowujących danych dotyczących produkcji przemysłowej w Europie w grudniu, dziś rano ten ruch jeszcze się pogłębił. Niepewność związana z epidemią spowodowała tradycyjną "ucieczkę" do inwestycyjnych bezpiecznych przystani, dzięki czemu zyskują m.in. japoński jen i frank szwajcarski, który wobec polskiej waluty znów jest notowany powyżej granicy 4 zł

Ogółem ruchy na rynkach nie są gwałtowne, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy i jak bardzo złe są nowe dane o zakażonych. Pozostaje nam czekać.