Po brexicie dla imigrantów dużo się zmieni. Rząd Borisa Johnsona dla części z nich zamknie drzwi

Wielka Brytania po wyjściu z Unii Europejskiej kompletnie zmieni zasady przyjmowania imigrantów. Ci, którzy nie znają angielskiego i nie mają kwalifikacji, nie będą mieli szans na mieszkanie na Wyspach. Ale trudniej będzie też polskim hydraulikom. Opozycyjni politycy i przedstawiciele wielu branż gospodarki są przerażeni.

Brytyjska gospodarka od lat funkcjonuje w części dzięki pracownikom z innych państw. Zapełniają oni nie tylko nisko płatne, nie wymagające wysokich kwalifikacji etaty, pracują też jako specjaliści w branżach, w których trudno zapełnić wakaty - na przykład w służbie zdrowia. Teraz, kiedy brexit stał się faktem, dużo się zmieni. 

Brexit zmieni zasady imigracji

Kwestia zmniejszenia imigracji przewijała się w wypowiedziach Partii Konserwatywnej na długo przed referendum brexitowym. Mówił o niej David Cameron, obiecując ograniczenie migracji netto do "dziesiątków tysięcy". Migracja netto oznacza różnicę między ludźmi przyjeżdżającymi do kraju i tymi, którzy z niego wyjeżdżają. Nośne hasło, które miało przyciągnąć wyborców do partii - w momencie jego pojawienia się opozycyjnej - trafiło na podatny grunt, choć niemal od początku było niemożliwe do spełnienia. Ale sprawa została w agendzie konserwatystów, znalazła się w ich programach z 2015 i 2017 roku, już za czasów Theresy May.

Rząd Borisa Johnsona zmniejszenie liczby imigrantów także ma na celu, choć chce zastosować nieco inne podejście. Zamiast stosować pojęcie migracji netto, które się nie sprawdziło, postanowił wprowadzić system punktowy, wzorowany na australijskim. Zapowiedział to przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi.

Boris Johnson ma plan

W środę założenia opublikował departament spraw wewnętrznych (Home Office), choć brytyjskie media już wcześniej pisały o głównych założeniach.

Najpierw ważne zastrzeżenie: prawa obywateli krajów unijnych, w tym Polaków, którzy obecnie mieszkają i pracują na Wyspach, po brexicie będą zagwarantowane. Ci obywatele państw UE, którzy przyjadą do Wielkiej Brytanii nie do pracy i na mniej niż 6 miesięcy, nie będą potrzebować wizy.

Zobacz wideo Co zmieni się dla nas po brexicie?

Po okresie przejściowym, czyli od 1 stycznia 2021 roku, Wielka Brytania przestanie stosować unijną zasadę swobody przepływu osób. Od tej pory obywatele państw UE jak i innych krajów będą traktowani tak samo.

"Przyciągniemy najzdolniejszych i najlepszych z całego świata, wzmacniając gospodarkę i nasze społeczności i uwolnimy pełny potencjał tego kraju" - mówi, cytowana w oficjalnym komunikacie, sekretarz Priti Patel. 

Przede wszystkim rząd nie chce przyjmować niewykwalifikowanych pracowników - nie będą oni mieli szans na otrzymanie wiz. Dlatego już teraz apeluje do przedsiębiorców, by przestawili się z wykorzystywania taniej siły roboczej. Władze brytyjskie uważają, że firmy powinny w zamian wprowadzić działania, które zatrzymają obecnych pracowników oraz inwestować na przykład w automatyzację. 

By pracować na Wyspach, trzeba będzie znać język angielski, mieć kwalifikacje oraz "sponsora" - konkretną ofertę pracy. Czyli podawany często jako przykład "polski hydraulik" - ktoś, kto przecież ma konkretny zawód - nie będzie mógł po prostu przyjechać do Wielkiej Brytanii i dopiero na miejscu szukać zatrudnienia. Choć też wobec bardzo wysoko wyspecjalizowanych pracowników - a to ma być wąska grupa - obowiązek oferty pracy przed przyjazdem ma nie być wymagany. 

Taka ofert musi zawierać odpowiedni - nie za niski - próg wynagrodzenia. Co do zasady będzie to minimum 25,6 tys. funtów (rocznie), w szczególnie uzasadnionych sytuacjach, na przykład w zawodach, w których dramatycznie brakuje pracowników, ta minimalna płaca może wynosić 20,48 tys. funtów. 

Łącznie potencjalny imigrant zarobkowy będzie mógł zdobyć 70 punktów. Za spełnienie podstawowych wymagań: oferty pracy od "zatwierdzonego sponsora", na odpowiednim poziomie umiejętności i znajomości języka angielskiego dostaną 50 punktów. Dodatkowe za pensję wyższą od minimalnie wymaganej, ofertę w zawodzie deficytowym (ich listy mają być publikowane na rządowych stronach) i wyższe wykształcenie w kierunku pokrewnym z ofertą pracy. 

Czytaj też: Po brexicie Boris Johnson chce zbudować most ze Szkocji do Irlandii. Szkocja jest przeciwna

Biznes przerażony

Te propozycje nie podobają się wielu branżom. Obawiają się oni braku rąk do pracy w hotelarstwie, gastronomii czy rolnictwie. Przedstawiciele zrzeszających pracodawców organizacji argumentują, że pracownicy o niskich kwalifikacjach są niezbędni brytyjskiej gospodarce. Obywatele innych państw zasypują też niedobory w sektorach usług publicznych, na przykład w służbie zdrowia. Christina McAnea, sekretarz generalna Unison, związku zawodowego pracowników zdrowia - Unison - ostrzega, że nowe zasady "oznaczają absolutną katastrofę dla sektora opieki".  Szczególnie, że bezrobocie jest na niskim poziomie. 

Pomysł krytykuje też opozycja - Partia Pracy i Liberalni Demokraci. Tyle że rząd Borisa Johnsona po wygranych grudniowych wyborach ma większość w Izbie Gmin, więc nowe prawo powinno bez problemu zostać zatwierdzone przez parlament. 

Więcej o: