>>> Zobacz także: Czy rząd może zahamować rosnące ceny? "Potrzebny jest wzrost wydajności pracy"
Trwa impas związany z unijnym szczytem, który odbywa się w Brukseli. Premier Mateusz Morawiecki przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że na spotkaniu przywódców Państw UE poświęconym budżetowi na lata 2021-2027 nastąpił klincz.
- Negocjacje na szczycie Unii Europejskiej są bardzo trudne. Kilka państw chyba nie do końca dostrzega zależność, że jeśli chcemy mocniejszej Europy, to potrzebujemy ambitnego budżetu - powiedział szef polskiego rządu. - Nie da się zrobić więcej za mniej pieniędzy, a tak postulują niektórzy" - podkreślił Mateusz Morawiecki dodając, że najbogatsze kraje Unii chcą zmniejszać środki dla państw, które szybko się rozwijają. Premier powiedział, że Europa Środkowo-Wschodnia oczekuje hojnego wsparcia z unijnego budżetu, by nadrobić różnice w rozwoju w porównaniu z Europą Zachodnią.
O problemach z dojściem do porozumienia świadczyć może też o tym przesuwanie godziny wznowienia obrad. Początkowo informowano, że te nastąpią w piątek o godz. 10, później przesunięto je na 11. Ostatecznie w południe ruszyła nowa runda bilateralnych spotkań. Wznowienie unijnego szczytu planowane na 12.00, zostało ponownie odłożone. Według informacji opublikowanych po godzinie 13 spotkanie przywódców ma rozpocząć się w piątek o godz. 16.
Spór wokół budżetu odbywa się pomiędzy dwoma grupami państw. W jednej są płatnicy netto, którzy więcej wpłacają do budżetu, niż z niego otrzymują. To oni domagają się cięć. W drugiej grupie są beneficjenci unijnych funduszy, czyli ci, którzy otrzymują więcej, niż wpłacają. Właśnie w tej drugiej grupie znajduje się Polska. Kraje te nie zgadzają się, co w czwartek wyraźnie zaznaczył premier Mateusz Morawiecki, by ograniczyć fundusze na politykę spójności, z której finansowane są mosty, drogi, koleje czy oczyszczalnie ścieków.
Najsilniej za oszczędnościami opowiadają się Austria, Holandia, Dania i Szwecja. - Czy będzie porozumienie? Nie sądzę. Ja jestem gotowa zostać w Brukseli cały weekend, ale nie sądzę, by możliwe było porozumienie - stwierdziła premier duńskiego rządu Mette Frederiksen. - Cały czas negocjujemy, a nasze stanowisko dotyczące ograniczenia wydatków jest jasne - dodała.
Premier Czech Andrej Babisz., będący w obozie przeciwników cięć, stwierdził ma Twitterze, że jeżeli bogate kraje nadal będą się upierać, to "możemy od razu jechać do domu". Dodał, że te żądania ograniczenia wydatków spowodują, iż w unijnej kasie będzie mniej o 75 miliardów euro.
Podobne stanowisko prezentował szef polskiego rządu podczas spotkania z Ursulą von der Leyen, szefową Komisji Europejskiej, na początku lutego. Stwierdził, że nowe cele w unijnym budżecie nie mogą być finansowane kosztem funduszy, z których pochodzą środki na budowę dróg i mostów, kolei. - To jest coś na czym nam bardzo zależy, bo wiemy jak infrastruktura wspiera wzrost gospodarczy" - powiedział wówczas szef polskiego rządu. Dodał, że także finansowanie polityki rolnej powinno być utrzymane na obecnym poziomie. Polska chce też większej elastyczności w przesuwaniu pieniędzy z jednego filara polityki rolnej, czyli z rozwoju obszarów wiejskich, na drugi, czyli dopłaty bezpośrednie.
Szef Rady Europejskiej przez całą noc prowadził dwustronne konsultacje z unijnymi przywódcami. Oczekuje się, że na tej podstawie Charles Michel przygotuje nową propozycję budżetu na lata 2021-2027.
Czytaj też: Morawiecki o budżecie UE: Wystarczy poczytać tytuły gazet, które prezentują punkt widzenia opozycji
Osiągnięcie porozumienia będzie konieczne. David Sassoli, szef Parlamentu Europejskiego ostrzegł bowiem unijnych przywódców, że obecnie proponowany budżet zostanie odrzucony przez europosłów. Zgoda Parlamentu Europejskiego jest niezbędna, by budżet mógł wejść w życie i zacząć obowiązywać.