Miał sklep z ubraniami, przerzucił się na handel w sieci. "Wysyłamy po 100 paczek dziennie"

Robert Kędzierski
Epidemia koronawirusa uniemożliwia wielu przedsiębiorcom normalne funkcjonowanie. Okazuje się jednak, że ratunkiem przed zamknięciem firmy może być przeniesienie się do sieci. Nawet jeśli wymaga to całkowitej zmiany asortymentu. Jakub Sawicki, warszawski przedsiębiorca, w rozmowie z Gazeta.pl opisuje, jak zawalczył o swój biznes.

Zamrożenie gospodarki spowodowane pandemią koronawirusa sprawia, że wiele firm musi wymyślać swoje strategie biznesowe na nowo. Jedne stają przed widmem upadłości, inne znalazły niszę na rynku. W cyklu #BiznesWalczy pokazujemy, jak polski i światowy biznes odnajduje się w nowej rzeczywistości. Jeśli chcesz się z nami skontaktować i opowiedzieć swoją historię, napisz na adres: next.redakcja@agora.pl.

Epidemia koronawirusa zmusiła wielu przedsiębiorców do zmiany modelu działania. Wielu przeniosło swój biznes do sieci. Nie wszyscy mogą to jednak zrobić - są branże, które wymagają osobistego kontaktu z klientem.

Jednym z takich przedsiębiorców jest Jakub Sawicki, który w Warszawie prowadzi sklep z odzieżą używaną.  W jego wypadku, z uwagi na różnorodność towarów i rozmiarów, przeniesienie się do sieci z dnia na dzień byłoby trudne. Dlatego też mężczyzna postanowił spróbować swoich sił w nieco innej branży.

Zobacz wideo #BiznesWalczy - Restauracja zdradza nam przepis na sushi. Odmrażanie gospodarki? "My tego nie odczuwamy"

Sprzedawał ubrania w sklepie, przeniósł się do sieci. Sprzedaje rękawiczki

Pierwszy miesiąc swojego nowego biznesu Sawicki podsumowuje jako udany. Po zmianie asortymentu z ubrań na rękawiczki szybko udało się znaleźć klientów. Pierwsza sprzedaż w sieci dotyczyła jednak zupełnie innego towaru.

Robert Kędzierski, Next Gazeta.pl. Pierwszym towarem, który wystawił pan na aukcji, nie były ani ubrania, ani rękawiczki. Co to zatem było?

Jakub Sawicki, przedsiębiorca. Zaczęło się od pizzy. Wpadłem na pomysł, żeby ją zrobić, ale w żadnym sklepie nie mogłem znaleźć drożdży. Szukałem ich tak długo, aż udało mi się znaleźć większą ilość w dobrej cenie. Pomyślałem, że sporą nadwyżkę, która mi pozostała, sprzedam w sieci. Towar wyprzedał się przez noc. I wtedy pomyślałem, że może, zamiast załamywać się brakiem możliwości działania w swoim sklepie, warto spróbować swoich sił w handlu online.

Musiał pan zamknąć sklep stacjonarny?

Nie. Stacjonarny sklep z odzieżą ponownie uruchomiliśmy po dłuższej przerwie, jednak jak na razie trudno uzyskać z tego tytułu przychody pozwalające pokryć pensję pracownika. Pomimo dobrej lokalizacji odczuwamy wyraźny spadek liczby klientów.

A sprzedaż w sieci ratuje sytuację?

Handel w internecie okazał się strzałem w dziesiątkę. Myślę, że zmiana branży i skupienie się na sprzedaży rękawiczek jednorazowych, było dobrą decyzją. W jej podjęciu pomogło mi m.in. to, że Allegro dla nowych przedsiębiorców oferuje specjalne warunki, które umożliwiają zachowanie odpowiedniej ceny.

Tylko że na Allegro konkurencja, szczególnie w dziedzinie rękawiczek, wydaje się już spora

To prawda, ale przez okres zaledwie kilku tygodni udało się nam osiągnąć zadowalające obroty. Wysyłamy po 100-200 paczek dziennie. Z tego, co pamiętam, obsłużyliśmy ich przez niespełna miesiąc ok. trzech tysięcy. I nie pamiętam, żeby były z nimi jakieś większe problemy - kurier odbiera je wieczorem, o tej samej porze, wszystko działa jak w zegarku.

A myślałby już pan, co by się stało, gdyby nie postawił pan na sieć?

Z uwagi na koszty mojej dotychczasowej działalności, takie jak chociażby czynsz, gdybym nie podjął decyzji o wejściu w handel online, najpewniej musiałbym zamknąć firmę.

Sprowadza pan towar z Chin? To dziś chyba jedyna droga

Nie, nie sprowadzamy towaru z Chin. Są polscy producenci. Ale problemy są. Problemem jest na przykład dostęp do towaru - rękawiczki znikają błyskawicznie, a kupowanie ich "z piątej ręki", od kolejnego pośrednika, nie ma sensu.

Łatwo jest przenieść swój biznes do sieci?

Moim zdaniem sieć daje nieograniczone możliwości. Szczególnie jeśli mamy dostęp do produktu, którego konkurencja nie ma, który ma drożej. Trzeba też zapomnieć o kilkudziesięcioprocentowej marży.

A nie boi się pan, że kiedy pandemia minie. zainteresowanie panem towarem spadnie?

Uważam, że z dziś wypracowanych kanałów sprzedaży i kontaktów handlowych będziemy korzystać nawet kiedy epidemia osłabnie albo ustąpi. Wydaje mi się, że Polacy odczuli jak wygodne są zakupy w sieci.

Więcej o: