Koronawirus w Bełchatowie. Zakażeni w kopalni i elektrowni. Sasin zapewnia: Górnicy wrócą do pracy

Koronawirus pojawił się w kolejnej kopalni. Tym razem w Bełchatowie. Oprócz czterech górników infekcję wirusem SARS-CoV-2 potwierdzono też u jednego z pracowników elektrowni - informuje PGE Górnictwo i Energetyka. Tymczasem minister Jacek Sasin, zapewnia, że kopalnie, które zamknięto z powodu epidemii, wrócą do pracy.

U czterech kolejnych pracowników kopalni w Bełchatowie oraz jednego z pracowników tamtejszej elektrowni wykryto zakażenie koronawirusem. Łączna liczba zainfekowanych pracowników PGE GiEK to blisko 40 osób.

Sandra Apanasionek, rzeczniczka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, zapewniła, że wykrycie kolejnych przypadków nie wpłynęło ani na proces wydobycia, ani na produkcję energii elektrycznej.

Jacek Sasin: Zamknięte kopalnie wrócą do pracy

Koronawirus wśród górników jest poważnym problemem. W kopalniach kontrolowanych przez państwo - należących do Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Polskiej Grupy Górniczej - potwierdzono do tej pory ponad pięć tysięcy przypadków choroby.

W zeszłym tygodniu rząd podjął kontrowersyjną decyzję o zamknięciu trzynastu kopalni. Eksperci zauważają jednak, że wydobycie wstrzymano nie w tych placówkach, w których skala zakażeń jest największa.

Tymczasem Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, któremu podlegają m.in. spółki węglowe, w rozmowie z RMF FM zapewnił, że po trzytygodniowym przestoju wszystkie kopalnie wrócą do wydobycia. Pytany o to, czy któraś z kopalń na pewno nie zostanie zamknięta, odpowiedział krótko: "Nie zostanie".

Zobacz wideo Kopalnie zamknięte, ale nie te, w których stwierdzono najwięcej przypadków koronawirusa [STUDIO BIZNES]

Kopalnie, w których jest najwięcej przypadków koronawirusa, nadal pracują

Jacek Sasin wyjaśniał też, dlaczego przestój w kopalniach jest konieczny. - Te trzy tygodnie to jest okres, kiedy właściwie każdy zarażony - bo przecież 97 procent tych zarażonych na Śląsku nie ma żadnych objawów - po prostu się "wychoruje" i przestanie już kogokolwiek zarażać - stwierdził.

Kopalnie, w których stwierdzono najwięcej przypadków koronawirusa, nadal jednak pracują. Wśród zamkniętych na trzy tygodnie placówek nie znalazły się m.in. Pniówek (1589 zakażonych), Ruch Zdrojówka (1164), czy Jastrzębie-Bzie (226), które nadal pracują. Zamknięto natomiast kopalnie Budryk i Knurów-Szczygłowice. W pierwszej stwierdzono 19 przypadków, w drugiej zero.

Czytaj też: Sasin: 97 procent zarażonych na Śląsku nie ma objawów. "Wychorują" się i przestaną zarażać

W Polskiej Grupie Górniczej wśród kopalń, w których górnicy nadal wydobywają węgiel, również znalazły się te z największą liczbą potwierdzonych zakażeń. Jankowice (672 przypadki), Sośnica (460), Murcki-Staszic (236) prac nie przerwały, a Ziemowit (22 chorych), Bolesław Śmiały (15) i siedem innych placówek, w których zakażonych jest "od jednego do kilku", zamknięto.