Duda z najmocniejszym mandatem od 30 lat. Trzaskowski pobił wyczyn Wałęsy z 1990 r.

Andrzej Duda pozostanie prezydentem Polski na kolejnych pięć lat. Jego mandat - liczony liczbą oddanych na niego głosów w drugiej turze wyborów - jest najwyższy od 30 lat. Ale Rafał Trzaskowski też nie ma powodów do wstydu - zagłosowało na niego niemal 10 mln wyborców. Jeszcze nigdy przegrany w wyborach prezydenckich w III RP nie miał wyższego poparcia.

Wyniki drugiej tury wyborów co do głosu nie są jeszcze znane, ale - na moment publikacji tego artykułu - brakuje wyników jeszcze tylko z 5 obwodów wyborczych na 27231 wszystkich. To oznacza, że podana tu liczba głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudę jeszcze delikatnie wzrośnie. Ale już teraz można wysnuć na ich podstawie wiele ważnych wniosków.

Urzędujący prezydent Polski zebrał ponad 10,4 mln głosów (stan na moment publikacji: 10 433 426). Prezydent Warszawy - bardzo niewiele poniżej "magicznego" progu 10 mln (obecnie: 9 992 764). 

Co oznaczają te liczby? Prezydent Andrzej Duda otrzymał najwięcej głosów od 1990 r. Wówczas zwycięzca Lech Wałęsa uzyskał poparcie ponad 10,6 mln wyborców. W międzyczasie były jeszcze wybory prezydenckie w 2000 r., które Aleksander Kwaśniewski wygrał w pierwszej turze uzyskując niemal 9,5 mln osób, więc nie da się wykluczyć, że gdyby doszło do drugiej tury, również otrzymałby w niej grubo ponad 10 mln głosów. Ale od 2005 r. zwycięzca wyborów w drugiej turze nie zmobilizował nawet 9 mln osób (Lech Kaczyński blisko 8,3 mln w 2005 r., Bronisław Komorowski ponad 8,9 mln w 2010 r., Andrzej Duda ponad 8,6 mln w 2015 r.).

Z tego punktu widzenia Andrzej Duda odniósł w tych wyborach wielki sukces. Warto zwrócić uwagę, że w porównaniu do wyborów z 2015 r., teraz poparło go w drugiej turze o ponad 1,8 mln osób więcej (a w pierwszej turze o ok. 3,3 mln osób więcej niż pięć lat temu).

Trzaskowski z naprawdę wysokim poparciem

Z drugiej strony, mimo porażki powodów do wstydu ze swojego wyniku zdecydowanie nie ma Rafał Trzaskowski. 12 lipca na kartach wyborczych krzyżyk przy jego nazwisku postawiło niemal 10 mln osób. O tym, jak to bardzo dużo, świadczy fakt, że jeszcze nigdy w historii III RP przegrany w wyborach nie miał tak wysokiego poparcia. Tak wiele oddanych głosów dałoby zwycięstwo we wszystkich wyborach prezydenckich po 1990 r. Tym razem jednak okazało się to za mało - o ok. 441 tys. głosów. 

To swoją drogą również ciekawa sytuacja. Z jednej strony, patrząc na ponad 10,4 mln osób stojących za wyborem Andrzeja Dudy, ma on najmocniejszy mandat prezydencki od 30 lat. Z drugiej, gdyby analizować przewagi zwycięzców wyborów nad głównymi kontrkandydatami, mandat starego-nowego prezydenta jest najmniej przekonujący. 

Tych ok. 441 tys. głosów przewagi Dudy nad Trzaskowskim (ta liczba może się zmienić o kilka czy kilkanaście tysięcy, ale będzie to ten rząd wielkości) to najmniejsza różnica, jaką do tej pory mieliśmy między dwoma głównymi kontrkandydatami w historii wyborów prezydenckich w III RP. Tym samym Duda pobije swój "rekord" z 2015 r., gdy wygrał z Bronisławem Komorowskim różnicą ok. 518 tys. głosów. Do tegorocznych wyborów to była najmniejsza przewaga w wyborczej historii Polski ostatnich 30 lat.

Ten sam wniosek można wyciągnąć na podstawie procentowych wyników wyborów. Zwycięstwo Dudy w 2015 r. w stosunku 51,55 proc. do 48,45 proc. było - do wczoraj - najmniej "wyrazistym". Teraz wygrana prezydenta będzie jeszcze mniej imponująca - w momencie publikacji artykułu wynosi 51,08 proc. do ok. 48,92 proc.

"Turbo" Trzaskowskiego nie wystarczyło

Od początku wiadomo było, że druga tura będzie przypominała "pościg" Rafała Trzaskowskiego za Andrzejem Dudą. Ponad 13 punktów procentowych i ponad 2,5 mln głosów różnicy z pierwszej tury dawało urzędującemu prezydentowi gigantyczną przewagę, ale jasne też było, że to Trzaskowski ma zdecydowanie większe możliwości przyciągnięcia elektoratu innych kandydatów.

To wszystko oczywiście się ziściło, ale nie z takim skutkiem, na jaki liczył prezydent Warszawy. Mimo, że w drugiej turze włączył on "turbodoładowanie", pierwszy linię mety przekroczył Duda. 

Warto jednak zwrócić uwagę na skalę tego "turbo" u Trzaskowskiego. W drugiej turze poparło go aż o ponad 4 mln osób więcej niż w pierwszej. Dla porównania, Duda zyskał ok. 2 mln.

Dokładnie, Trzaskowski - bez danych z pięciu brakujących obwodów wyborczych - otrzymał o 4 075 424 głosów więcej niż dwa tygodnie temu. Ta liczba jest o tyle ważna, że prezydent Warszawy już pobił rekord Lecha Wałęsy z 1990 r., jeśli chodzi o największy przyrost nowych wyborców pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów (wówczas Wałęsa zyskał 4 mln 53 tys. nowych wyborców). Na marginesie, na trzecim miejscu w tym swoistym "rankingu" znajduje się wyczyn Andrzeja Dudy z 2015 r., gdy w drugie turze zagłosowało na niego aż o ponad 3,45 mln osób więcej niż w pierwszej.

Nie było więc jeszcze w historii polskich wyborów prezydenckich kandydata, który pomiędzy pierwszą a drugą turą tak mocno powiększyłby swój elektorat. To jednak dla Trzaskowskiego tylko marne pocieszenie.

Zobacz wideo Michał Kamiński: Wynik wyborów to dotkliwa porażka