700 mld złotych z UE dla Polski? Ekspert: "Na stole będzie mniej". Problemem praworządność

W piątek ruszył unijny szczyt, podczas którego negocjowany będzie kształt budżetu UE na latach 2021-2027 oraz funduszu odbudowy gospodarki po pandemii. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał, że Polska ma szansę otrzymać łącznie w najbliższych latach ok. 700 mld zł. - To program maksimum. W moim przekonaniu ostatecznie na stole będzie mniejsza kwota - uważa prof. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej, były wiceminister spraw zagranicznych. - Polska wmanewrowała się w raczej niewygodną negocjacyjnie sytuację - dodaje ekspert.

Pierwszy unijny szczyt w formule "na żywo" od momentu wybuchu pandemii COVID-19 rozpoczął się w piątek w Brukseli. Tematy są niezwykle ważne i palące, bo chodzi zarówno o budżet UE na lata 2021-2027 - czyli na perspektywę, która ma rozpocząć się już za niespełna pół roku - jak i o unijny fundusz odbudowy gospodarki. Budżet ma opiewać na ok. 1 bln 74 mld euro, fundusz na dodatkowych 750 mld euro (według obecnych ustaleń 250 mld w formie pożyczek, 500 mld w formie bezzwrotnych grantów).

Dla Polski obecnie przewidziane jest prawie 64 mld euro z funduszu oraz 94 mld euro z budżetu Unii. Daje to, po przeliczeniu na złote, ok. 700 mld zł. Właśnie o takiej kwocie, która w najbliższych latach miałaby popłynąć do naszego kraju, jeszcze w czerwcu mówił premier Mateusz Morawiecki.

Ale czy ostatecznie dostaniemy aż tyle?

To jest komunikat na otwarcie negocjacji. Krótko mówiąc, to program maksimum. Program realny będzie wymagał korekt. W moim przekonaniu ostatecznie na stole będzie mniejsza kwota

- obawia się w rozmowie z next.gazeta.pl prof. Artur Nowak-Far z Instytutu Prawa Szkoły Głównej Handlowej, były wiceminister spraw zagranicznych.

Problemem praworządność i neutralność klimatyczna

Głównym problemem może być to, że wiele państw członkowskich może chcieć powiązać dostęp do unijnych środków z zasadą warunkowości, w tym z zasadą praworządności.

Trudno będzie Polsce negocjować z takiego punktu widzenia, że my jako państwo - w cudzysłowie - "praworządne", nie chcemy tego powiązania. Ale właściwie dlaczego byśmy tego nie chcieli? Bo mamy problem z praworządności. I argumentacja się zamyka. Przy niechęci przyjęcia pełnej, ambitnej agendy Unii Europejskiej i włączenia się we wszystkie planowane przez nią mechanizmy oraz przy problemie z przestrzeganiem unijnych zasad praworządności, Polska wmanewrowała się w raczej niewygodną negocjacyjnie sytuację

- komentuje prof. Nowak-Far.

Wiadomo też, że nawet ok. 8 mld euro z Unii Europejskiej Polska mogłaby otrzymać na transformację energetyczną. Problem w tym, że warunkiem dostępu do tych pieniędzy może okazać się zgoda na neutralność klimatyczną Unii w 2050 roku (czyli żeby cała emisja CO2 była pochłaniana). Polska wciąż nie zadeklarowała gotowości do realizacji tego celu.

Czy wobec tego te środki dla Polski są zagrożone? A może wręcz przeciwnie - skoro jest nam najdalej do realizacji tego planu, to trzeba nam pomóc dodatkowym zastrzykiem finansowym?

Aby w pełni skorzystać z środków, musimy zadeklarować gotowość do dążenia do neutralności klimatycznej. Problem polega na tym, że istnieje wyraźny rozdźwięk pomiędzy przekazem "do wewnątrz", gdzie ochrona środowiska jest jednak ludziom obrzydzana, a "na zewnątrz", gdzie partnerom unijnym jest sygnalizowana gotowość do kompromisu. To utrudnia negocjacje

- uważa prof. Nowak-Far.

Na Okęciu będzie delegacja z kwiatami?

Nasz rozmówca nie podejrzewa jednak, żeby premier Morawiecki wrócił z unijnego szczytu na tarczy. - Jakiekolwiek będą wyniki negocjacji, premier będzie starał się je przedstawić jako sukces. Ze względu na wcześniejsze swoje komunikaty najpewniej nie ma innego wyjścia - mówi prof. Nowak-Far. 

Natomiast to oznacza, że i tak wynik negocjacji będzie musiał być bardzo dokładnie analizowany przez ekspertów, społeczeństwo obywatelskie i media

- komentuje były wiceminister spraw zagranicznych.

Oczywiście nie da się wykluczyć, że na obecnym szczycie nie dojdzie jeszcze do finalnych rozstrzygnięć. Ale to będzie oznaczało, że negocjacje ulegną przyspieszeniu i w sierpniu lub wrześniu dojdzie do kolejnego spotkania w Brukseli.

Nowe źródła finansowania Unii

Warto natomiast zwrócić też uwagę, że "gra" w Unii Europejskiej nie toczy się obecnie wyłącznie o podział kolejnych pieniędzy, ale także - a może przede wszystkim - o nowe źródła finansowania, a poprzez to pośrednio o cały kształt i przyszłość wspólnoty. 

Po raz pierwszy w historii Unia Europejska (konkretnie: Komisja Europejska) ma wyemitować obligacje, czyli własny dług. Rozważane jest wprowadzenie niektórych podatków (np. cyfrowego) na poziomie całej wspólnoty. To zwiększy budżet UE i będzie stanowiło rewolucję w jej funkcjonowaniu.

Natomiast trzeba to też tłumaczyć tak, że jeżeli możliwości budżetowe Unii będą większe, to Unia nabierze większej masy politycznej - spełnią się postulaty MacDougalla z końca lat 70. To będzie duża silniejsza UE niż jest w tej chwili. Uważam, że to słuszne, bo skala wyzwań jest globalna, nie można na nią patrzeć z żabiej perspektywy

- uważa prof. Nowak-Far.

Zobacz wideo Kowal o reakcjach elektoratu Trzaskowskiego na wynik wyborów