Obywatele Wielkiej Brytanii wykupują nieruchomości w Bretanii, regionie w północno-zachodniej Francji. Zainteresowanie ma mieć wręcz charakter masowy.
Jak podają francuskie media, powołując się na lokalne źródła bretońskie, tamtejsze agencje handlu nieruchomościami od dawna nie przeżywały takiego ożywienia w interesach. Nawet w okresie kwarantanny notowano setki próśb od potencjalnych brytyjskich klientów dotyczące kupna domów. Wiele osób kupuje w ciemno, nawet nie oglądając nieruchomości - donosi z Paryża Marek Brzeziński dla Informacyjnej Agencji Radiowej.
Eksperci uzasadniają to zwiększone zainteresowanie zbliżającym się końcem tak zwanego okresu przejściowego brexitu. Wielka Brytania już wyszła z Unii Europejskiej, ale to końca tego roku w praktyce dla mieszkańców niewiele się zmieni. Zmiany mogą być gwałtowne, jeśli Londyn i Bruksela nie dogadają się co do kształtu przyszłych relacji.
Brytyjskich klientów przyciągają także ceny - są wielokrotnie niższe niż w Zjednoczonym Królestwie. Do tej pory największe skupisko Brytyjczyków było w słynącym z trufli i kuchni Perigord, gdzie wydają gazetę anglojęzyczną w 40-tysięcznym nakładzie - podaje IAR.
Ostatnia runda rozmów negocjatorów Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej, która była w drugiej połowie lipca, zakończyła się bez postępu. Pojawiły się nawet głosy, że umowy może nie dać się uzgodnić przed końcem okresu przejściowego, czyli przed końcem roku, co by oznaczało tak zwany twardy brexit. Szczególnie że według Brukseli tak naprawdę powinna ona zostać ustalona do października, bo potem traktat trzeba będzie jeszcze ratyfikować.
Strony muszą ustalić zasady handlowania, ale też współpracy w zakresie bezpieczeństwa czy wymiany informacji wywiadowczych. Na razie - dopóki trwa roczny okres przejściowy - na Wyspach obowiązują regulacje unijne, dlatego pierwszego stycznia udało się uniknąć utrudnień w handlu: kontroli celnych i kolejek na granicy.