Łukasz Szumowski, który nieoczekiwanie ogłosił swoją dymisję we wtorek, spotkał się z licznymi głosami krytyki płynącymi głównie ze strony opozycji. "Żegnamy Pana Ministra Szumowskiego. Ale to pożegnanie nie kończy kontroli poselskiej. Działamy do końca, dopóki nie wróci ostatnia złotówka na konto Ministerstwa Zdrowia. Brakuje 70 milionów!" - podkreśla Michał Szczerba, poseł KO. "Najgorszy minister zdrowia w historii III RP odchodzi w obliczu skandalu i niesławie. Panie ministrze, teraz komisja śledcza!" - stwierdza z kolei Iwona Hartwich. Przedstawiciele rządu w swojej ocenie są dla Szumowskiego znacznie łagodniejsi.
Jedną z osób, które ministra nie krytykują za odejście w szczycie pandemii jest Jadwiga Emilewicz, wicepremierka, szefowa resortu rozwoju. - Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na dymisję. Jest spełniony - stwierdziła na antenie TVN24.
Wyjaśniła też, że w obozie Zjednoczonej Prawicy nie brakuje specjalistów, którym można powierzyć kierowanie Ministerstwa Zdrowia. Zapewniła też, że rozstanie Szumowskiego z resortem nie zagrozi bezpieczeństwu Polaków. - Jest przyjęty plan walki z ewentualną drugą falą uderzeniową epidemii - podkreśliła.
Przedstawicielka Porozumienia przyznała też, że Szumowski chciał opuścić rząd już wcześniej. - On o tym wspominał już na początku roku podczas spotkań towarzyskich. A potem wybuchła pandemia - wyjaśniła.
Jeszcze na początku sierpnia Łukasz Szumowski deklarował w mediach, że nie zamierza składać dymisji. - Temat rekonstrukcji rządu jest wałkowany głównie przez media od dwóch tygodni. Broń Boże, nie chcę odchodzić. Tu jest w tej chwili wyzwanie koronawirusa - mówił na antenie Polsat News w lipcu. Dziś wyjaśnia, że dementował doniesienia o swoim odejściu, bo "nie można dyskutować o takich sprawach jak zmiana konstytucyjnego ministra poza gabinetem i zaciszem gabinetów".
- Pan premier o tym doskonale wiedział i pan prezes Kaczyński, pan prezydent, z którym też rozmawiałem. To trzy osoby, które wiedziały - zapewnił ustępujący minister.