Nie dostają pensji, "bo koronawirus". "Bardziej opłaca się zapłacić mandat niż wynagrodzenia"

Część pracowników ma coraz większe problemy z uzyskaniem wynagrodzenia za pracę. W niektórych branżach - np. gastronomicznej i transportowej - zdarzają się poważne opóźnienia. Eksperci zwracają uwagę na niskie kary, jakie grożą przedsiębiorcom, a ci tłumaczą się epidemią.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom otrzymuje coraz więcej zgłoszeń od osób, które nie otrzymują na czas wynagrodzenia, lub pobierają pensje w zmniejszonej wielkości. Częstym problemem zgłaszanym przez zatrudnionych są też opóźnienia. Pracodawcy jako powód problemów wskazują często epidemię koronawirusa.

Pracodawcy coraz częściej nie wypłacają pensji. "Restauracja zalega od wiosny"

Małgorzata Marczulewska, prezes stowarzyszenia, cytowana przez portal Money.pl, wyjaśnia, że najwięcej, ok. 30 proc. zgłoszeń, dotyczy branży gastronomicznej. Podaje przykłady nieprawidłowości zgłoszone w ciągu kilku ostatnich tygodni. - Jedna ze szczecińskich restauracji zalega pracownikom z wypłatami od wiosny. W nadmorskim kurorcie właściciel z dnia na dzień zamknął knajpę. Bez pracy i wypłaty zostało siedem osób - wymienia.

Problemy z wyegzekwowaniem wynagrodzeń mają też zatrudnieni w branży transportowej. - Odnotowaliśmy kilka zgłoszeń dotyczących braku wypłat lub braku uregulowania wynagrodzenia za dodatkowe godziny pracy, lub dodatkowe kursy - stwierdza Marczulewska.

Pracy coraz więcej, a pensja nadal "ucięta". Pracodawca tłumaczy się pandemią

Zdarza się też, że pracodawcy epidemię koronawirusa traktują jako pretekst do cięcia wynagrodzeń. Nawet jeśli liczba zamówień i natężenie pracy są wyższe, niż przed wybuchem pandemii.

- W połowie kwietnia odbyło się zebranie, na którym poinformowano pracowników, że firma w maju przechodzi na czterodniowy tydzień pracy i wobec tego będziemy przez trzy miesiące dostawać niższe wynagrodzenie. Dla mnie oznaczało to cięcie w wysokości 700 zł miesięcznie - wyjaśnia w rozmowie z Money.pl pracownik jednego z zakładów położonych na Śląsku. - Po trzech miesiącach, czyli od sierpnia, zaczęliśmy pracować w pełnym wymiarze godzin. Tymczasem we wrześniu na wypłacie nadal była kwota o 200 zł niższa niż przed pandemią. Firma cięcia wynagrodzeń tłumaczy trudniejszą sytuacją na rynku - wyjaśnia mężczyzna.

"Bardziej opłaca się zapłacić mandat"

Grzegorz Sikora, rzecznik Forum Związków Zawodowych, zauważa z kolei, że nierzetelnym pracodawcom zbyt surowe kary nie grożą.

- Bardziej opłaca się im zapłacić mandat niż wynagrodzenia załodze. Maksymalna kara, jaką może nałożyć inspektor pracy za niepłacenie pensji, to 2 tys. zł - wyjaśnia.

Pracodawcy kręcą nosem, gdy pracownik chce dzień wolnego na ślub lub pogrzeb

Pracownicy zgłaszają też inne problemy z właścicielami firm. - Do stowarzyszenia STOP Nieuczciwych Pracodawcom dociera coraz więcej sygnałów odmowy jednodniowych urlopów. Szefowie nie chcą puszczać swoich podwładnych na wesela, pogrzeby czy inne uroczystości rodzinne. Krytycznie patrzą też na pomysł wyjazdu weekendowego do popularnych wśród turystów miejscowości. Brak zgody na urlop tłumaczą obawą przed koronawirusem - wyjaśnia Stowarzyszenie na swoim profilu.

Przedstawiciele organizacji zwracają uwagę, że pracodawcy nie mają prawa ingerować w prywatne plany swoich pracowników, ani żądać o tłumaczenia, w jaki sposób zamierzają spędzać wolny czas.

Czytaj też: Koronawirus. Prezeska Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych: Brakuje testów na koronawirusa