Firmy chcą nowej tarczy. Szef PFR: Nie uważam, że to ten moment. Dostały już pieniądze

Przybierająca na sile epidemia koronawirusa sprawia, że przedsiębiorcy znów czują się zagrożeni. Apelują, by premier Mateusz Morawiecki jak najszybciej przygotował szczegółowy plan walki z pandemią i wsparł branże, które najbardziej tego potrzebują. Paweł Borys, szef PFR twierdzi, że firmy dostały już pieniądze, które "powinny je zabezpieczać co najmniej do końca roku".

Przedsiębiorcy apelują, by rząd nie zwlekał i jak najszybciej przedstawił plan nowych działań osłonowych. Uważają bowiem, że epidemia koronawirusa nadal zagraża gospodarce. Wskazują branże, które w pierwszej kolejności powinny otrzymać nowe środki.

Przedsiębiorcy liczą na nowe wsparcie i jasną mapę działań rządu

-  Konieczne są kolejne odsłony tarcz, przede wszystkim dedykowanych dla tych branż, których sytuacja od marca niewiele się poprawiła, a nowe restrykcje ograniczają możliwości ich funkcjonowania - wyjaśnia cytowany przez "Rzeczpospolitą" Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. Wymienia branżę turystyczną, hotelarską, gastronomiczną, eventową, a nawet handel.

Wojciech Kostrzewa, prezes Polskiej Rady Biznesu w rozmowie z dziennikiem wyjaśnia, że biznes oczekuje precyzyjnych informacji dotyczących restrykcji. Jego zdaniem rząd powinien poinformować z wyprzedzeniem o kolejnych restrykcjach. - Wszyscy chcielibyśmy uniknąć totalnego lockdownu, dlatego na nieprzemyślane działania nie ma miejsca - stwierdził.

Zobacz wideo Czy kolejny lockdown jest konieczny?

Paweł Borys Szef PFR: Premier wyklucza pełen lockdown, firmy dostały już pieniądze

Wzrost zagrożenia ze strony koronawirusa dostrzega też Paweł Borys, szef Polskiego Funduszu Rozwoju. W rozmowie z Business Insiderem stwierdza jednak, że strategia walki z epidemią, którą przedstawił premier Mateusz Morawiecki, "obecnie wyklucza pełen lockdown."

- Odbicie gospodarcze w trzecim kwartale było bardzo dynamiczne i wchodzimy w obecną falę pandemii z aktywnością gospodarczą na poziomie ok. 95 proc. sprzed COVID-19, stabilnym rynkiem pracy, przyrostem depozytów firm o ponad 50 mld zł i dużą nadwyżką handlu - wyjaśnił Borys.

- To pokazuje, że sytuacja gospodarcza jest stabilna i nie wymaga - przynajmniej obecnie - aż tak znacznej skali pomocy publicznej jak w drugim kwartale. Nie uważam, że to już jest ten moment, kiedy potrzebne jest dodatkowe wsparcie - stwierdził prezes PFR.

Paweł Borys przypomniał też, że z tarczy finansowej PFR małe i średnie firmy otrzymały wsparcie w łącznej kwocie 61 mld zł. Po pomoc sięgnęło 345 tysięcy firm - Konstruując program zakładaliśmy, że pandemia będzie miała dłuższy wpływ na gospodarkę, stąd od razu środki te były znaczące i powinny zabezpieczać firmy i finansowanie miejsc pracy co najmniej do końca roku - wyjaśnił Borys.

Czytaj też: Zasiłek dla chorych na COVID-19. Sprawdź, czy ci nie przysługuje. Kluczowe miejsce zakażenia

Borys odniósł się też do krytyki dotyczącej znaczącego wzrostu długu publicznego. Uruchomienie tarcz wymusiło bowiem wyemitowanie obligacji, których łączna wartość może osiągnąć 200 mld zł.

- Alternatywą były masowe upadłości firm i skokowy wzrost bezrobocia. Koszt dla budżetu w takim scenariuszu też by był, tylko przy jednoczesnym olbrzymim koszcie społecznym - wyjaśnił Borys.

Podkreślił też, że główny cel w postaci ochrony miejsc pracy został osiągnięty. Jego zdaniem Polska na tle innych krajów odnotuje jeden z najniższych spadków PKB, a przyszły rok przyniesie solidne odbicie w gospodarce.