Duży koncern chciał zarobić krocie na leku przeciw COVID-19. Na razie się nie udało. Nie pomaga raport WHO

Zaraz po wybuchu pandemii akcjonariusze spółki Gilead Sciences myśleli, że udało im się zrobić interes życia. Remdesivir, opracowany przez nią lek na koronawirusa, miał wypchnąć akcje koncernu mocno w górę. Tak się jednak nie stało.
Zobacz wideo Czy druga fala kryzysu uderzy w rynek pracy?

To zdecydowanie nie tak miało wyglądać. Zaraz po tym, jak wybuchła pandemia, akcje Gilead Sciences zaczęły wyraźnie drożeć. Inwestorzy kupowali je z nadzieją, że jej lek przeciwwirusowy Remdesivir, początkowo tworzony z myślą o walce z gorączką krwotoczną Ebola i chorobą marburską, sprawdzi się również przy zakażeniach z koronawirusem. Tak zresztą sugerowały doniesienia z Chin, gdzie podano go pierwszym pacjentom chorym na COVID-19.

Koronawirus. Remdesivir podbijał kurs Gilead Sciences

W maju lek został w trybie nadzwyczajnym dopuszczony do stosowania w ciężkich przypadkach tej choroby w USA i wydawać się mogło, że droga do szerokiego stosowania została otwarta. Nic z tego. Gilead Sciences sprzedał dużo mniej dawek Remdesiviru niż spodziewali się analitycy, co przełożyło się również na kurs akcji koncernu. Od czasu wydania zgody na stosowanie leku w Stanach potaniały one o ponad 20 proc. i powróciły do poziomów sprzed pandemii.

Notowania Gilead Sciences na NASDAQNotowania Gilead Sciences na NASDAQ Investing.com


Co gorsza, inwestorzy nie wierzą też, że Gilead Sciences zarobi bardzo dużo na aktualnej wersji leku. W czwartek Światowa Organizacja Zdrowia podała, że jej międzynarodowe badanie terapii COVID-19 wykazało, że Remdesivir nie miał istotnego wpływu na długość pobytu pacjentów w szpitalu ani na szanse ich przeżycia.

Badanie nie było recenzowane przez zewnętrznych ekspertów i zapewne dlatego Gilead natychmiast mógł je mocno skomentować, twierdząc, że wyniki WHO są "niespójne z bardziej solidnymi dowodami".

Tanie sterydy pomagają ciężko chorym

Może i tak, ale od czasu wybuchu pandemii minęło już kilka długich miesięcy i amerykańscy lekarze odkryli na przykład, że w wypadku ciężkich przypadków COVID-19 pomocne, a czasem i skuteczniejsze, są dużo tańsze od Remdesiviru sterydy, a podawanie tego leku lżej chorym nie wydaje się rozwiązaniem optymalnym. Tutaj przypomnijmy, że pięciodniowa dawka Remdesiviru kosztuje 3120 dol. lub 2340 dol., jeżeli kupującym był amerykański rząd.

Ostrożne stosowanie leku opracowanego przez Gilead widać w danych, do których dotarł Reuters. Z podsumowania amerykańskiego Departamentu Zdrowia wynika, że w drugim kwartale szpitale w USA kupiły tylko 32 proc. z pakietu pół miliona dostępnych pięciodniowych porcji Remdesiviru. Nie widać też, by lek był rozchwytywany na świecie - Unia Europejska, drugi odbiorca leku po USA, w lipcu kupił np. tylko 30 tys. jego pięciodniowych porcji za 74 mln dol. Nie są to imponujące zakupy.

Tak więc wydaje się, że Gilead Sciences nie zarobi rekordowo dużo teraz na swoim "antycovidowym" wynalazku. Ale może to się zmienić jeszcze w przyszłości. Firma pracuje nad kolejną formą leku, ma być sprzedawany w formie aerozolu wziewnego i wtedy też będzie go można podawać pacjentom w leczeniu pozaszpitalnym.

Tekst pochodzi z bloga PortalTechnologiczny.pl.