W nocy z czwartku na piątek w USA odbyła się debata prezydencka. Urzędujący prezydent Donald Trump i Joe Biden, reprezentant pragnącej odzyskać władzę Partii Demokratycznej, spierali się wirtualnie, ale ostro. To ostatni tego typu pojedynek przed zaplanowanymi na 3 listopada wyborami.
Ostatnie dane mówią o tym, że obecna głowa państwa zaczęła odrabiać straty. Czy batalia kandydatów przechyliła zwycięstwo na którąś ze stron?
Debatę ocenił dla Gazeta.pl dr Tomasz Płudowski, amerykanista. Jego zdaniem spotkanie było bardziej cywilizowane niż poprzednia debata, ale nie padł żaden nokaut. - Nie sądzę, by postawy wyborców miały ulec zmianie - stwierdził.
Jak wypadli poszczególni kandydaci? W opinii dr. Płudowskiego Donald Trump upraszcza przekaz, żeby dotrzeć do większej liczby wyborców. - Wypowiada się jak małe dziecko, używa prostego słownictwa, mówi często "nowy", "duży", "piękny" - ocenił ekspert.
Zdaniem Płudowskiego Joe Biden jest po prostu lubiany. - Ludzie patrzą na niego i mówią "to jest równy gość, który jeździ używanym samochodem i chodzi na piwo". Amerykanista przyznał jednak, że kandydat Demokratów ma również wady. - Jeśli chodzi o ogóle wrażenie, Biden wypada gorzej, ma mniej energii i widać po nim kilkuletnią różnicę wieku. Częściej się myli, wolniej reaguje - stwierdził.
Ekspert ocenił też, czy ewentualna wygrana Bidena może być przełomem. - Jeśli Biden wygra, to będzie prezydentem przejściowym pomiędzy Trumpem a czymś nowym. Ameryka jest w punkcie przełomowym. Musimy czekać na to, co nowego się tam wykrystalizuje.
Zdaniem Płudowskiego pełen powrót do polityki sprzed ery Trumpa będzie jednak bardzo trudny. - Czy USA wrócą do tego co było, czy popadną w większy konflikt z Chinami? Czy popadną w jeszcze konflikt z organizacjami międzynarodowymi? Tego nie wiemy - stwierdził.
Dr Płudowski ocenił też retorykę obu kandydatów. - Trump wręcz obsesyjnie wypominał Bidenowi, że "przez osiem lat" był wiceprezydentem u boku Obamy. Biden z kolei uciekał się do znanych figur retorycznych. "Siedzicie przy wspólnym stole i zastanawiacie się, czy stać was na opony" - mówił, odwołując się wyraźnie do klasy średniej.
Zdaniem Płudowskiego obie strony dyskusji miały zarówno mocne, jak i słabe momenty. Bidenowi udało się jednak bardziej zaakcentować swoją odmienność. "Różnica pomiędzy mną a tobą to różnica charakteru" - stwierdził, zwracając się do Trumpa.
Amerykanista podkreślił też, że na wyborcze nastroje w USA ma wpływ koronawirus. - Trump gra w starą grę, zrzuca odpowiedzialność za koronawirusa w pełni na Chiny. Nazywa koronawirus "chińskim wirusem" - wyjaśnia Płudowski.
Zdaniem eksperta epidemia ma wpływ na kampanię. - Pojawił się koronawirus, a wraz z nim bezrobocie. Paniki po stronie Trumpa jednak nie widziałem - podsumował.
Dziennikarz Daniel Dale ocenił bardzo krytycznie postawę prezydenta Trumpa. - To było bombardowanie nieprawdą na duże i małe tematy. Biden nie był idealny, było kilka nieprawdziwych czy mylących stwierdzeń. Z Trumpem nie wiedzieliśmy, które zdanie wybrać do sprawdzenia - powiedział. Jake Tapper z CNN stwierdził, że prezydent zachowywał się lepiej niż podczas pierwszej debaty, ale "kłamał jak Pinokio".
Debata, która odbyła się w czwartkową noc i tak może przejść do historii jako udana. Poprzednia, do której doszło 30 września, została określona przez komentatorów jako "gorący bałagan w płonącym śmietniku, we wraku pociągu" - czyli katastrofa.