Polska zaskarżyła "pakiet drogowy" do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Polska zaskarżyła pakiet drogowy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu - dowiedziała się korespondentka Polskiego Radia w Brukseli Beata Płomecka. Chodzi o przepisy zaostrzające zasady w transporcie międzynarodowym dotyczące czasu pracy i płacy kierowców. Przeciwko nim protestowały też inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, ale to Polska, która ma największą flotę transportową w całej Unii Europejskiej, najbardziej odczuje zmiany w regulacjach.

Warszawa skierowała trzy skargi na pakiet drogowy, zwany również pakietem mobilności. Zdaniem polskiego rządu zaskarżone przepisy ograniczają swobodę świadczenia usług transportowych w Unii Europejskiej. Nasze władze podkreślają, że kierując skargi, występują w obronie polskich przewoźników drogowych, a także w obronie wspólnego rynku i zasad konkurencji przed protekcjonizmem, którego przejawem są zaskarżone przepisy.

Pakiet ma ograniczać swobodę świadczenia usług przewozowych

Pakiet w sposób naruszający zasadę proporcjonalności ogranicza swobodę świadczenia niektórych usług przewozowych - argumentuje polski rząd. Według Warszawy wynika to z przyjęcia arbitralnych kryteriów zastosowania przepisów o delegowaniu pracowników do przewozów transportowych, a także ograniczeń w wykonywaniu przewozów kabotażowych. Rząd argumentuje też, że zaskarżone przepisy nie uwzględniają sytuacji gospodarczej przewoźników z państw położonych peryferyjnie.

Zobacz wideo Maciejewska: Premier kręci nosem na pieniądze na zieloną transformację

Podkreśla również, że przepisy nie uwzględniają wymogów ochrony środowiska naturalnego. Chodzi o obowiązkowy powrót ciężarówek raz na 8 tygodni do krajów, w których rejestrowane są firmy. Tak zwane puste przebiegi będą się wiązać z dodatkową emisją CO2. Ten wymóg będzie również szczególnie dotkliwy dla przewoźników posiadających siedzibę w znacznej odległości od geograficznego centrum Unii. Polska podkreśla, że takie regulacje naruszają postanowienia traktatów, które wymagają uwzględnienia przy przyjmowaniu środków w dziedzinie transportu ich wpływu między innymi na poziom zatrudnienia w pewnych regionach, a także na sytuację gospodarczą przewoźników. 

Czytaj więcej: Przewoźnicy autokarowi: Jesteśmy zgniłym jabłkiem, którego nikt nie chce, a wcześniej się o nas bili [WYWIAD]

Warszawa krytykuje unijne ustalenia

Według Polski, przyjęte w pakiecie rozwiązania ignorują już i tak trudną sytuację przewoźników w czasie pandemii koronawirusa. Ponadto w skargach są zarzuty dotyczące skróconego terminu wdrożenia dyrektywy. Ustanawia ona 18-miesięczny okres na implementację skarżonych przepisów, nie uwzględniając tego, że przewoźnicy będą musieli dostosować się do wymogów, które wprowadzają zasadnicze zmiany w modelu świadczenia usług transportu międzynarodowego. Warszawa krytykuje też arbitralne określenia miejsc, w których kierowcy są zobowiązani do odbioru odpoczynku. A to - jak argumentuje polski rząd - ogranicza możliwość swobodnego dysponowania przez kierowcę czasem wolnym.

Kiedy przepisy były przyjmowane przez kraje członkowskie, 8 państw było przeciwnych. Na protekcjonizm gospodarczy oprócz Polski wskazywały także Węgry, Litwa, Łotwa, Rumunia, Bułgaria, oraz Malta i Cypr. Z kolei w Parlamencie Europejskim zgodnie przeciwko pakietowi głosowali polscy europosłowie, ponad podziałami. 

Czytaj więcej: Liczba osób na kwarantannie zbliżyła się do pół miliona. Od początku miesiąca wzrost o 220 proc. [WYKRES DNIA]