W czwartek wieczorem w mediach społecznościowych pojawiło się oświadczenie Mateusza Morawieckiego. Premier ogłosił w nim, że "po raz pierwszy od dwóch miesięcy średnia liczba zarażeń zaczęła spadać, jednak dystans, jaki dzieli nas od narodowej kwarantanny, nadal jest niewielki i nie pozwala na swobodę".
W rozmowie z "Super Expressem" wicepremier Jarosław Gowin wypowiedział się na temat lockdownu, który w pewnym momencie zaczął być realną perspektywą. - Tydzień temu premier Morawiecki podał kryteria określające, czy i kiedy może nastąpić szerokie zamknięcie kraju. Na szczęście w ostatnich dniach krzywa zachorowań się spłaszczyła. Dlatego wstrzymaliśmy się z decyzją o kolejnych obostrzeniach. I oby tak pozostało - powiedział.
Spadek liczby zachorowań można powiązać z mniejszą liczbą testów, jakie wykonywano w ostatnich dniach. Gowin zapewnił, że "statystki od początku pandemii są prowadzone bardzo rzetelnie i nie ma mowy o jakichkolwiek manipulacjach". - Proszę zwrócić uwagę na procedury wprowadzone właśnie w Niemczech. Testowane będą tam wyłącznie osoby, które spełniają trzy kryteria równocześnie: mają objawy choroby, miały dłuższy kontakt z zakażonym oraz należą do grup podwyższonego ryzyka. Osobna sprawa to niemieckie rozwiązania co do kwarantanny. Trafia na nią bez porównania mniej osób niż w Polsce - dodał.
Gowin zauważył również, że niemal niemożliwe byłoby wysyłanie wszystkich osób na kwarantannę, które według przewidywań faktycznie miałyby na nią trafić. - Jeśli dziennie zakaża się ponad 20 tys. osób, to teoretycznie każdego dnia powinniśmy na kwarantannę kierować grubo powyżej stu tysięcy Polaków. A to przecież nierealne i niewykonalne - zauważył.
W dalszej części rozmowy wicepremier oszacował, ile budżet państwa kosztowała wiosenna fala epidemii koronawirusa. - Wiosenny lockdown kosztował nas wszystkich ok. 150 mld złotych. Mówię: nas wszystkich, bo to przecież nie jakieś mityczne środki budżetowe. Rząd nie ma własnych pieniędzy. Dysponuje wyłącznie pieniędzmi podatników, czyli każdego z nas. Środki z wiosennej tarczy zostały bardzo dobrze wykorzystane do ratowania milionów miejsc pracy i tysięcy polskich firm. W ten sposób wzrósł jednak dług publiczny, który nasze i następne pokolenie będą musiały spłacić - podsumował.
Jarosław Gowin wyjaśnił także, dlaczego rząd wzbrania się przed wprowadzeniem jesiennego lockdownu. - Koszty zamknięcia gospodarki jesienią, gdyby zrobić to na okres tak długi jak wiosną, czyli sześć tygodni, byłyby zapewne tylko trochę niższe. Dlatego konsekwentnie podkreślam, że pełne zamknięcie gospodarki to absolutna ostateczność. Oznaczałoby to zresztą nie tylko straty finansowe. Dramatycznie pogorszyłyby się też możliwości utrzymywania służby zdrowia. Nastąpiłby tragiczny efekt domina - powiedział.
Na koniec wicepremier ostrzegł, że "z fatalnymi skutkami lockdownu borykalibyśmy się przez długie lata" i powtórzył, że "musimy zrobić wszystko, aby do tego nie doprowadzić".