Duże kłopoty Nord Stream 2. Statek wraca do Rosji. Możliwe, że w Bałtyku "utopiono" nawet 10 mld euro

Amerykańskie sankcje skutecznie hamują dokończenie budowy gazociągu Nord Stream 2 biegnącego z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

Rosyjski statek Akademik Czerskij opuścił pod koniec tygodnia niemiecki port Mukran na wyspie Rugia i popłynął do Kaliningradu. Rosyjska jednostka miała dokończyć budowę gazociągu Nord Stream 2 biegnącego po dnie Bałtyku z Ust-Ługi w Rosji do Greifswaldu w Niemczech. Jednak dotąd nie udało jej się położyć ani jednej rury na wodach duńskich, gdzie pozostało do wybudowania jeszcze około 120 km - cała długość Nord Stream 2 wynosi 1230 km.

Minister zdrowia Adam NiedzielskiZaświadczenia od podróżujących. Niedzielski straszy branżę hotelarską

Dzień przed wyruszeniem do domu statku Akademik Czerskij, bardzo ważny dla Gazpromu i Putina projekt, spotkała inna przykra niespodzianka. Spółka DNV GL, norweski gigant na globalnym rynku specjalistycznych usług certyfikacyjnych, ubezpieczeniowych i doradczych dla różnorodnych projektów realizowanych na morzu, poinformowała, że zawiesza prace przy projekcie Nord Stream 2 z powodu obaw, że spadną na nią amerykańskie sankcje.

Tym samym praktycznie do zera spadły szanse na to, że druga nitka Gazociągu Północnego zostanie zbudowana pierwotnie, tak jak planowano do końca tego roku. Rośnie za to ryzyko, że nie powstanie w ogóle.

Zobacz wideo

Skuteczne amerykańskie sankcje

Powyższe wydarzenia trzeba łączyć z energicznymi działaniami Amerykanów. USA są przeciwne budowie Nord Stream 2, ponieważ uważają, że to jeszcze mocniej uzależni Europę od dostaw gazu z Rosji i ułatwi Kremlowi naciski na kraje Europy Wschodniej i Środkowej - w tym Ukrainę i Polskę. Ponadto Ameryka sama chce sprzedawać europejskim państwom gaz - w postaci skroplonej i pozyskiwany m.in. metodą łupkową.

To dlatego administracja Donalda Trumpa w grudniu ubiegłego roku nałożyła sankcje na firmy biorące udział w konstruowaniu gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku. Zagroziła, że jeżeli nie przerwą swych prac w ciągu miesiąca od ogłoszenia sankcji, to ich aktywa mogą zostać zamrożone przez amerykańskie władze, a głównych menedżerów dotknie zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych. To mocno podziałało.

Tuż przed świętami w ubiegłym roku szwajcarsko-holenderska spółka AllSeas, która układała rury Nord Stream 2, przerwała prace przy projekcie i nie wznowiła ich do dzisiaj.

Rosjanie odgrażali się, że dokończą budowę gazociągu samodzielnie. Po to właśnie do Mukranu, gdzie znajduje się baza logistyczna projektu, skierowano statek Akademik Czerskij, ale jak widać, na razie nic to nie dało. Budowa stoi już prawie rok. 

Black Friday we WroclaviiSzturm na galerie handlowe. Tłumy w sklepach po luzowaniu obostrzeń

Ponadpartyjne porozumienie

Amerykanie chcą mieć pewność, że nie zostanie wznowiona. Dlatego w październiku podjęli decyzję o zaostrzeniu sankcji uderzających w kontrowersyjny projekt. Obostrzenia mają spaść nie tylko na firmy budujące Nord Stream 2, ale również na wszystkie inne, które pomagają im sprzętowo lub finansowo - w tym ubezpieczeniowe.

Co gorsza, dla takich spółek jak DNV GL, zaostrzenie sankcji odnośnie Nord Stream 2 jest popierane w Stanach zarówno przez Demokratów, jak i Republikanów. Na mocy porozumienia pomiędzy Izbą Reprezentantów a Senatem, zapisy o nowych sankcjach trafią do ustawy o wydatkach obronnych (NDAA) na rok podatkowy 2021. Gazprom i pięć jego europejskich partnerów w budowie Nord Stream 2 - niemieckie spółki Uniper i Wintershall, angielsko-holenderski Shell, austriacki OMV i francuski Engie - mają więc poważny problem. Możliwe, że "utopili" w Bałtyku nawet 10 mld euro

Jagna Marczułajtis-WalczakPosłanka opozycji Jagna Marczułajtis-Walczak ujawnia, o czym rozmawiała z szefem PiS