Od 12 lutego zaczynają obowiązywać mniej restrykcyjne obostrzenia. Działalność - w ograniczonym zakresie - wznowić mogą m.in. hotele oraz baseny. Nie wiadomo jednak, czy wszystkie obiekty się otworzą. Przedstawiciele branży zwracają uwagę na niejasności w opublikowanym rozporządzeniu.
Jeden z właścicieli obiektów na Dolnym Śląsku w rozmowie z "Polska The Times" wyjaśnia, że zapisy nie są precyzyjne. W ustawie, która reguluje działalność branży znajduje się słowo "pływalnia". "To obiekt kryty lub odkryty, który ma trwały brzeg i dno i uzdatnianą wodę" - wyjaśnia rozmówca dziennika.
Tymczasem w rozporządzeniu znajduje się słowo "basen", które w obiegu prawnym nie występuje. "Rząd używa nieprawnych określeń" - twierdzi właściciel jednego z obiektów.
Dodaje, że wiele z nich ma dodatkową infrastrukturę - część rekreacyjną, sportową, jacuzzi. Wiele posiada też zjeżdżalnie. Czy mogą działać, skoro aquaparki - zgodnie z rozporządzeniem - nadal mają być zamknięte? "W którym momencie basen staje się aquaparkiem? Czy jest nim już na przykład, gdy w obiekcie jest zjeżdżalnia dla dzieci?" - pyta przedstawiciel branży.
Inni przedsiębiorcy przyznają, że chociaż na ich terenie znajdują się normalne baseny, to działać nie mogą. Bo figurują w ewidencji jako aquaparki.
Od 12 lutego będą mogły być otwarte hotele i miejsca noclegowe oraz baseny i kina, teatry, filharmonie. W obiektach tych dostępne będzie jednak tylko 50 proc. miejsc w obiekcie.
Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński zapowiedział, że otwarcie obiektów ma charakter warunkowy i po dwóch tygodniach może zostać cofnięte. Przedstawiciele dużych sieci kin - Helios i Multikino - zapowiedzieli już, że nadal pozostaną zamknięte.
Czytaj też: Koalicjant chciał danych, premier pokazał slajdy. O "strategii rządowej"