Mieszkańcy Bogatyni, na której terenie znajduje się kopalnia Turów, zablokowali granicę z Czechami. Protest samochodowy rozpoczął się na rondzie w Kopaczowie po godz. 14.15 - informuje "Gazeta Wyborcza". Pojazdy, w tym czeskie samochody ciężarowe, stanęły w korku.
Pierwszy protest mieszkańców odbył się już w piątek, gdy TSUE nakazała wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów. Kolejne protesty mają odbyć się w tym tygodniu.
Podczas wizyty w Bogatyni, wicepremier Jacek Sasin poinformował, że intencją rządu jest by zespół kopalni i elektrowni Turów funkcjonował co najmniej do końca koncesji, czyli do 2044 roku. Powiedział również, że dokumenty strategiczne dotyczące procesu odchodzenia w Polsce od produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego i brunatnego aż do połowy wieku są gotowe i będą przedmiotem konsultacji społecznych.
- Po przyjęciu przez rząd dokument stworzy perspektywę dla załóg, pokaże, jaki będzie harmonogram wyłączania poszczególnych bloków - mówił Jacek Sasin podczas spotkania z dziennikarzami.
Minister aktywów państwowych podkreślił, że w żadnym wypadku nie mogą to być zmiany gwałtowne. Jego zdaniem "próbą dzikiej transformacji" byłoby uwzględnienie postanowienia TSUE. Sasin dodał, że nie tyle oznaczałoby to wstrzymanie wydobycia na pewien czas, ile też zlikwidowanie kopalni i elektrowni.
Wykonanie tego postanowienia byłoby katastrofalnym ciosem w polską energetykę i gospodarkę. Elektrownia Turów produkuje 8 proc. energii, w żadnym wypadku nie możemy z tej energii zrezygnować. Wykonanie tego postanowienia pociągnęłoby ze sobą katastrofalne skutki ekonomiczne. 80 tys. osób, uwzględniając rodziny, utrzymuje się z tego zakładu. To miejsce współpracy trzech tysięcy firm, które zostałyby skazane na zagładę
- mówił Sasin.