Afera mailowa. Dworczyk miał zamówić patriotyczne albumy u znajomego wydawcy. Za 80 tys. zł

"Muszę sprzedać szybko 1000 egz. by nie popaść w kłopoty" - w taki sposób wydawca albumu patriotycznego miał rzekomo apelować do Michała Dworczyka o zakup 500 egzemplarzy tego wydawnictwa. Ostatecznie KPRM miał przeznaczyć na albumy nawet 80 tys. zł.

Co zrobić, jeśli wydasz album o treści patriotycznej, który niezbyt dobrze się sprzedaje? Napisz do kolegi z rządu. Tak w skrócie można by opisać transakcję, która rzekomo miała miejsce między Michałem Dworczykiem z KPRM a szefem jednego z wydawnictw specjalizującego się w publikacjach patriotycznych. 

40 tys. na albumy. "Muszę szybko sprzedać"

O rzekomej transakcji mowa jest w jednym z e-maili, który pochodzić ma ze skrzynki Dworczyka. "Czołem Michale, pytanie dość dla mnie istotne, czy możecie kupić chociaż 500 egzemplarzy po 200 zł tego rocznicowego albumu" - pisze wydawca do szefa KPRM.

Jak tłumaczy "wiele firm i kolegów z różnych fundacji obiecało pomoc", ale "nikt nie dotrzymał słowa". "Muszę sprzedać szybko 1000 egz. by nie popaść w kłopoty" - informuje wydawca. 

"Poproś, żeby kupili 200 sztuk". A potem kolejne 200. 

Michał Dworczyk miał propozycję wydawcy częściowo zaakceptować. "Poproś [...], żebyśmy kupili 200 sztuk, o ile mamy na to kasę" - miał, jak wynika z opublikowanego przecieku, napisać.  Jeśli polecenie Dworczyka okazałoby się prawdą, oznaczałoby to wydatek na albumy sięgający 40 tys. zł. 

Możliwe jednak, że ostatecznie albumów zakupiono 400. Z kolejnych maili, których treść zdradza m.in. "Gazeta Wyborcza" wynika, że wydawca poprosił Dworczyka o zakup kolejnych 200 sztuk albumu. "Drukarnia i grawer mnie duszą" - miał argumentować. 

Opozycja żąda wyjaśnień. "Koleś dostał 40 tys. zł czy nie?"

Wyciek maila skomentowali przedstawiciele opozycji. "A czy prokuratura zbada, jak minister daje kolesiowi zarobić 40 tys. zł? Prokuratura łatwo sprawdzi, czy mail jest prawdziwy. Nie da się udawać bez końca, że nie ma tematu, bo "atak hakerski". Koleś dostał 40 tys. zł czy nie?" - napisał na Twitterze Tomasz Siemoniak.

Nie wiadomo, czy maile opublikowane przez hakerów, którzy mieli je wykraść ze skrzynki Michała Dworczyka, są autentyczne. Rząd nie potwierdza ani nie zaprzecza autentyczności opublikowanej do tej pory korespondencji. 

Więcej o: