W raporcie komisji ds. wydatków publicznych czytamy, że negatywne skutki wyjścia z Unii Europejskiej odczuwają przede wszystkim mali i średni przedsiębiorcy. To oni na co dzień stykają się z biurokracją i zmieniającymi się często przepisami.
- Kompletny chaos. Brexit uderza przede wszystkim w biznes. Nie ma zwycięzców. Nie wygrywa Unia. Nie wygrywa Królestwo. Z pewnością traci klient - narzeka w rozmowie z Polskim Radiem Daniel Lambert, właściciel firmy sprowadzającej na Wyspy wina.
Przedsiębiorca podkreśla, że w zeszłym roku koszty transportu z kontynentu wzrosły dla niego dwukrotnie. Przed brexitem przewiezienie palety kosztowało ok. 150-260 funtów. Teraz - około 450 funtów. Tak dużą podwyżkę muszą odczuć konsumenci, na których ten koszt zostanie przerzucony.
Jedną z wielkich obietnic brexitu było uwolnienie brytyjskich firm, aby dać im pole do maksymalizacji produktywności i wkładu w gospodarkę. Co jeszcze bardziej potrzebne jest teraz na długiej drodze do wyzdrowienia po pandemii. Jednak dotychczas jedynym możliwym do wykrycia skutkiem są zwiększone koszty, formalności i opóźnienia na granicach - powiedział portalowi dziennika "The Independtent" Dame Meg Hillier, przewodniczący komisji ds. wydatków publicznych.
Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl.
Według portalu komisja "wielokrotnie" zgłaszała obawy dotyczące wpływu nowych ustaleń handlowych i swoje zaniepokojenie. Ostrzegała, że zakłócenia będą się nasilać wraz z ustępowaniem pandemii.
Lambert za obecny chaos wini przede wszystkim administrację Borisa Johnsona. Rząd brytyjski nie ucieka od odpowiedzialności i stara się złagodzić problemy. Pomoc dla przedsiębiorców ma działać dwutorowo. Krótkofalowo ma pomóc specjalny fundusz wspierania małych firm m.in. zawierający darmowe porady. Długofalowe zmiany na lepsze mają przynieść umowy handlowe zawarte z państwami spoza Unii.
Problemy mają jednak się mnożyć szczególnie w portach np. w Dover, gdzie urzędnicy UE przeprowadzają kontrole graniczne po stronie brytyjskiej. Dover było już z tego powodu nękane długimi kolejkami ciężarówek ustawionych wzdłuż dróg prowadzących do portu.
Komisja ds. wydatków publicznych podkreśla, że wpływ brexitu na transport jest nie do końca widoczny, ponieważ COVID-19 doprowadził do dużego spadku liczby pasażerów.
Jak jednak podaje "The Independent", Komisja Europejska stwierdziła, że jeśli w tym roku liczba pasażerów transgranicznych wzrośnie zgodnie z oczekiwaniami, "istnieje możliwość zakłóceń na granicy", co jeszcze pogorszy odprawy w portach w ramach nowego systemu wjazdów i wyjazdów z i do UE.
Lokalna posłanka prawicy Natalie Elphicke mimo to broni decyzji o wyjściu z UE i tłumaczy, że wielkie kolejki ciężarówek przy porcie w Dover, które pojawiły się po brexicie to nie wina rządu, czy samego brexitu. Polityczka o problemy obwinia "unijną biurokrację".
W podobnym tonie wypowiada się David Frost, czołowy polityk Konserwatystów i zwolennik twardego brexitu. Frost napisał na Twitterze, że "raport jest powierzchowny i nie prezentuje całego obrazu". Jako winowajcę obecnych problemów również wskazuje Unię Europejską, która według niego "wierzy w protekcjonizm".
***
Mieszkania będą tanieć w 2022 roku? Czy Polacy będą mieli problem ze spłacaniem rat? Zadaj swoje pytanie (na adres: news_gazetapl@agora.pl.), na które z ekspertką odpowiemy w programie 'Q&A Gazeta.pl'. W czwartek 10 lutego o godzinie 12:30 na żywo gościnią Gazeta.pl będzie Katarzyna Kuniewicz, analityczka rynku mieszkaniowego w Obido. Zapraszamy!