Rząd chce zrobić dziurę w limicie długu. "Stan finansów jest tragiczny albo to ustawka"

Rząd chce wyłączenia wydatków zbrojeniowych z konstytucyjnego progu zadłużenia. Powód jest ważki - podwyższona konieczność ochrony kraju po inwazji Rosji na Ukrainę. Nie wszyscy ekonomiści pochwalają jednak pomysł rządu, część wietrzy podstęp.

Jedną z propozycji zmian w Konstytucji, które w poniedziałek zaproponował rząd, jest wyłączenie z progu zadłużenia publicznego wydatków na armię i zbrojenia. Co to oznacza w praktyce?

Dziś mamy w Konstytucji ściśle określony próg długu publicznego w relacji do PKB. Nie może on przekraczać 60 proc. Jeśli rząd to zrobi - jawnie złamie ustawę zasadniczą. De facto już po przekroczeniu 55 proc. zaczyna się kłopot, bo zgodnie z ustawą o finansach publicznych oznacza to m.in. zakaz deficytu w budżecie czy waloryzacji płac w budżetówce. Ale te 60 proc. to już naprawdę taki płot elektryczny, którego nikt dotknąć nie chce.

Dotychczas rządy w obliczu zwiększonych potrzeb wydatkowych stosowały trik i wypychały część wydatków do funduszy pozabudżetowych, które do konstytucyjnej reguły się nie wliczają. Zdarzało się to i rządom PO-PSL, ale do perfekcji w tej metodzie doszedł Mateusz Morawiecki, który przerzuca poza budżet, m.in. do funduszu covidowego w państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego, niebotyczne kwoty.

Na koniec trzeciego kwartału 2021 r. różnica między zadłużeniem publicznym według polskiej metodologii (która liczy się do progu konstytucyjnego) a pełnym długiem (wraz z funduszami pozabudżetowymi) raportowanym do europejskiego Eurostatu wyniosła ponad 258 mld zł. To pierwsze na koniec lutego Ministerstwo Finansów szacuje na ok. 1 bln 144 mld zł, to drugie na koniec września 2021 r. przekroczyło 1,4 bln zł. O ile więc według europejskiej metodologii jesteśmy dość blisko - choć nie dramatycznie - progu 60 proc. PKB (56,6 proc. w trzecim kwartale 2021 r.), o tyle według tej rządowej znacznie dalej (według niej nasz dług wynosi ok. 50 proc. PKB). 

embed
Zobacz wideo Piechota: Należy ograniczyć przewozy przez polsko-białoruską granicę

Władmir Putin podczas spotkania z przywódcami Indii i Chin (zdjęcie archiwalne/ilustracyjne, pochodzi z roku 2016)Ambasadorka Rosji: Władimir Putin przyjedzie na szczyt G20

Ograniczenia i limity nie interesują rządu

Rząd przekonuje, że reguła konstytucyjna wiąże mu ręce, więc w obliczu ważnych wydatków (pandemia, wojna) musi sobie jakoś radzić. Część ekonomistów zwraca jednak uwagę, że wypychanie wielkich kwot poza budżet czyni polskie finanse publiczne nieprzejrzystymi, a także pozbawia Parlament kontroli nad wieloma wydatkami rządowymi. 

Dla finansowania zwiększonych wydatków na armię rząd również planuje skorzystać z tego manewru. Podpisana kilka dni temu przez prezydenta ustawa o obronie ojczyzny, zakładająca przeznaczanie 3 proc. PKB na obronność już od 2023 r., wskazuje na pozabudżetowe źródła finansowania poprzez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych.

Rząd spokojnie mógłby więc dalej obchodzić konstytucyjny limit zadłużenia. Z jakiegoś powodu postanowił go jednak także dodatkowo spróbować poluzować i wyciągnąć poza niego wydatki na armię. Do tego jednak potrzebuje głosów części opozycji.

Plusem wyłączenia wydatków na armię z konstytucyjnego limitu zadłużenia mogłoby być zwiększenie przejrzystości finansów publicznych i większa kontrola parlamentarna nad nimi. Ekonomiści widzą jednak i minusy takiego ruchu. Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu", uważa, że lepszym rozwiązaniem byłoby podniesienie konstytucyjnego limitu zadłużenia do 70 proc., ale bez wykluczania wydatków na obronność.

Mateusz Urban, ekonomista z Oxford Economics, podaje podobny argument co Morawski. Wskazuje, że jeśli w ogóle coś wyłączać spod reguł fiskalnych, to prędzej wydatki na konkretnie inwestycje z określonym horyzontem. Przykładowo, na łonie UE pojawiają się pomysły, aby do unijnych limitów długu nie wliczać wydatków na transformację energetyczną. Tyle, że różnica między nimi a wydatkami na obronność jest taka, że te pierwsze to inwestycja, którą zrealizujemy i koniec - te wydatki nie będą się ciągnąć w nieskończoność. Tymczasem wydatki na armię to stały punkt budżetu.

Dość podobną opinię ma Adrian Zwoliński, ekonomista z SGH. Zwraca uwagę, że w obliczu epokowych problemów można by czasowo podnieść limit długu do PKB (mówi nawet o 90 proc.). Jednak wyłączanie jakichś wydatków spod limitu mogłoby być zbyt niebezpiecznym precedensem, który będzie zachęcał do dalszego luzowania reguł w przyszłości. 

A może jednak twarde zasady powinny iść do lamusa?

Z drugiej strony, proponując wyłom w konstytucyjnej regule zadłużenia, rząd ponownie otworzył trwającą wśród ekonomistów od lat dyskusję, czy w ogóle limit konstytucyjny na poziomie 60 proc. PKB przystaje do obecnych czasów. Był on bowiem ustalony ponad 20 lat temu i wówczas przydawał polskim finansom publicznych wiarygodności przed zagranicą.

Dziś jesteśmy już w zupełnie innym miejscu i część ekonomistów jest zdania, że kurczowe trzymanie się tych 60 proc. nie jest już tak potrzebne. Nie chodzi oczywiście o zupełne usunięcie reguł fiskalnych - to aberracja - ale o ich uelastycznienie. 

Taki postulat przedstawił m.in. Jan J. Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii. On chwali pomysł wyłączenia z konstytucyjnego limitu zadłużenia wydatków na armię, choć uważa, że lepiej byłoby od razu wygumkować tę regułę "zastępując ją elastycznymi standardami fiskalnymi i demokratyczną Społeczną Radą Fiskalną". 

Funkcjonalne podejście do finansów publicznych zakłada właśnie skupienie na realnym cyklu, potrzebach społecznych, środowiskowych i gospodarczych, a nie obsesję sztywnej reguły. Reguły to "konkurs piękności" polityków, a przecież realnie chodzi nie o liczbę - a cel wydatków

- pisze Zygmuntowski.

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Wojciechowski: chodzi o zwykły szantaż

Otwarte pozostaje też pytanie po co rząd chce wyłączać wydatki na armię spod konstytucyjnego limitu zadłużenia, skoro ma sprawdzony patent na jego omijanie (fundusze pozabudżetowe), i nie potrzebuje do tego pomocy opozycji.

Paweł Wojciechowski, były minister finansów, a dziś doradca ekonomiczny Szymona Hołowni, uważa, że chodzi o szantaż moralny. "Nie chcecie podniesienia limitu, to nie czepiajcie się przejrzystości" - wyjaśniał swoją teorię Wojciechowski w rozmowie z TOK FM.

Propozycja rządu dziwi także dr Sławomira Dudka, głównego ekonomistę fundacji FOR. Zauważa on, że rząd wcale nie jest blisko złamania konstytucyjnej reguły długu, brakuje mu do niej setek miliardów złotych (przy założeniu braku załamania gospodarczego).

Albo prawdziwy stan finansów jest tragiczny i kłamiecie, albo to jest ustawka polityczna

- pisze na Twitterze Dudek.

Władimir Putin podczas spotkania z górnikami (zdjęcie archiwalne)Kanclerz Niemiec przeciwny zakazowi importu rosyjskiej ropy i gazu

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl

Więcej o: