Roman Abramowicz zbiedniał przez sankcje i prosi znajomych o pieniądze? Miał zwrócić się do Rothschildów

Sankcje uderzyły po kieszeni Romana Abramowicza. Według portalu Page Six, rosyjski oligarcha prosił swoich bogatych znajomych ze Stanów Zjednoczonych o pieniądze na opłacenie pracowników.

Unia Europejska i Wielka Brytania nałożyły sankcje na rosyjskich oligarchów w związku z rosyjską inwazją na Ukrainę. Restrykcje dotknęły m.in. Romana Abramowicza. Brytyjski rząd zamroził jego aktywa i zakazał wstępu na Wyspy, a kilka jego luksusowych jachtów zostało zarekwirowanych. Rosyjski miliarder został również wykluczony z funkcji dyrektora klubu Chelsea Londyn.

Więcej informacji ze świata przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Roman AbramowiczRoman Abramowicz na liście brytyjskich sankcji. Oligarcha nie sprzeda Chelsea

Abramowicz potrzebuje pieniędzy na opłacenie pracowników

Amerykański serwis Page Six, powołując się na bliskie Abramowiczowi źródła, podaje, że oligarcha zwrócił się o pomoc do swoich bogatych znajomych ze Stanów Zjednoczonych. Każdego z nich miał poprosić o pożyczkę w wysokości 1 mln dolarów. Jak czytamy, oligarcha potrzebuje pieniędzy, aby opłacić pracowników zajmujących się m.in. obsługą jego luksusowych jachtów. Według portalu Abramowicz potrzebuje na wynagrodzenia pracowników 750 tys. dolarów tygodniowo.

Page Six pisze, że rosyjski oligarcha zwrócił się o pomoc m.in. do reżysera i producenta filmowego Bretta Ratnera oraz bogatej rodziny Rothschildów, związanej z bankowością i finansami. Anonimowe źródło podaje również, że znajomi Abramowicza nie zgodzili się pożyczać mu pieniędzy - jednym z powodów są potencjalne konsekwencje prawne.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Michaił FridmanRosyjski oligarcha przez sankcje nie ma na pokojówkę. "Nie wiem, jak żyć"

Oligarchowie z Rosji narzekają na brak gotówki. Michaił Fridman nie ma pieniędzy na pokojówkę

Roman Abramowicz nie jest jedynym rosyjskich oligarchą, który ma problemy finansowe. Zachodnie sankcje dotknęły również Michaiła Fridmana. To jeden z najbogatszych ludzi w Rosji i pierwszy rosyjski biznesmen, który otwarcie wypowiedział się przeciwko inwazji Władimira Putina na Ukrainę.

W wywiadzie dla Bloomberga, który ukazał się w połowie marca, Fridman skarżył się na brak gotówki. Żyjący w Londynie miliarder ma zamrożone karty bankowe. Jak powiedział dziennikarzom, musi wystąpić do brytyjskiego rządu o licencję na wydawanie pieniędzy, a jego miesięczne wydatki mogą zostać ograniczone do kwoty 2,5 tys. funtów.

W rozmowie z agencją prasową Fridman mówił również, że nie ma pojęcia, jak zapłacić np. za sprzątanie domu. - Może sam powinienem posprzątać dom? - zastanawiał się. Wyjaśnił również, że choć posiada izraelski paszport, nie przeprowadzi się do Izraela, gdyż nie ma tam domu, a przez brak dostępu do pieniędzy nie może go kupić. Fridman dodał, że w Londynie jest "więźniem" i że "nie wie, jak żyć".

Zobacz wideo "Trzeba BYĆ DUMNYM z tego kim jesteśmy"?
Więcej o: