Enter Air i Pili Pili kończą współpracę. Spółce powiązanej z Żabińskim nie wolno organizować lotów

Linie lotnicze Enter Air poinformowały w mediach społecznościowych o zakończeniu współpracy z Pili Pili, co oznacza, że po 4 czerwca nie będą transportowały turystów lecących do obiektów Wojciecha Żabińskiego. Żabiński radzi turystom, by szukali lotów we własnym zakresie. W Gazeta.pl wielokrotnie informowaliśmy o tym, co działo się w hotelach prowadzonych przez polskiego przedsiębiorcę. W ubiegłym roku ujawniliśmy też, że został on za poprzednią działalność biznesową skazany na karę więzienia.

Wojciech Żabiński od kilku lat prowadzi na Zanzibarze obiekty pod marką Pili Pili, wcześniej chętnie opisywane przez media i odwiedzane przez celebrytów. W grudniu ubiegłego roku opisaliśmy nieznane fakty z życia znanego hotelarza. Ujawniliśmy, że Żabiński w związku ze swoją poprzednią działalnością biznesową został skazany na dwa lata i dwa miesiące więzienia przez polski sąd m.in. za oszustwo.

Żabiński złożył kasację do Sądu Najwyższego. Kasacja wciąż czeka na rozpatrzenie, jednocześnie Sąd Najwyższy nie wyraził zgody na wstrzymanie wykonania wyroku.

Z informacji przekazywanych nam przez byłych pracowników i turystów wynikało, że Pili Pili od dłuższego czasu borykało się z problemami. Pracownicy skarżyli się m.in. na opóźnienia w wypłatach, a turyści - na coraz gorszą jakość pobytu, braki w towarach.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

W lutym Żabiński ogłosił nagle, że obiekty hotelowe działające na Zanzibarze wstrzymują działalność do 4 czerwca. W praktyce oznaczało to, że odwołano pobyty turystów, którzy mieli przylecieć na Zanzibar w najbliższych miesiącach. Żabiński informował także, że kupione przez turystów vouchery i Pili Pili Punkty (umożliwiające płacenie na miejscu za różne usługi) pozostają bezterminowe. We wpisie nie znalazła się jednak informacja, czy będzie możliwość zwrotu wpłaconych pieniędzy.

Turyści Żabińskiego latali na Zanzibar lotami czarterowymi linii lotniczych Enter Air. Spółka przekazała jednak w czwartek, że od czerwca tak już nie będzie.

"W związku z zakończeniem współpracy pomiędzy Enter Air Sp. z o.o. a spółką Pili Pili Fly Sp. z o.o. z przyczyn leżących wyłącznie po stronie Pili Pili Fly informujemy, że wszelkie rejsy lotnicze  zaplanowane do realizacji dla Enter Air po dniu 4 czerwca 2022 roku na trasie Warszawa - Zanzibar - Warszawa nie zostaną wykonane" - przekazały linie lotnicze Enter Air w komunikacie.

Jak podkreślono, "rejsy te nie zostały nigdy opłacone przez Pili Pili Fly".

Wojciech ŻabińskiNieznana twarz "Wojtka" z Zanzibaru. Hotelarz skazany na więzienie

Wojciech Żabiński do tej spory nie skomentował szerzej oświadczenia Enter Air. Zapytany w mediach społecznościowych przez jednego z użytkowników potwierdził jedynie fakt zakończenia współpracy. "Powiadomienie o tym, że nie latamy, przesłaliśmy w kwietniu" - napisał krótko.

W jednym z kwietniowych wpisów Żabiński sugerował, że to pasażerowie powinni organizować sobie loty we własnym zakresie. "Loty często nagle pojawiają się w promocjach i warto je kupować, gdy takie promocje się pojawiają. Będą na swoim FB publikował bardzo często, co się pojawia w danym momencie w bardzo dobrej cenie, jak również dział rezerwacji będzie pomagał w szukaniu lotów" - pisał.

Jak informowali w komentarzach turyści, Pili Pili rozesłało też do klientów e-maile, w których informowało, że nie może organizować lotów czarterowych w związku z decyzjami resortu turystyki i marszałka woj. pomorskiego (wskazywali oni, że Pili Pili nie posiada do tego odpowiednich wpisów). Spółka liczy na pozytywne rozstrzygnięcie przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.

"Gdy zapadnie wyrok pozytywny dla spółki, będziemy mogli na nowo wznowić loty. Dziś nie jest to możliwe. Nie znamy też terminu, kiedy takie rozstrzygnięcie zapadnie. Jesteśmy w pełni przekonani do swoich racji i liczymy, że rozstrzygnięcie będzie dla nas korzystne, ale na dziś nie mamy innego wyboru. W związku z powyższym, loty będą zawieszone i nie będą wykonywane, do chwili gdy spółka będzie mogła kontynuować swoją działalność - tj organizować loty czarterowe" - dodano.

Zobacz wideo Nas nie stać na mieszkanie, a Musk przejmuje Twittera. Zobacz jak [Next Station]

Pili Pili. Działalność Wojciecha Żabińskiego pod lupą prokuratury

W marcu rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk przekazała portalowi Gazeta.pl, że w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Śródmieście w Gdańsku zarejestrowano zawiadomienia od osób, które "czują się pokrzywdzone w związku z niezrealizowaniem przez firmę Pili Pili opłaconych  usług turystycznych".

"Łączna liczna pokrzywdzonych wynikająca z wszystkich zawiadomień to 13 osób" - dodała wówczas rzeczniczka. Zawiadomienia wpłynęły pod koniec lutego i w marcu.

Wojciech ŻabińskiProkuratura przyjrzy się Pili Pili. Są zawiadomienia

Osobne zawiadomienie złożyło również Ministerstwo Sportu i Turystyki. Dotyczy ono prowadzenia działalności turystycznej bez wymaganego prawem wpisu, a następnie wbrew zakazowi. 

To skutek toczących się od kilku miesięcy postępowań. Przypomnijmy: w ubiegłym roku Marszałek Województwa Pomorskiego ocenił, że dwie spółki: Pili Pili Club (oferująca pobyty na wyspie) i Pili Pili Fly (organizująca przeloty czarterowe) wykonują działalność organizatora turystyki i przedsiębiorcy ułatwiającego nabywanie powiązanych usług turystycznych bez wymaganego wpisu.

Marszałek w efekcie zakazał spółkom wykonywania tej działalności. Pełnomocnicy Pili Pili składali odwołania, wskazując, że spółki nie łamią obowiązujących przepisów. To jednak nie przekonało urzędników. Jak informował w lutym portal WaszaTurystyka.pl, w styczniu Ministerstwo Sportu i Turystyki podtrzymało decyzje w sprawie zakazu. Z informacji ujawnionych przez prokuraturę wynika zatem, iż resort zdecydował się na jeszcze surowszy krok w postaci zawiadomienia.

Wojciech Żabiński"Wojtek z Zanzibaru" nagle ogłosił przerwę, ale problemy narastały od dawna

Prokuratura będzie też przyglądać się oferowanym przez hotelarza inwestycjom.

Żabiński zachęcał Polaków do inwestowania w nieruchomości na Zanzibarze. Rozpoczął dwie inwestycje - Natural Park (setka willi stojąca nad oceanem w dziesięciu rzędach) i Orient Beach Resort (kompleks apartamentów i kilku domów). Schemat był następujący: polski inwestor wpłaca pieniądze, po wybudowaniu obiektu mieszkają w nim turyści, a inwestor co miesiąc otrzymuje czynsz (sam może spędzić w obiekcie kilka tygodni w roku).

Przykładowo, domy w "Naturalu" kosztowały od 170 do 250 tys. dolarów.

Obie inwestycje zaliczyły wielomiesięczne opóźnienia. Z naszych ustaleń wynika, że według stanu na luty powstały dwa pierwsze rzędy domów w Natural Parku, a budowa trzeciego była na poziomie ok. 40 proc. Żabiński deklarował wcześniej, że trzy rzędy będą gotowe do połowy ubiegłego roku.

Do końca lutego miał zostać oddany pierwszy rząd obiektów w "Oriencie". W drugiej połowie lutego był jeszcze w stanie surowym, bez dachów. Z rozmów z inwestorami wynikało, że niektórzy odczuwali niepokój związany z przebiegiem prac. Niektórzy rozważali ścieżkę prawną.

Jak udało nam się ustalić, rzeczywiście do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście wpłynęło w marcu jedno zawiadomienie dotyczące niewywiązywania się z umowy deweloperskiej. Zawiadomienie złożyła osoba, która wpłaciła pieniądze na jedną z inwestycji promowaną przez Żabińskiego.

Wojciech Żabiński w ostatnich miesiącach nie reagował na przesyłane przez Gazeta.pl prośby o komentarz. 

Posłuchaj podcastu Po co Elonowi Muskowi Twitter? Tego (prawdopodobnie) nie wie nawet on sam

***

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina >>>

Więcej o: