To była najpóźniej ogłoszona decyzja w sprawie stóp w historii - Rada Polityki Pieniężnej kazała na nią czekać w środę (9 listopada) aż do 18:25. Stopy procentowe się nie zmieniły, ta główna jest więc wciąż na poziomie 6,75 proc.
Sama decyzja nie była większym zaskoczeniem - średnia oczekiwań analityków i ekonomistów wprawdzie w jednych ankietach zakładała, że stopy wzrosną o 25 punktów bazowych, ale w innych już - wiodącym oczekiwaniem był brak zmian. Taki scenariusz rysowali zresztą eksperci największych banków komercyjnych działających w Polsce. O tym, że RPP drugim miesiącem pauzy z rzędu szoku nie wywołała, może też świadczyć kurs polskiej waluty - złoty tej decyzji jakby nie zauważył, co oznacza, że inwestorzy z tego rynku się jej spodziewali (dla złotego chyba ważniejszy był w ostatnim czasie kurs dolara w parze EUR/USD) - wobec euro i dolara oscylował w okolicach 4,69-4,70 zł.
Można się też było spodziewać, że listopadowe posiedzenie RPP potrwa dłużej niż kilka poprzednich. Na agendzie było sporo tematów, bo nie tylko sama decyzja, którą trzeba przecież przedyskutować, ale i przygotowanie opinii do projektu budżetu państwa na przyszły rok, według doniesień omówienie zmian w regulaminie Rady, a także najnowszej projekcji inflacji. Projekcja to prognozy, które analitycy NBP przygotowują trzy razy w roku: w marcu, lipcu i listopadzie. To ważny dokument, bo Rada Polityki Pieniężnej, podejmując decyzje, musi brać pod uwagę, że wszelkie zmiany poziomu stóp przełożą się na gospodarkę dopiero za przynajmniej 4-6 kwartałów. Wczorajszą decyzję RPP podejmowała już wyposażona w najnowsze prognozy co do najbliższej przyszłości.
Co zatem te prognozy pokazują? W największym skrócie, że inflacja będzie na wyższym poziomie, niż prognozowano poprzednio, w lipcu.
Ekonomiści zauważają, że w projekcji znalazł się pewien niespodziewany element: zakres czasowy. Zwykle dotyczy ona dwóch najbliższych lat, tym razem trzech. Być może dlatego, że w perspektywie dwóch lat NBP nie widzi możliwości powrotu inflacji do celu, czyli do 2,5 proc. z opcją odchylenia o 1 punkt procentowy w obie strony. Taką możliwość analitycy polskiego banku centralnego widzą dopiero w 2025 roku.
Czyli w teorii, skoro RPP spodziewa, że za 1,5 roku - 2 lata inflacja będzie jednak wyższa, powinna stopy podnosić, by temu zapobiec. To oczywiście mocne uproszczenie, ale dlaczego zatem stopy pozostały bez zmian? Poniższy fragment z komunikatu NBP po posiedzeniu Rady jest tutaj kluczowy:
"Rada ocenia, że spodziewane osłabienie koniunktury w otoczeniu polskiej gospodarki wraz z zacieśnieniem polityki pieniężnej przez główne banki centralne będzie wpływać ograniczająco na globalną inflację i ceny surowców. Osłabienie koniunktury światowej będzie także obniżać dynamikę wzrostu gospodarczego w Polsce. W takich warunkach dotychczasowe istotne zacieśnienie polityki pieniężnej NBP będzie sprzyjać obniżaniu się inflacji w Polsce w kierunku celu inflacyjnego NBP".
Czyli: RPP uważa, że to, co robiła dotąd i to, co robią teraz inne banki centralne (tutaj przede wszystkim chodzi o te największe, jak amerykański Fed i EBC ze strefy euro), pomoże obniżać inflację w Polsce. Do tego pogorszenie sytuacji gospodarczej na świecie wpłynie na obniżenie wzrostu PKB w naszym kraju, co też powinno sprzyjać spadkowi inflacji (bo skoro gorzej w gospodarce, to i popyt na towary i usługi powinien być mniejszy, a w ślad za kurczeniem się popytu, zmniejszać powinny się ceny).
W komunikacie znalazło się też zdanie, którego miesiąc wcześniej nie było: "Jednocześnie ze względu na skalę i trwałość oddziaływania obecnych szoków, które pozostają poza wpływem krajowej polityki pieniężnej, w krótkim okresie inflacja pozostanie wysoka, a powrót inflacji do celu inflacyjnego NBP będzie następował stopniowo." Ekonomiści Credit Agricole uważają, że to, w połączeniu z brakiem podwyżki stóp, oznacza, że w tym momencie RPP martwi się bardziej ryzykiem nadmiernego hamowania gospodarki. A najnowsza projekcja zakłada wolniejszy wzrost PKB niż poprzednia, z lipca.
"Przestrzeń do kolejnych podwyżek jest ograniczona. Ankieta kredytowa NBP wskazuje, że dotychczasowe działania zamroziły aktywność - popyt jest obecnie podobny jak na początku pandemii Covid-19. BIK wskazuje także, że rośnie odsetek kredytów hipotecznych spłacanych z opóźnieniem" - zauważa z kolei Polski Instytut Ekonomiczny.
Czy to znaczy, że stopy procentowe bardziej już nie wzrosną? Tak uważają na przykład ekonomiści PKO BP i Pekao SA. Rada formalnie nie zasygnalizowała końca cyklu podwyżek, zostawiając sobie furtkę do kolejnych, w razie potrzeby. "Dalsze decyzje Rady będą zależne od napływających informacji dotyczących perspektyw inflacji i aktywności gospodarczej, w tym od wpływu agresji zbrojnej Rosji na Ukrainę na polską gospodarkę" - czytamy w komunikacie po posiedzeniu.
Dziś jeszcze (w czwartek 10 listopada) możemy dowiedzieć się nieco więcej, w każdym razie więcej o tym, co myśli na ten temat prezes NBP, który przewodniczy posiedzeniom Rady. Adam Glapiński po południu, o 15:00 wystąpi na comiesięcznej konferencji prasowej.
Cała projekcja inflacji zostanie opublikowana w najbliższy poniedziałek, 14 listopada. Na razie dostaliśmy tylko kilka zdań w komunikacie RPP: inflacja znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 14,4 - 14,5 proc. w 2022 r. (13,2 - 15,4 proc. w projekcji z lipca), 11,1 - 15,3 proc. w 2023 r. (9,8-15,1 proc. wcześniej), 4,1 - 7,6 proc. w 2024 r. (2,2 - 6,0 w lipcu) i 2,1 - 4,9 proc. w 2025 r. Wynika z tego, że tak zwana centralna ścieżka inflacji (NBP w projekcji podaje przedziały) na ten rok to 14,5 proc. (w lipcu 14,3 proc.), w przyszłym 13,2 proc. (wcześniej 12,5 proc.), a w 2024 5,9 proc. (wobec 4,2 proc. oczekiwanych w lipcu).