Ministranci w czasie kolędy zapowiadają wizytę księdza i raczą domowników swoim śpiewem. Podobnie jak duchowni w czasie wizyty duszpasterskiej, otrzymują od wiernych datek. Oczywiście kwoty są znacznie mniejsze niż te przekazywane w kopertach, jednak nadal wielu ministrantów może poszczycić się sporą sumą zebraną podczas dorocznej kolędy. Swoimi doświadczeniami związanymi z kolędowaniem podzielił się youtuber Patryk Śliwa z kanału "Śliwson". Wśród internautów rozpoczęło to dyskusję na temat zarobków ministrantów. Niektóre kwoty mogą naprawdę szokować.
Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej portalu Gazeta.pl.
Kolęda to jedyna okazja, kiedy ministrant może odnieść jakiekolwiek korzyści materialne z tytułu pełnienia posługi. O swoich doświadczeniach w filmie opublikowanym na platformie YouTube opowiedział Patryk Śliwa z kanału "Śliwson".
- Zazwyczaj ministrantowi daje się 2 zł lub 4 zł, do podziału z kolegą. Zarobki są różne i uzależnione od ludzi. Nie da się przewidzieć, ile się zarobi. Nie jest to stała liczba. To jest co łaska, ile ludzie dadzą. Niektórzy dadzą złotówkę, niektórzy 2 zł, niektórzy nic, a niektórzy dadzą dychę. Najczęściej jednak dostawało się 2 zł, rzadko 5 zł i złotówkę. Dychę to dawali najbogatsi ludzie - wspomina na filmie twórca.
Warto dodać, że kwota, którą otrzyma pomocnik księdza podczas kolędy, podobnie jak w przypadku darowizn ofiarowywanych w kopertach, zależy w głównej mierze od parafii, w jakiej się odbywa. Kwoty zależeć mogą także od tego, czy kolęda ma miejsce w mieście, czy na wsi oraz, czy odwiedza się bloki, czy raczej osiedle domów jednorodzinnych. - Zazwyczaj podczas jednej kolędy ministrant miał może jeden blok 10-piętrowy, po dwie klatki. Średnio koło 100 zł, trochę ponad ministrant dostaje podczas jednej kolędy - dodaje Patryk Śliwa. Wspomina także, że w swojej ministranckiej karierze spotkał się z księdzem, który ze swojej koperty wyciągnął po 100 zł i rozdał banknoty ministrantom.
Film wywołał dyskusję w komentarzach. Internauci, wśród których znalazło się dużo ministrantów, ochoczo dzielili się swoimi własnymi doświadczeniami związanymi z kolędą.
Chodzi się po 3 ministrantów tak z 30-40 domów. Ludzie dają minimum 10 zł, a nawet 50zł. W tym roku byłem trzy razy i mam już 850 złotych.
- chwali się jeden z internautów.
Ja jestem ministrantem we wsi, która ma 2,5 tys. mieszkańców. Mam zazwyczaj 3 kolędy co roku i średnio mam 600 zł więc nie narzekam.
- komentuje inny. Kolejny dodaje, że "teraz dostaje się 100 zł".
Ja po kolędzie zarobiłem 790 zł. Mi dawali po 50 zł, ale musiałem się z kolegą podzielić.
-wspomina inny użytkownik. Część przyznaje, że w ogóle nie dostaje pieniędzy za swoją posługę.
Dziwna parafia. Nie dość, że ministrant chodzi na kolędę, to jeszcze z tego zarabia? U mnie by to nie przeszło i nikt by nie chciał chodzić, nawet ja.
W wielu przypadkach ministranci nie mogą jednak cieszyć się pełną kwotą zebraną podczas kolędy. Wszystko za sprawą "podatku ministranckiego", który wprowadziła część polskich parafii. Jest to określona przez księży kwota, którą po skończonej kolędzie ministranci są zobowiązani oddać. Na czym polega cała procedura, tłumaczy w rozmowie z dziennikiem "Fakt" ksiądz Radosław Rakowski z parafii pw. imienia Jezus w Poznaniu
W wielu parafiach tak jest, że pieniądze się dzieli na trzy części. Pierwsze dwie idą do ministrantów, którzy byli na kolędzie, a trzecia część idzie do wspólnego funduszu, który później idzie na różne wakacje, wyjazdy, wyjścia. To jest taki wspólny budżet ministrantów. Nigdy się nie spotkałem, żeby księża to brali do własnej kieszeni, to właśnie idzie do tego samorządu, żeby potem ci ministranci mogli zorganizować sobie np. grilla czy wyjście do kina - zdradza proboszcz.
Ta dość powszechna praktyka wzbudza jednak wiele kontrowersji. Opierają się one częściowo na samym nazewnictwie takiego procederu. Ludzie oburzeni są faktem, że Kościół, który sam nie płaci podatków, w tym podatku od darowizn w przypadku kopert otrzymywanych w czasie kolędy, sam nakłada je na dzieci.
Według art. 888 kodeksu cywilnego darowizna to forma umowy, "w której darczyńca zobowiązuje się do bezpłatnego świadczenia na rzecz obdarowanego, kosztem swego majątku". Oznacza to nic innego jak przekazanie własnych pieniędzy (lub rzeczy) komuś innemu. Od darowizny według prawa należy odprowadzać podatek. Waha się on od 3 do nawet 20 proc., w zależności od wartości darowizny oraz przynależności darczyńcy, oraz obdarowanego konkretnych grup podatkowych.
Grupy podatkowe są trzy. Pierwsza grupa podatkowa to: małżonkowie, zstępni (dzieci, wnuki, prawnuki itd.), wstępni (rodzice, dziadkowie, pradziadkowie itd.), pasierb, zięć, synowa, rodzeństwo, ojczym, macocha, teściowie. Druga grupa to: zstępni rodzeństwa (np. bratankowie, siostrzeńcy, ich dzieci i wnuki), rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa (np. bratowa) i rodzeństwo małżonków (np. siostra męża), małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych zstępnych. Na trzecią grupę podatkową składają się wszyscy pozostali nabywcy.
Od grupy podatkowej uzależniona jest także kwota wolna od podatku. To właśnie od wartości wykraczającej ponad tę kwotę oblicza się podatek od darowizn. Wynosi ona: