- Musimy wziąć ogromny kredyt, żeby pokryć bieżące wydatki miasta, żeby mogły funkcjonować szkoły, aquapark, żeby świeciły latarnie miejskie. Tak źle nigdy nie było, to pierwsza tak dramatyczna sytuacja w historii miasta - mówił w rozmowie z TVN-em Kamil Sznel z urzędu miejskiego w Suwałkach. Lokalny portal Kurier Suwalski opisuje, że na pokrycie planowanego deficytu budżetowego oraz spłatę rat wcześniej zaciągniętych kredytów miasto musi zaciągnąć kredyt. Ogłoszono przetarg na 47 882 903 złote długoterminowego kredytu. Pożyczka ma być zaciągnięta jeszcze w tym roku, a spłacana w 36 ratach do końca 2041 roku. Zadłużenie Suwałk przekroczyło bowiem ponad 200 milinów złotych.
Kamil Sznel w rozmowie z TVN-em wyjaśnia, że ponad 40 milionów, o których mowa, mają pokryć bieżącą działalność miasta, na którą zwyczajnie nie ma pieniędzy. Wpływ na tak tragiczną sytuację miejskiego budżetu mają mieć wysoka inflacja, kryzys ekonomiczny, ograniczone wpływy z podatków PIT oraz ceny energii. Przekłada się na stan, w którym przykładowo koszty utrzymania aquaparku w mieście wzrosły o 300 procent. Oczywiście taki stan budżetu przekłada się na mniejsze inwestycje w mieście.
Suwałki, choć mają ogromny problem, nie są samotną wyspą na mapie Polski, którą dobiły finanse. Taka sytuacja to codzienność samorządów. 351 z 354 polskich miast będzie mieć dziurę w budżecie na ten rok.
Prezydent Ciechanowa Krzysztof Kosiński w rozmowie z money.pl mówił, że "obecną sytuację finansową samorządów, szczególnie miast, można porównać do pracownika, który w dobie wysokiej inflacji idzie do swojego pracodawcy po podwyżkę. Ten jednak nie dość, że podwyżki nie daje, to jeszcze to wynagrodzenie obniża".
Z kolei Marek Wojtkowski, prezydent Włocławka mówił w rozmowie z Gazeta.pl, że budżet na 2023 rok "został sklejony, żeby udało się go przyjąć" i przyznawał, że ma świadomość, że będzie wielokrotnie zmieniany w ciągu roku.
"Sytuacja samorządów jest fatalna. Zabijają nas wydatki bieżące, m.in. na media" - mówił.