Gdy główny meteorolog NBC, Brant Miller, pokazywał na żywo burze nad międzynarodowym lotniskiem O'Hare, kamery uchwyciły formujące się nad nim tornado, przed którym wcześniej ostrzegał m.in. National Weather Service w Chicago. Około godziny 19:00 w miasto rzeczywiście uderzyło tornado i pokazało, że to tylko mit, że takie zjawiska nie mogą wpływać na duże miasta.
Telewizja w Chicago zaczęła nadawać komunikat do mieszkańców, aby poszukali schronienia. W mieście zwykły też syreny alarmowe. Lynn Becker, długoletni mieszkaniec Chicago, zamieścił na Twitterze wideo z tego momentu. W rozmowie z Associated Press tłumaczył, że mieszka w 60-piętrowym budynku, dlatego możliwości schronienia były ograniczone. Wszedł po prostu głębiej do środka bloku. - Jest pewna panika, gdy oglądasz ekran telewizora i wszystko jest na czerwono, ale mam nadzieję, że szkody były minimalne - mówił o telewizyjnych komunikatach.
Niestety nadzieje Beckera okazały się złudne. Brett Borchardt, starszy meteorolog z National Weather Service, potwierdził WGN-TV, że w rejonie Chicago doszło do wielu tornad, a badanie szkód prawdopodobnie potrwa kilka dni. Associated Press już teraz wymienia: powalone linie energetyczne, drzewa i gałęzie oraz przerwy w dostawie prądu. W pewnym momencie energii nie miało 10 tysięcy osób. Lokalne media piszą nawet o uszkodzonych domach, samochodach czy zerwanych dachach. Największe problemy dotknęły jednak międzynarodowe lotnisko O'Hare w Chicago.
Gdy nad portem pojawiło się tornado, setki ludzi musiało schronić się w hali O'Hare. Około 173 lotów odlatujących z lotniska zostało odwołanych, a ponad 500 zostało opóźnionych. Kevin Bargnes, dyrektor ds. komunikacji międzynarodowych portów lotniczych O'Hare zapewniał, że nie znaleziono żadnych szkód na terenie portu, ale Associated Press opisuje, że w pobliżu O'Hare uszkodzone zostały magazyny. Nie wiadomo jednak czy należały do lotniska.