Prezes Jarosław Kaczyński zdradził, jak będzie brzmieć pierwsze z pytań, które Zjednoczona Prawica zamierza zadać Polakom w ogólnokrajowym referendum. Biorący w nim udział zobaczą na wręczonych im kartkach następujące pytanie: "Czy popierasz wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw?".
O jaką wyprzedaż chodzi? Tego prezes PiS podczas swojego wystąpienia nie zdradził. Piotr Kuczyński, główny ekonomista Xelion, przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl, że trudno zrozumieć, co tak naprawdę jest intencją obozu władzy. - To pierwsze pytanie referendalne jest, delikatnie mówiąc, skrajnie niemądre. Od składni tego pytania zęby bolą, bo "wyprzedaż" to może być garażowa albo likwidowanego sklepu - mówi o całkowitej sprzedaży wszystkiego. Jeśli pominie się ten potworek językowy i zostanie "czy popierasz sprzedaż państwowych przedsiębiorstw" to merytorycznie pytanie też się nie broni - mówi. - Przecież można sobie wyobrazić kulejące przedsiębiorstwo państwowe, które warto sprzedać w ręce potężnego konkurenta, co będzie korzystne dla klientów tej sprzedawanej firmy - ocenia.
Poza tym PiS niedawno sprzedało część przedsiębiorstwa skarbu państwa i do tego sprzedał w ręce zagraniczne być może nawet powiązane z Rosją - widzimy to jadąc polskimi drogami (stacje benzynowe MOL). Wydaje się, że PiS podało piłkę opozycji i należy tylko trzymać kciuki, żeby pozostałe pytania były z tej samej stajni intelektualnej
- zauważa ekonomista.
Paradoksalnie obecnej ekipie rządowej można by zarzucić "wyprzedaż państwowego przedsiębiorstwa". Ceną za fuzję Orlenu i Lotosu była bowiem sprzedaż części drugiej ze spółek. Polskie stacje benzynowe prowadzone pod szyldem marki Lotos przeszły w obce, zagraniczne ręce. Dziś właścicielem jest węgierski MOL.
Za "wyprzedaż" można by też uznać przejęcie przez saudyjski koncern paliwowy 100 proc. udziałów w spółce Lotos SPV 1. Została utworzona po tym, jak ze spółki Lotos Paliwa wydzielono podmiot, który zajmuje się hurtową sprzedażą paliw. Wartość tej części transakcji wynosi 1 mld zł.